Wstałem wcześniej niż zwykle. Wszedłem do łazienki, gdzie wykąpałem się, ubrałem i opuściłem to pomieszczenie. Miałem na sobie czarną koszule i spodnie tego samego koloru. Moi współlokatorzy zwlekli się z łóżek, gdy ja byłem już gotowy do wyjścia. Nie zamierzałem, jednak iść tego dnia na zajęcia. Wyszedłem z pokoju i skierowałem się wzdłuż korytarza, a następnie na dwór. Będąc na błoniach zamku, rozejrzałem się czy przypadkiem nikt mi się nie przygląda. Nikogo nie zauważyłem, więc poszedłem w stronę parkingu, który mieścił się na tyłach budynku. Otworzyłem go i odnalazłem wzrokiem mój motocykl. Wyciągnąłem go z garażu, który zamknąłem za sobą. Wsiadłem na niego i ruszyłem w kierunku bramy akademii.
...............................................................................................................................
Wróciłem zaraz po południu. Szybko schowałem motocykl, by nikt go nie zauważył. Nie chciałem jeszcze wracać do budynku, więc postanowiłem przejść się po lesie.
Pogoda była ładna, a rosa dawno zniknęła z roślin mieszczących się w runie lasu. Nie musiałem się martwić, że moje buty przemokną.
Spacerowałem tak dłuższą chwile. W pewnym momencie dostrzegłem w oddali istotę kierującą się w moją stronę. Zbliżyłem się bezpieczną odległość. Z miejsca, w którym teraz się znajdowałem bez problemu mogłem poznać kto to jest. Siedziałem cicho w swojej kryjówce i czekałem aż moja koleżanka podejdzie bliżej mnie. Nie musiałem długo czekać. Gdy była już w odpowiednim miejscu poruszyłem się przez co można było usłyszeć lekki szelest liści.
- Kto to?- syknęła dziewczyna. Nie mogłem pozwolić, by zepsuła moją małą zasadzkę. W jednej sekundzie wyskoczyłem z kryjówki i przygniotłem ją do ziemi.
- Nie boisz się sama spacerować po lesie, Carrie? - zapytałem z uśmiechem na ustach. Dziewczyna zaczęła się wiercić i odwróciła głowę w moją stronę.
- Brian! Co ci strzeliło do głowy? - krzyknęła.
- Nie denerwuj się tak. - zacząłem spokojnie. - Dbam o twoje bezpieczeństwo.
- Niby jak? - zapytała z pretensjonalnym tonem, nadal zdenerwowana.
- Jeśli jakiś snajper, schowany gdzieś w krzakach chciałby cię upolować, wtedy ja zasłoniłbym cię moim własnym ciałem. - dokończyłem z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- Jesteś nienormalny. - wrzasnęła i ruszyła przed siebie. Dogoniłem ją i dalej kontynuowałem naszą rozmowę.
- Ale nie denerwuj się. Ja ci tu życie ratuję, a ty co? - nadal ją przedrzeźniałem.
- Co ty nagle się tak o mnie troszczysz? - zapytała.
- Zawsze się o ciebie troszczyłem, tylko wcześniej nie chciałem tego okazywać. - mruknąłem.
- To dlaczego teraz się na to zdecydowałeś?
Stanęliśmy przed drzwiami akademii.
- Wchodzimy do środka? - zapytałem.
- Nie wiem jak ty ale ja wchodzę. - burknęła dziewczyna wchodząc do środka. Wszedłem za nią.
- A więc? - ciągnęła dalej.
- Tak jakoś...
- Nie powinniście być na zajęciach? - usłyszałem głos za sobą, który od razu poznałem.
- Tak wyszło. - warknąłem.
- Radzę odnosić się z szacunkiem. - powiedział mężczyzna stojący naprzeciwko mnie. - Nie tylko jestem opiekunem wampirów ale także twoim ojcem. Idziecie ze mną do pokoju opiekunów.
Już miałem warknąć coś... ale stwierdziłem, że nie ma sensu. Skierowaliśmy się do wspomnianego wcześniej miejsca. Po chwili weszliśmy do niego.
- Siadajcie. - powiedział mój ojciec. - Dlaczego nie byliście na zajęciach?
- Już mówiłem. Tak wyszło. - mruknąłem, siadając na krześle. Carrie poszła w moje ślady.
- Nie interesują mnie takie odpowiedzi.
- Zrobiło mi się duszno na przerwie i poszłam pooddychać świeżym powietrzem. Nie zauważyłam kiedy zaczęła się lekcja. - odpowiedziała wampirzyca.
- Coś kiepskie usprawiedliwienie... A ty Brian? Dlaczego nie byłeś na zajęciach? Oczekuję rozsądnej odpowiedzi.
- Cóż... - zacząłem. - Zapewniałem bezpieczeństwo Carrie. - powiedziałem z szerokim uśmiechem.
- Interesuje mnie bardziej dlaczego opuściłeś teren Akademii w ciągu trwających zajęć. - powiedział podniesionym tonem.
Carrie? ratuj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz