sobota, 4 lipca 2015
Od Klary do Seeley
- Gdzie masz te żyletki? - Spytała Seeley, wchodząc do pokoju. Moich współlokatorek znowu nie było. Czasem zastanawiałam się co robią one cały czas, w tej chwili jednak mnie to ucieszyło.
- Tutaj - westchnęłam i podałam jej moją czarno-brązową kosmetyczkę. Dziewczyna otworzyła ją, wyjęła dwie żyletki, złamała je w palcach, po czym wrzuciła do kosza na śmieci, gdzie zgubiły się wśród różnych papierów.
- Już po wszystkim - uśmiechnęła się moja przyjaciółka i opadła ciężko na łóżko. Po chwili spod niego wydrapał się Parys - mój kot, i wskoczył jej na kolana. Na początku się przestraszyła.
- Nie bój się, on jest bardzo łagodny - zaśmiałam się i pogłaskałam zwierzątko po rudym łbie. Momentalnie zaczęło mruczeć i łasić się. Seeley na szczęście nie miała zamiaru go wyrzucać.
- Masz jednak więcej przyjaciół - rozchichotała się dziewczyna, przytulając kota do siebie. Od razu było widać, że się polubili. Nie mogłam teraz jednak o tym myśleć, miałam ważniejsze sprawy na głowie.
- Jak myślisz, dlaczego ten wilkołak nie ma wstępu do akademii? - Spytałam siadając na parapecie i opierając głowę o zimną szybę. Za oknem kilkoro uczniów biegało po podwórku.
- Nie mam pojęcia - westchnęła moja przyjaciółka, zamyślając się. Mnie również nic nie przychodziło do głowy - na pewno nie bał się mnie, był tysiąc razy większy niż ja, wystarczył jeden ruch by zakończył mój żywot.
- Gdybyśmy tak znały jego ludzką postać... bo ma jakąś, prawda? - Wysunęłam wniosek. Nie wiedziałam kim jest ów wilkołak, ale mogła to być osoba, którą znałam. łatwiej byłoby mi rozmawiać z człowiekiem.
- Na pewno - zgodziła się Seeley. Dziwiłam się jej, że po takich przeżyciach, gdy sama spotkała to bydlę, chciała dalej mi pomagać, nie odwróciła się ode mnie. Dobrze mieć taką przyjaciółkę.
- Może powinnam z nim porozmawiać - w końcu powiedziałam. Przecież zależało mu na mnie, to ja sprowadziłam go w tutejsze lasy. Powinnam stawić mu czoła, a nie ciągle uciekać.
Pobiegłam myślami daleko, do wydarzeń, które rozegrały się tego wieczoru, gdy zostałam przemieniona. Charlie wszedł do domu, ja chwilę stałam jeszcze na balkonie, gdy usłyszałam jakiś huk. Nie mogłam zostawić go samego, wbiegłam do mieszkania. Było ciemno, niewiele widziałam. Nagle poczułam jakiś oddech na swoim karku, jakkolwiek byłam przekonana, że napadł nas jakiś bandyta w tym momencie zrozumiałam, że mam do czynienia z czymś, co na pewno nie jest człowiekiem. Potem nie pamiętam już nic, tylko że obudziłam się rano, słońce wpadało przez duże, balkonowe okno, a ja leżałam na podłodze. Wstałam z trudem, czułam że coś jest ze mną nie tak. Szukałam Charlie'ego po całym domu, ale jego nigdzie nie było...
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Słuchałaś w ogóle co do ciebie mówiłam? - Spytała Seeley patrząc na mnie jednocześnie z troską i z poirytowaniem. Wiedziałam, że coś do mnie mówiła, nie miałam pojęcia jednak co.'
- Przepraszam, wyłączyłam się - mruknęłam i spojrzałam znowu w okno. Czułam jak krew przestaje krążyć mi w żyłach, gdy zorientowałam się, co widzę...
Seeley?
piątek, 3 lipca 2015
Od Alysson do Brian'a
- Brian... - powiedziałam zacinając się. - Co teraz zrobimy?
- Musimy iść do niego. - odpowiedział. Po chwili wstał i zaczekał na mnie. Nie miałam zamiaru iść z chłopakiem.
- Brian.... boję się. - szepnęłam.
- Ali, i tak musimy kiedyś i tym z nim pogadać. - rzekł, podchodząc do mnie. Miał on stu procentową rację. Westchnęłam cicho i wstałam ze swojego miejsca. Wyminęłam Brian'a i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Ten szybko mnie dogonił.
- Denerwujesz się? - zapytałam go. Mój miś złapał moją dłoń, nawet za bardzo ją ścisnął. Wyczułam jego szybkie tętno.
- Przyśpieszona praca mojego serca, mówi jak się czuję. - odparł. Szybko znaleźliśmy się przed drzwiami gabinetu ojca chłopaka.
- No to wchodzimy. - poinformowałam go. Ten kiwnął tylko głową na znak, że zrozumiał. Szybko zapukałam kilka razy w drzwi. Szybko usłyszałam głoś opiekuna wampirów.
- Wejść! - rozkazał. Niepewnie otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza do wielkiego pomieszczenia. Pan Naconi stał przy wielkim oknie.
- Dzień Dobry. - przywitałam się nie pewnie.
- Usiądźcie. - powiedział. Jego ton głosu był poważny i dumny zarazem. Szybko wykonałam polecenie, ale Brian stanął za mną. Jedną dłoń położył na moim ramieniu. Dorosły wampir szybko usiadł na swoim, wielkim fotelu.
- Mieliśmy się u pana stawić.
- Zgadza się. A wiecie dlaczego? - spytał, przyglądając się synowi.
- Tak wiemy. - odpowiedział znienacka z powagą mój chłopak.
- Usłyszałem bardzo ciekawe plotki. Dowiedziałem się, że w tej akademii nie dawno narodziła się para celebrytów. - powiadomił nas dodając. - Jedno jest wilkołakiem, a drugie jest wampirem.
- Przepraszam, że przeszkodze Panu. Ale w tej Akademii panuje pokój pomiędzy rasami i wiem, Z tego wynika, że osoby dwóch różnych ras mogą być razem. - powiedziałam z dumą. Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką. Spojrzałam kątem oka na młodego wampira, który był zdziwiony moją postawą.
- Zgadza się, ale... - nie dałam mu dokończyć.
- Wiem, że Brian to Pana syn. - rzekłam wstając. - Ja go kocham, a on mnie. I jeśli ktoś będzie chciał nas rozdzielić, nie zwycięży, tylko przegra.
- Nie takim tonem młoda damo! - rozkazał. Był tak wkurzony, że aż wstał ze swojego miejsca.
- Ja uważam, że to koniec rozmowy. - odparłam. - Jak uważasz Brian'ie? - zapytałam go. Wampir patrzał na mnie. Oj, mój misiu nie poznał całego mojego charakteru. Ale wiem, że poniosło mnie. Wszystko przez zbliżającą się pełnię.
( Brian ? )
Od Sebastiana do Tatiany
Usiadłem przy stole i zacząłem szkicować. Brakowało mi tego czegoś. Jakbym ja sam był nie pełny
-Co szkicujesz?-usłyszałem głos
-Nic poważnego. Aktualnie bardziej myślę czy nie brakuje czegoś we mnie samym. Zrobił się ze mnie pokręcony i dziwny filozof.
-Rację w tym masz.
-Jestem Sebastian, miło poznać
-Tatiana-przedstawiła się
Tatiana?
Od Sebastian'a do Seeley
-To coś strzela i robisz to z takiego sprzętu?-zaczęliśmy wychodzić po schodach
-Nie strzela. Nie mam wystarczającej mocy i dobrych rzeczy. Cóż, zwykłe rupiecie muszą wystarczyć.
-Co jeszcze poznosiłeś?
-Tę wieżę, laptopy 2x, i z trzy telefony. No, a stal już wytopiłem w kształty żeby to tylko potem połączyć.
-Przygotowany widzę
-Muszę być-weszliśmy do pokoju. Odłożyłem pudełko na łóżko, koło innych rzeczy. Wyjąłem teczkę schowaną w materacu i pokazałem Seel o co mi chodzi
-Rękawica?
-Nie taka zwykła- zaśmiałem się. W moich rękach to może być nawet broń do zabijania- wziąłem jakbłko z biurka i zacząłem je jeść- Mam na biurku jeszcze 2 chcesz?-spytałem się
Seeley?
Od Brian'a do Alysson
- Nie, to znaczy miejmy nadzieję, że nie. - powiedziałem szybko.
- Brian, twój ojciec nie jest taki zły za jakiego chcesz go nam wszystkim przedstawić.
- Masz rację.
Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Jest o wiele gorszy. - dokończyłem.
- Przesadzasz. - mruknęła.
- Obyś się nigdy nie dowiedziała prawdy. - mówiłem te słowa z nadzieją.
- Wracamy do Akademii? - zapytała.
- Jeśli tylko chcesz.
- Chodźmy, bo już się ściemnia.
- Co tylko sobie życzysz kochanie. - uśmiechnąłem się. W środku jednak bałem się tego, że ojciec się dowie o mnie i o Alysson.
................................................................................................................................
Gdy weszliśmy do budynku skierowaliśmy się do korytarza.
- Gdzie chcesz iść? - zapytałem.
- Może do pokoju wszystkich ras?
- Ok. - poprowadziłem dziewczynę do pomieszczenia. Usiedliśmy na jednej z kanap obok przyjaciół. Po krótkim przywitaniu, mój współlokator powiadomił mnie o niemiłej wiadomości.
- Brian. - zaczął. - Twój ojciec...
- Co?! Dowiedział się?! - krzyknąłem.
- Kazał ci przekazać, że wraz z Alysson macie się stawić u niego jak najszybciej.
Alysson?
Od Marty do Seeley
-Racja, ale ten las już nie będzie taki sam, zanim tu weszłyśmy był spokojny
-A zostawimy tonę patologi?-zaśmiałyśmy się razem.
-No i możemy tutaj normalnie porozmawiać
-Da się tak?- spytała
-Przy nas to chyba wątpliwe- uśmiechałam się tylko- Mam pewną propozycję...
-Jaką?
-Pogramy w szczerość?-spytałam
Seeley? Wybacz, że krótko
Od Alysson do Brian'a
- Będę chodziła w ludzkiej formie. - odpowiedziałam na jego pytanie.
- To fajnie. - powiedział. W mgnieniu oka, chłopak gdzieś zniknął. Jak ja nienawidzę tej ich szybkości. Po chwili wampir, złapał mnie w pasie od tyłu i pocałował w policzek.
- Nie lubię twojej nadprzyrodzonej szybkości. - ogłosiłam.
- Musisz się do niej przyzwyczaić. - ogłosił.
- Ok, ale teraz idziemy się przejść. - poinformowałam go i uwolniłam się z jego uścisku. Brian westchnął i poszedł za mną. Trzymając się za ręce szliśmy rozmawiając. - Brian?
- Słucham kochanie.
- Czy twój ojciec wie o nas? - spytałam.
( Brian? )
Od Emmanuela do Kamisy
-Jeszcze się doigrasz..-mruknąłem i wróciłem spokojnie do poprzedniego zajęcia.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego dnia szukałem dziewczyny bez imienia chodząc po całej szkole z kwiatkiem w ręku. Złapałem ją dopiero koło 15-nastej przed akademią. Zaszedłem ją od tyłu i powiedziałam
-Hej, Bezimienna
Dziewczyna popatrzyła na mnie i przewróciła oczami prychając.
-Daj spokój, chciałem cię tylko przeprosić-powiedziałem podając jej kolorową róże-Mówiłaś, że nie lubisz romantyzmu, więc zrezygnowałem z czerwonej. A ta kolorowa przypomina ciebie-lekko się uśmiechnąłem-Pewnie nie będziesz zainteresowana pójściem ze mną na kawę w ramach przeprosin, więc.. Żegnam, nieznajomą..-skłoniłem się i zacząłem powoli odchodzić w stronę lasu.
Kamisa?
Od Brian'a do Alysson
- Po prostu przyznaj się do porażki skarbie. - powiedziałem.
Dziewczyna, a właściwie wilczyca zaczęła na mnie warczeć.
- Ale muszę przyznać, ze pięknie wyglądasz w postaci wilka. - dokończyłem. - To zmienisz się w człowieka czy będziemy chodzić po lesie jako wampir i wilk? - zapytałem.
Alysson?
Od Seeley do Klary
-Pewnie się już domyśliłaś, że nie było mnie wczoraj w pokoju..-skrzywiłam się.
-Domyśliłam?!-zawołała trochę za głośno, więc uciszyłam ją gestem dłoni-Nie spałam całą noc, szukałam cię, ciebie nigdzie nie było, myślałam, że nigdy więcej cię nie zobaczę..-mówiła coraz szybciej. a jej spojrzenie stawało się puste, jakby razem ze słowami uciekała do jakiegoś wspomnienia. Położyłam jej rękę na ramieniu na co Klara ucichła. Uśmiechnęłam się delikatnie
-Spokojnie.. Jestem tu, cała i zdrowa..-powiedziałam uspokajająco. Dziewczyna wzięła głęboki wdech po czym wymownie spojrzała na moje ramię. Wzruszyłam ramionami.
-Zbyt bliski kontakt z naszym włochatym przyjacielem..-skrzywiłam się przypominając sobie wielkie pazury.
-Byłaś wczoraj w lesie?!-znowu za głośno.
-Tak, ale nie krzycz tak, bo nas zaraz wyrzucą-zmarszczyłam czoło-Musiałam tam iść. A nie powiedziałam ci, bo nie chciałam cię martwić i bałam się, że będziesz chciała ze mną pójść..-Klara chciała coś powiedzieć, ale jej nie pozwoliłam. Streściłam jej szybko wczorajsze spotkanie pomijając najgorsze szczegóły, a ta słuchała z szeroko otwartymi oczami, w których widziałam strach. Kiedy skończyłam Klara przytuliła mnie ponownie, a potem odsunęła się i zapytała
-Czyli co wiemy?
-Wilkołak nie może wejść na teren akademii albo boi się na niego wejść-powiedziałam w zadumie.
-Nadal nie mogę uwierzyć, że poszłaś tam sama..-mruczała kręcąc głową. Machnęłam ręką.
-Daj spokój, przecież jestem cała..
-Pomijając rozdarte ramie i obity kręgosłup-powiedziała patrząc na mnie spod byka. Westchnęłam.
-I tak, że tylko tak się to skończyło, mogło być przecież dużo gorzej-uśmiechnęłam się krzywo.
-Fakt. Mogłaś zginąć-fuknęła na mnie. Przewróciłam oczami.
-Nie bądź taką pesymistką. Wiara to podstawa..-powiedziałam zanim zdążyłam ugryźć się w język. Widziałam, że tymi słowami przypomniałam Klarze jakieś wspomnienie. Skarciłam się w duchu i zapytałam-A skoro o krwi mowa.. Dlaczego się pocięłaś?
Dziewczyna popatrzyła na mnie półprzytomnie.
-Skąd..?
-Jestem na wpół wilkiem. Znam zapach krwi i wyczuwam go z daleka-wzruszyłam ramionami-Więc?
-Nie.. Nie wytrzymałam.. Jestem za słaba..-powiedziała i zwiesiła głowę. Ile ją znam to nie widziałam jej takiej smutnej. Przesiadłam się obok dziewczyny i objęłam ją ramieniem i zaczęłam nucić
-I wish that I could fly,
Way up in the sky,
Like a bird so high,
Oh, I might just try.
I wish that I could fly,
Way up in the sky,
Like a bird so high,
Oh, I might just try,
Oh, I might just try.*
Klara popatrzyła na mnie nieco zdziwiona.
-Jesteś silniejsza niż myślisz.. Potrafisz więcej niż ci się zdaje.. Musisz tylko w to uwierzyć-uśmiechnęłam się lekko-Teraz pójdziemy do twojego pokoju i wyrzucimy wszystkie żyletki, bo już ich nie potrzebujesz, a potem pomyślimy nad treningiem i tym dlaczego wilkołak nie może wejść do akademii, okey?-popatrzyłam jej w oczy-I nie martw się. Nikt nie ucierpi, pokonamy go. Nie będziesz sama..-przytuliłam ja mocno i wstałam powoli podając Klarze pomocną dłoń.
Klara? ^^
*-fragment piosenki Bullet-Hollywood Undead
Od Ivan'a do Marty
-Chyba wysportowana- uśmiechnęła się
-To skoro jestem tym miłym typem to może pójdziemy na kawę?-spytałem się
-Dlaczego by nie. Ale w tych ubraniach?
-Masz rację. To, może o 15-nastej?- pomogłem jej wstać
-Jasne, to może teraz wracajmy się ogarnąć- zaśmiała się, a ja to odwzajemniłłęm
Zaczęliśmy iść w kierunku szkoły
-Z kim masz pokój?-spytałem
-Seeley Sparks i Mercy Michaelson, a ty?
-Brian Naconi i Nathaniel Stone. Ale w ciągu dnia dziwnie ich nie widuję
-Może dlatego, że gdzieś poszli, siedzą w szkole, mają zajęcia- zaczęła mi wyliczać
-Dobra, dobra. Zrozumiałem!- zaśmiałem się. Doszliśmy już do szkoły- Tu tutaj o 15-nastej?
-Do zobaczenia-powiedziała i poszła do siebie
Marta?
Od Klary do Seeley
Cieszyłam się, że moich współlokatorek nie ma, gdyż mogłam w spokoju sobie popłakać, a także... Wstałam i wyciągnęłam z torby moją kosmetyczkę. Gdy wyjechałam z domu postanowiłam sobie, że już nigdy tego nie zrobię, ale cóż - widać jaka silna jestem. Może, gdybym w ogóle nie zabierała ze sobą tych żyletek... Nie mogłam jednak postąpić inaczej, nic mi tak nie pomagało jak samookaleczanie się, oczyszczało umysł, pomagało zapomnieć. Po chwili na moim lewym przedramieniu powstały dwie, cienkie rany. Zakryłam je rękawem i poszłam do toalety umyć żyletkę. Następnie schowałam ją do kosmetyczki i znowu położyłam się do łóżka. Bol fizyczny zagłuszył ból psychiczny. Miałam nadzieję, że teraz może zasnę. Ramię piekło mnie, szczypało, ale znałam to uczucie - kochałam je. Było dla mnie czymś naturalnym, jak oddychanie czy bicie serca, chociaż całkiem zaprzeczało obu tym czynnościom.
Zapadając w sen, wspominałam tamten wieczór - ten, gdy zostałam przemieniona w wilkołaka. Pod zamkniętymi powiekami, oczyma wyobraźni, przeżywałam to wiele razy, widziałam siebie stojącą na balkonie, księżyc w pełni wynurzający się zza horyzontu, Charliego obok mnie. Otwieram usta, chcę mu coś powiedzieć, ale zamiast tego krzyczę:
- Coś tam jest!
Chłopak odwraca się w kierunku, który wskazuję i śmieje się cicho ze mnie, jak to miał w zwyczaju. Wiedział jaka jestem strachliwa i boję się byle cienia za oknem, który wywołuje gałąź.
- Czyżby odwiedził nas jakiś zbłąkany wampir, albo wilkołak? - Kpi, ale widzi, że naprawdę jestem przerażona, dlatego postanawia to sprawdzić. - Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza dom.
- Dobrze. Obiecuję.
Wtedy widziałam go ostatni raz. Pamiętam do dziś jak się oddala tym pewnym krokiem, wyprostowany, otwiera drzwi, a potem znika w ciemnościach.
Jakiś wewnętrzny głos coś mi podpowiada, każe mi zwrócić na coś uwagę, czuję jak krzyczy we mnie...
Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza...
Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza...
Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza BUDYNEK AKADEMII!
- Seeley! - Krzyczę zrywając się z łóżka. Mokry pot spływa mi po plecach, ramie boli jeszcze bardziej niż przedtem, nie wiem która jest godzina, ani ile spałam, wiem jedno - Seeley grozi niebezpieczeństwo.
- Co się stało? - Zapytała jakaś dziewczyna, stojąc na progu, to pewnie moja współlokatorka, ale nie zwróciłam na nią uwagi, popchnęłam ją tylko w przejściu i pobiegłam do pokoju mojej koleżanki.
- Gdzie jest Seeley? - Otworzyłam z impetem drzwi. Na podłodze siedziały jakieś dwie dziewczyny, popatrzyły na mnie jak na wariatkę. Seeley wśród nich nie było. Wiedziałam to zresztą już wcześniej.
- Nie wiem, nie widziałam jej w ogóle dzisiaj - odpowiedziała mi jedna z nich. Przeklęłam cicho i uderzyłam pięścią we framugę. Szukałam jej po całej szkole, pytałam wszystkich czy jej nie widzieli, bałam się jednak pójść po nauczycieli w obawie, że Seeley będzie na mnie zła, gdy wróci. Nie pozostało mi nic, tylko czekać.
--------
Przez całą noc nie zmrużyłam oka, wydawało mi się, że nie zobaczę Seeley już nigdy w życiu, wyobrażałam ją sobie martwą, leżącą gdzieś w krzakach. Co ze mnie za idiotka, dlaczego nikomu o tym nie powiedziałam! Pobiegłam rano do jej pokoju, współlokatorki mojej koleżanki jednak już wyszły i nikt mi nie otworzył.
Nie mogłam skupić się na żadnych zajęciach, chodziłam po Akademii niczym zjawa, gdy nagle ujrzałam na korytarzu... Seeley!
- Gdzie ty, do cholery, wczoraj byłaś?! - Krzyknęłam wściekła jak nigdy w życiu, gdy ujrzałam jej bandaż i uświadomiłam sobie, że ona jednak żyje, po czym rzuciłam jej się na szyję. - Myślałam, że już po tobie! Dlaczego nic mi nie powiedziałaś? Co ci się stało?
Seeley?
Od Seeley do Marty
-To jak? Idziemy odkryć nowe miejsce?-spytałam wymuszając uśmiech. Nie często mi się to zdarzało. Marta pokiwała głową, dopiła kawę i wstała. Również wstałam i podążyłam za nią do drzwi wyjściowych. Stanęłyśmy przed budynkiem i rozejrzałyśmy się.
-To gdzie idziemy?-spytałam.
-Południe-zaproponowała
-Północ-odparłam
-Wschód?
-Zachód?
Popatrzyłyśmy po sobie i wybuchnęłyśmy śmiechem. Humor od razu mi się poprawił.
-Tooo... Południe?-spytałam z uśmiechem.
-Dobra-zgodziła się dziewczyna i popatrzyła w niebo. Przez moment patrzyłam na nią w zadumie, a potem powiedziałam
-Albo wiesz co? Chodźmy...-zamachałam w powietrzy ręką-Tam!-wskazałam palcem jakiś kierunek.
-Tak na chybił trafił? Dla mnie może być-uśmiechnęła się i ruszyłyśmy we wskazanym przeze mnie kierunku. Przez chwilę było cicho, ale potem Marta powiedziała
-Ciekawe gdzie dojdziemy..
-Ciekawe czy się zgubimy-zaśmiałam się.
-Ciekawe kiedy wrócimy-dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Wzruszyłam ramionami.
-Z moim szczęściem nie liczyłabym na powrót w tym tygdoniu-wybuchnęłyśmy śmiechem.
Marta?
Od Seeley do Sebastiana
-Budujesz broń masowego rażenia?-zaśmiałam się.
-Może. Jeśli tak to na tobie to wypróbuję zgoda?
-Ja się zgadzam, nie wiem tylko co inni na to-parsknęłam śmiechem-A teraz na serio. Co budujesz?
-Pistolet atomowy-powiedział chłopak z poważną miną.
-Sebastian!-zawołałam ze śmiechem. Wchodziliśmy właśnie na teren akademii.
-Ja serio ciebie pytam, ale skoro nie chcesz mi powiedzieć to możesz mi pokazać, wcale się nie obrażę.
-No nie wiem.. A wytrzymasz w pokoju z tak wspaniałą osobą jaką jestem?-spytał z uśmiechem.
-Postaram się-zaśmiałam się już po raz enty podczas naszej rozmowy-Ale nie obiecuje, że nie wyskoczę przez okno-mrugnęłam do niego gdy wchodziliśmy do budynku.
Sebastian?
Od Kamisy do Emmaunela
- Słuchaj kochany. Właśnie zniszczyłeś moją jedyną pamiątkę. PAMIĄTKĘ, KTÓRA MI PRZYPOMINAŁA O DOMIE!
- Oj nie złoszcz się tak.
- NIE ZŁOSZCZ SIĘ?! TERAZ TO TY POŻAŁUJESZ! - warknęłam do niego. Zmieniłam się. On przygotował się z tym swoim kijem. Przygotowałam się do biegu. Ruszyłam. Walnął tym swoim kijem o ziemie. Ja przeturlałam się. Spojrzałam w jego stronę. Popędziłam do niego z ukosa. Przejechał tym bambusem, a ja nad nim przeskoczyła i rzuciłam się na niego. Łapą z pazurami przytrzymałam go za twarz. Warknęłam. Zeskoczyłam z niego drapiąc go po twarzy i rozrywając koszulkę. Odwróciłam się szybko i zrzuciłam jego czapkę. Chwyciłam ją i lekko rozerwałam. Odrzuciłam ją i odbiegłam. Na tyle daleko żeby mnie nie znalazł. Wdrapałam się na jakieś drzewo i ukryłam się między liśćmi. Przemieniłam w człowieka. spojrzałam na horyzont. Trochę zrobiło mi się smutno. Jak on mógł? Z chwilą przeniosłam się do domu. Tam gdzie wszyscy byli czarodziejami i chwilę się zastanowiłam czemu nim nie jestem?
Od Marty do Ivan'a
-Jak mam cię przekonać?
-Wystarczy, że dotrzymasz mi kroku- zaśmiałam się- Tak z 30 minut, rundki dookoła szkoły. Widzimy się pod drzewem przy parku. No to cześć!- zaśmiałam się i zaczęłam biec. Ivan tylko się uśmiechnął i ruszył za mną. Na początku mnie dogonił.
-Więc mów jaki tryb drugi.
-Zmęczysz się szybciej jeśli będziesz rozmawiał w czasie biegu, nie wiesz o tym?-uniosłam brew
-Jak na razie dotrzymuję ci kroku. Więc?
-Tryb pierwszy to aroganccy, bogaci geniusze, którzy myślą, że są najlepsi. A drudzy to głównie geniusze strategiczny, którzy lubią naukę i ćwiczenia. Do tego są lojalni, pomocni i patriotyczni.
-Czyli myślisz, że taki jestem?- zabrał głos, a ja zaczęłam przyśpieszać.
-Biegasz ze mną i dotąd nadążasz. Znam tylko jedną osobę oprócz ciebie, która to robi. Chociaż ty jesteś zmeinnokształtnym. Nieważne. To do drzewa!- zaczęłam biec jeszcze szybciej. Nie chciałam się już wlec więc zostawiłam chłopaka w tyle. Po ustalonych 30 minutach spotkaliśmy się pod drzewem
-Kobieto, jak, t-ty.- mówił zdyszany. Oparł się o drzewo.
-Próbowałeś mnie dogonić?-usiadłam i również zaczęłam ciężko oddychać.
-Przebiegłaś chyba z 18 kółek
-Poprawka, 26.
-Jak ty to robisz?!
-Trenowałam prawie od 11 roku życia.- zaśmiałam się.
Ivan?
Od Jacoba
Nie ma to jak pozytywne nastawienie, co nie?
Rozejrzałem się. Gdzieś tu powinna być Akademia... ale wylądowałem w lesie. Super... Nie no, lubię las, ale nie jak szukam szkoły, do której zostałem wysłany na wniosek nieprzyjaźnie nastawionych Łowców.
Nagle wyczułem zapach człowieka i człowieka zmieszanego z wilkiem. Węsząc poszedłem za jego śladem. Trafiłem nad strumyk. Była tam wilczyca, a obok niej... drobna dziewczyna, wyglądająca trochę jak aktorka na czarno białym filmie. Miała czarne oczy i usta, bladą cerę, platynowe włosy i białą sukienkę.
Siedziała spokojnie na brzegu strumyka i gładziła wilka po czarnym futrze. Jak zaczarowany podszedłem bliżej. Gdy byłem kilka metrów od nich. Dziewczyna poderwała głowę i spojrzała w moim kierunku. Wilczyca podniosła się i podeszła ostrożnie. Czarnooka jedna nie czekając na swoją zmiennokształtną towarzyszkę, wstała i ruszyła w moją stronę.
Szła na pierwszy rzut oka normalnie. Ale gdyby lepiej się przyjrzeć, nie rozglądając się unikała gałęzi, przeskakiwała korzenie czy kamienie. Wodziła wzrokiem gdzieś w okolicy mojej głowy, jednak nie prosto na mnie.
<Catherine?>
Od Alysson do Brian'a
-Przegrasz skarbie. - poinformowałam go.
- Koń się uśmiał. - odparł. Kłócąc się, zaczęliśmy iść w stronę wyjścia. Gdy byliśmy już na zewnątrz stanęłam i spojrzałam na wampira.
- Zaczynamy stąd, a meta jest przy strumieniu w lesie. - poinformował mnie Brian.
- Może być. - odparłam. Ustawiłam się na odpowiednim miejscu.
- Trzy...dwa.... jeden... start! - krzyknął mój chłopak. Wtem szybko wystartowaliśmy. Biegliśmy obok siebie. Co jakiś czas wyprzedałam go, a on mnie. Miałam trochę więcej siły, bo zbliżała się pełnia. Już przed metą, niestety przewaliłam się na ziemię przez korzeń. Terazpatrzałam jak mój chłopak tańczy swój taniec zzwycięstwa. Patrząc na niego usiadłam pod drzewem. Po chwili obok mnie znałazł się Brian.
- Z czego się ryjesz?- zapytałam go.
- Wygrałem skarbie. - szepnął mi do ucha i pocałował mnie.
- Głupi ma szczęście.- zaśmiałam się. Oo chwili wstałam i zmieniłam się, w szarego wilka. Zwierze nie dawało mi spokoju. Podeszłam do chłopaka i położyłam mu na kolana swoją głowę.
( Brian?)
Od Brian'a do Alysson
- Jasne.
- Nie mogę się doczekać. - powiedziała.
- Tylko nie wiem czy to ma sens. - mruknąłem.
- Dlaczego?
- Jestem bez porównania szybszy. - uśmiechnąłem się złośliwie.
- Zdziwisz się.
- Nie sądzę.
- Zobaczysz.
- Przekonamy się.
.............................................................................................................
Gdy dziewczyna skończyła posiłek, poszliśmy do swoich pokoi. Czekałem na nią pod jej drzwiami. Kiedy wyszła zapytałem:
- Jesteś gotowa na przegraną? - przedrzeźniając ją
Alysson
czwartek, 2 lipca 2015
Od Marty do Seeley
-To mam pomysł- zaczęłam- Znasz całe okolice?
-Nie dokładnie. Nie wszędzie byłam
-To dobrze. Pójdziemy gdzieś, odkryjemy coś nowego!-wzięłam kolejne dwa łyki kawy
-A przy okazji się zgubimy- zaśmiała się
-Jesteś wilkiem, poza tym nie wiesz co mi znajomi z agencji zrobili- zaczęłam.
-Opowiadaj, jeśli chcesz
-Cóż. Mój bliski przyjaciel uknuł ten spisek. Dosypał mi tabletek usypiających do napoju, a gdy zasnęłam wywieźli mnie 50 kilometrów w głąb jakiegoś lasu. Nie wiedziałam gdzie jestem. Do tego zostawili mnie bez żadnych urządzeń. Miałam na sobie tylko strój do biegania
-Nie wierzę, że dotarłaś
-Chciałabym ci powiedzieć z konkretami, ale nie wiem czy mogę- zaśmiałam się- Przynajmniej jak dotarłam to oni sprzątali salę, którą ze złoci spaliłam. A tobie jakie głupoty robili?-uniosłam brew
Seeley?
Od Sebastiana do Seeley
-Seeley Sparks- odrzekłem cicho
-Okey, ale skąd znasz moje nazwisko?- zdziwiła się
-Rysowałem podczas lekcji, każdej. Mimo iż skupiam się wtedy tylko na tym co wykonuję to wolę wiedzieć kogo mam w klasie.
-Jesteś...-zaczęła
-Bystry, ambitny, szczery lub po prostu wspaniały?-uniosłem brew
-Teraz to bardziej narcystyczny
-Nie potrzebuję aż tylu komplementów. -rzekłem
-Masz ego
-Wiem. Mam też pytanie. Kiedy zaczniesz budować ten schron?
-Bunkr przeciwatomowy?
-Najlepiej, jeśli coś pójdzie nie tak. Wiesz, źle się to może skończyć- zaśmialiśmy się- Chociaż mi wszystko idzie dobrze to i tak lepiej zgromadź zapasy, schowaj pod ziemią różne rzeczy
-No na przykład jakie?
-No nie wiem, jedzenie, rodzinę- ona jest ważna, chłopaka czy co tam chcesz. Albo zwierzątka. Tylko przyda ci się naprawdę solidny bunkier
-Boże, aż tak jesteś pewny siebie
-Jeśli wcielę w życie mój plan i dostanę możliwość zbudowania mojego małego wynalazku, to bedzie super! Ale i tak niebezpiecznie, bo promieniowanie i bla, bla, bla. Zresztą wszystko obliczyłem. Tylko jak się tym oberwie, to już po tobie jeśli jesteś słaby, bądź zwykłym człowiekiem- powiedziałem
Seeley?
Od Ivan'a do Marcy
-Lekko mnie chyba z kimś pomyliłaś.
-Niby jak?
-Ja nie patrze „tak”, tylko „tak”, Różnica jest taka, że ona przypomina mi kogoś.
-Kogo?- spytała
-Sam nie wiem, włosy ma podobne do...-zawiesiłem się. Miałem lukę w pamięci. Ona wyglądała bardzo podobnie do kogoś z moich wspomnień. Kolor jej włosów wydawał się znajomy.
-Wysłowisz się?-spytała
-Nie. Mam pustkę w głowie. Skończmy ten temat. Co ty na to, żeby jak skończymy iść na spacer do lasu?-uniosłem brew
-Nie mam innego pomysłu. Zgoda
Dokończyliśmy co mieliśmy i odeszliśmy od stolika.
-Idę zapłacić-powiedziałem
-Mam pieniądze
-Ale ty już wychodzisz- uśmiechnąłem się do niej i zapłaciłem. Zaczęliśmy iść w kierunku lasu
Marcy? Zgubiłem się. Jest dzień czy noc? xd
Od Seeley do Sebastiana
Popatrzyłam na chłopaka i zaśmiałam się.
-Konstruujesz bombe atomową czy jak?
-Nie do końca, ale prawie-zaśmiał sie.
-Czyli ja musze zacząć budować schron. Okey. Dobrze wiedzieć-mówiłam rozbawiona. Sebastian tylko się uśmiechnął. Przyjrzałam mu się uważniej.
-Nie masz głowy do imion, prawda?-spytałam z uśmiechem mrużąc oczy. Zerknął na mnie nieco zdziwony. Nie przejęłam się tym i kontunuowałam.-Widziałam jak patrzyłeś na plakietke z imieniem u sprzedawcy. Twierdzisz, że byłeś już tam trzeci raz, a jednak nie zapamiętałeś imienia. Gdyby normalny człowiek odwiedził kogoś trzy razy tego samwgo dnia na pewno zapamiętałby jego imie, ale nie ty. Dowodzi to tego, że nie masz pamięci do imion-zakończyłam szerokim uśmiechem.
-No brawo, Sherlock'u.
-Ciekawa jestem czy pamiętasz moje imię-zaśmiałam się.
Sebastian?
Od Seeley do Marty
-Jestem niezdecydowana. Chyba wezmę.. Kanapkę-wzięłam pierwszą lepszą z mięsem. Ostatnio mój wewnętrzny wilk upominał sie o swoje coraz częściej. To o przebieżki dwa razy dziennie, to o polowanie, to znowu o jedzenie z mięsem.. Pokręciłam głową i usiadłam przy najbliższym stoliku. Po chwili dołączyła do mnie Marta z kubkiem kawy. Wgryzłam się w kanapke i przymknęłam oczy. Uwielbiałam tak jeść. Jedzenie smakowało wtedy podwójnie.
-To gdzie potem pójdziemy?-spytała dziewczyna popijając kawę. Wzruszyłam ramionami przeżuwając kanapkę.
-Jest jezioro, jest las.. Jest też miasto-wyliczałam na palcach-Pójdziemy tam gdzie wolisz. Mnie jest wszystko jedno, grunt, że wyjdę-posłałam dziewczynie uśmiech.
Marta? Za późna godzina na myślenie .-.
Od Seeley do Klary
-Chyba pójdę dziś wcześniej spać-powiedziałam jakby w zamyśleniu-Coś źle się czuje po tym biegu w deszczu-uśmiechnęłam się tak słabo jak tylko potrafiłam. Widziałam, że dziewczyna patrzy na mnie jakimś dziwnym wzrokiem.-Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza budynek akademii-popatrzyłam na nią błagalnie. Dziewczyna westchnęła i odparła
-Dobrze. Obiecuje.
Kiwnęłam głową i szybko zmyłam się ze stołówki modląc się w duchu, żeby Klara dotrzymała obietnicy i pod żadnym pozorem nie sprawdzała co u mnie. Szybko pobiegłam korytarzem do wyjścia głównego i tuż za drzwiami zmieniłam się w wilka. Sprintem pobiegłam do lasu, uważając by nikt mnie nie zobaczył. Pobiegłam dokładnie do miejsca, w którym Klara widziała owe stworzenie. Niczego tam nie wyczułam, ani nie zobaczyłam. Zresztą o tej porze dnia, w lesie było już dość ciemno, więc nie mogłam polegać na wzroku. Przez dobrą godzinę chodziłam po lesie z nosem tuż przy ziemi. Na szczęście, a może i nieszczęście, niczego nie wyczuwałam. Raz jeszcze postanowiłam sprawdzić miejsce, w którym stwór był widziany. Tym razem przybrałam jednak ludzką postać. Było to wielkim błędem. Przeciągnęłam palcami po drzewie, w którym poprzednio wyczuwałam wcięcia po pazurach. Teraz zdawałam sie już wyłącznie na zmysł dotyku. Zdziwiona stwierdziłam, że ślady po pazurach są teraz, przynajmniej, trzy razy większe niż za dnia. Skamieniałam czując na karku ciepły, śliski i cuchnący oddech wilkołaka. Powoli odwróciłam głowę i jedyne co zobaczyłam to wielka czarna kupa sierści mierząca ze trzy metry. Zwierze ryknęło na mnie i uderzyło wielką łapą. Poczułam tylko jak z wielkim impetem uderzam plecami w drzewo. Opadłam na kolana, ale nie mogłam się podnieść. Czułam jak wszystkie mięśnie odmawiają współpracy. Oddychałam bardzo ciężko, miałam wrażenie, że płuca zapadły mi się do środka. Nagle tuż pod moim nosem pojawiły się wielkie czarne łapy z ostrymi pazurami. Stwór ponownie zaryczał na mnie i wziął zamach. Szybko skoczyłam w bok i pobiegłam przed siebie uważając by nie wpaść na jakie drzewo czy większy kamień. Co drugi krok potykałam się o jakieś gałęzie, kamienie, korzenie. Nogi wpadały mi w dziury w ziemi, a małe gałązki smagały jak bicze po twarzy. Czułam, że wilkołak jest zaraz za mną, choć z łatwością mógł mnie wyprzedzić. Nagle poczułam jego wielką łapę na plecach. Mocno pchnął mnie w przód, a ja wpadłam do jakiegoś zagłębienia. Nie odwracając się wygrzebałam się, najszybciej jak mogłam, w dołu i biegłam dalej. Błagałam w duchu, żebym biegła w dobrym kierunku. Zaraz po tym ujrzałam znajome światła akademii. Przyśpieszyłam jak tylko mogłam i wbiegłam na podjazd akademii. W pewnym momencie potknęłam się i przejechałam na brzuchu dwa metry po kostce. Odwróciłam się szybko oczekując oślizgłego pyska nad sobą, ale jedyne co zobaczyłam to zielone oczy znikające między drzewami. Przez moment patrzyłam w zadumaniu w ciemny las. To wyglądało tak jakby wilkołak nie mógł wejść na teren akademii.. Lub jakby bał się wejść na teren akademii..
-Seeley!-usłyszałam znajomy głos dochodzący od drzwi wejściowych szkoły. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Brian'a biegnącego w moją stronę. Kiedy się zbliżył pomógł mi wstać i szepnął
-Gdzieś ty była? I co robiłaś, że cała jesteś podrapana?-chłopak musiał mnie podtrzymywać, bo kulałam na jedną nogę-Jest już dawno po ciszy nocnej, gdyby Alyss nie patrzyła przez okno to chyba nikt by cię nie znalazł do rana..-mówił nadal, jednak ja zatrzymałam się na słowach o ciszy nocnej. Spojrzałam w niebo. Było zupełnie ciemne. "Ile mnie nie było..?" pomyślałam, lecz zaraz o tym zapomniałam, bo wchodząc do akademii uderzyłam kolanem w futrynę drzwi. Syknęłam z bólu. Za drzwiami czekała Alysson, najwyraźniej martwiąca się o swojego chłopaka. Zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem i zatrzymała spojrzenie na moim ramieniu.
-Co ci sie stało?-spytała wskazując na nie. Popatrzyłam tam. Moje ramie było całe we krwi i przebiegała przez nie wielka otwarta rana, w której utkwiły liście i tym podobne. Skrzywiłam się i pokręciłam głową.
-Nie mam pojęcia-powiedziałam. Ale podejrzewałam, że ranę zadał mi wilkołak w momencie, w którym mnie pchnął. Poczułam jak nogi uginają się pode mną. Dopiero kiedy Brian mnie puścił poczułam jak bardzo wykończona byłam.
-Może odprowadzić cię do pokoju lub opiekuna?-spytała Alyss. Pokręciłam energicznie głową.
-Poradzę sobie, wracajcie do pokoju, bo jak was złapią to będą kłopoty-mruknęłam i ruszyłam do swojego pokoju. Brian chyba coś jeszcze mówił, ale nie słyszałam go pochłonięta kontrolowaniem każdego kroku. Kiedy w końcu dotarłam do pokoju przemknęłam się cichaczem do łazienki by nie obudzić współlokatorek. Wygrzebałam z szafki spirytus i dwa opatrunki i przemyłam i opatrzyłam sobie ramię. Następnie sie umyłam i popełzłam do łóżka ostatkami sił. Wszystko mnie piekło. Podejrzewałam, że po taki crossie nocą jestem cała w siniakach, zadrapaniach i okaleczeniach. Najbardziej martwił mnie kręgosłup, który na razie siedział cicho. Zasnęłam z zamiarem odszukania Klary zaraz po obudzeniu się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zwlokłam się z łózka dopiero o 10, choć zajęcia były od 8. Wstałam i od razu poczułam, że nie mogę wygiąć się w żadną ze stron, Kręgosłup mi na to nie pozwalał.
-Świetnie..-mruknęłam i poszłam się przebrać. Musiałam szybko znaleźć Klarę. Zastanawiałam się tylko czy powiedzieć jej o wczorajszej wyprawie. Wiedziałam, że się wścieknie, ale dzięki temu miałyśmy dwa tropy: wilkołak nie może wejść na teren akademii lub boi się wejść na jej teren. Trzeba było to sprawdzić. Jednak najpierw chciałam wiedzieć co dziewczyna porabiała wczoraj.
Klara? Troooooooche się rozpisałam xD
Od Emmanuela do Kamisy
-No dawaj!-krzyknąłem-Pomścij sukienkę!-miałem z niej niezły ubaw. Zresztą jak zawsze z takich osób jak ona. Nim schyliłem się po następną strzałę blondyneczka pojawiła się koło mnie. Popatrzyłem na jej wściekły wyraz twarzy.
-A ty co? W TIR'a przywaliłaś?-zaśmiałem się.
-Pożałujesz-syknęła.
-Co ty? Serio? Już żałuje, że cie spotkałem-mruknąłem i sięgnąłem w bok po długi kij bambusowy, który przyniosłem specjalnie do treningu.
Kamisa?
Od Kamisy do Emmanuela
- A tak w ogóle to czemu chodzisz w czarnej sukience.
- Nie twoja sprawa. Podoba mi się tak. - co za chłopak.
- No. Niby jak ty masz na imię?
- Miej to gdzieś!
- Spoko. Witam Mniej to gdzieś.
- Pa, pa!
<Emmanuel?>
Od Emmanuela do Kamisy
-Słuchaj, panienko z mieczem-powiedziałem twardo-Nie jestem tym kim myślisz, a już na pewno cię nie podrywam. Wolałbym zginąć niż podrywać taką nadętą blondynkę jak ty. Nie prawie komplementów, lecz nabijam się. Radziłbym nauczyć się odróżniać ironie od szczerości-mrugnąłem do jej pleców i wyciągnąłem ponownie nóż zza paska spodni. Schyliłem się po wcześniej upuszczona strzałę i zacząłem ją na nowo ostrzyć. Musiałem naostrzyć jeszcze dwadzieścia takich strzał, a jakaś nabzdyczona laleczka nie jest mi do tego potrzebna.
Kamisa?
Nowy łowca - Tatiana Martinez!
Nazwisko: Martinez
Przezwisko: Sakuya
Płeć: Kobieta
Wygląd: Ma brązowe włosy, granatowe oczy i czerwone usta. Jest wysoka. Często zasłania głowę kapturem. Ma płaszcz. Zazwyczaj chodzi w ciemnej granatowej sukience z falbanką pod spodem. Jeśli nie chce nosi jeansy, bluzkę i bluzę. Pod sukienką ma pasek ze sztyletami.
Wiek: 15 lat
Rasa: Łowca
Rok: Pierwszy
Współlokatorzy:
Zauroczenie: -
Charakter: Ma ciekawy charakter. Nie przepada za nowymi ludźmi. Na początku jest trochę wredna, ostrzega. Jeśli nie ustąpi wkurza się i potrafi zabić. Daje czas zanim zabije na ucieczkę. Nie uznaje to za hańbę. Tylko za mądrą decyzje. Woli trzymać się z około 4 osobami. Ewentualnie jedną. Jest tolerancyjna.
Historia: Kiedy była mała wychowywała ją dziewczyna, która miała na imię Sakuya. Dorastała w jej towarzystwu. Mieszkała z nią w rezydencji, której Sakuya pełniła funkcję jedyną pokojówką. Służyła dwóm siostrą. Z czasem Tatiana zaprzyjaźniła się z innym mieszkańcem rezydencji. Po pewnym czasie ruszyła w świat szukać szczęścia. Trudno jej było rozstać się z "rodziną".
Hobby: Oglądać zachody słońca.
Zwierzątko: --
Sterujący: Ipatka98
Opiekun: aniasam10
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Od Kamisy do Emmauela
- Już odchodzisz?
- Wp*****l ci?! Nie jstem twoją dziewczyną, żebyś prawił mi komplementy. Jestem niezależna. Nie angażuje się. Nara.
- No cho... - nie dokończył, bo odwróciłam się szybko i wyciągnęłam miecz.
- Coś powiedziałam. Nara.
<Emanuel?>
Od Sebastiana do Seeley
-Ale z kimś tak. Przyjaciele? Zgadłam
-Rozmawiam o tym z Augustem, moim jeżem
-Trochę dziwne- powiedziała, a ja tylko się uśmiechnąłem
-Możliwe, ale to mój przyjaciel. Czyli nie mam nikogo- zaśmiałem się
-Każdy kogoś ma
-Pomijając stado fanek, które muszą się gdzieś teraz ukrywać... Nie, nikogo
-Przyjaciele, rodzina?- uniosła brew
-Rodzina nie żyje. A co do przyjaciół... Ktoś kiedyś powiedział, że nigdy nie tracimy przyjaciół, dowiadujemy się tylko czy są nimi naprawdę.- odrzekłem
-Czyli ich masz
-Nie- zaśmiałem się
-Myślisz pesymistycznie
-Zwykle jestem tym, który żartuje i spiera się z innymi. Oczywiście muszę wygrywać, bo to ja.- uśmiechnąłem się. - To tutaj, jesteśmy
Otworzyłem drzwi. Wydobył się głos dzwonków. Podszedłem do lady i oparłem się o nią.
-Hej...-popatrzyłem się na jego plakietkę, gdyż zapomniałem imienia- Ronnie – uśmiechałem się
-Coś panu podać... znowu?
-Tym razem zapomniałem tylko jednej rzeczy. Cóż chyba los kazał mi znowu się ruszyć z pokoju. Poproszę stereo. Najnowsze- uśmiechnąłem się. Seeley tylko patrzyła. Wziąłem opakowanie i położyłem mu pieniądze na ladę. Wyszliśmy z sklepu
-To wygląda jakbyś robił imprezę. Najnowszy sprzęt?- uniosła brew
-Stary się do tego nie nada. Poza tym, teraz robię prototyp. Musze wiedzieć jak to będzie wyglądać- zaśmiałem się
Seeley?
Od Emmanuela do Kamisy
-Nie bać się łowcy?-przedrzeźniałem ją. Uśmiechnąłem się uwodzicielsko i schowałem nóż za pasek od spodni-Niebezpiecznie straszyć kogoś z bronią, wiesz?
-Nie wiedziałam, że masz broń-fuknęła naburmuszona. Zaśmiałem się.
-Oczywiście. Przecież nasz słodziutki koteczek nie boi się byle nożyka, prawda?-mówiłem przesłodzonym głosem, jak to zwykły dziewczyny mówić do słodziutkich zwierzaczków.
-Nie wkurzaj mnie-powiedziała ostro. Uniosłem ręce w geście poddania.
-Dobra, dobra rozumiem. Nie wkurzamy blondyneczki-zaśmiałem się i wyciągnąłem do niej rękę-Jestem Emmanuel, ale wole Manu-posłałem jej uśmiech-Tylko mnie nie podrap, koteczku.
Kamisa?
Od Seeley do Sebastiana
-Nie wiem czy chce wiedzieć co tworzysz
-Na pewno byś zrozumiała-uśmiechnął się.
-Nie bądź taki pewny. Czasami samej siebie nie rozumiem-odwzajemniłam uśmiech. Rozejrzałam się. Już dawno nie wychodziłam do miasta. Zawsze tylko do lasu lub nad jezioro. W sumie to wolałam las. Dużo mniej tam hałasu, którego nie zbyt lubiłam. Skrzywiłam się kiedy jakiś kierowca zatrąbił.
-Nieznosze miasta..-mruknęłam, a po chwili dodałam głośniej-Czyli będziesz tajemniczy i nie zdradzisz mi co konstruujesz, tak?-zapytałam z uśmiechem
Nowa łowczyni - Sara Liffin
Imię: Sara
Nazwisko: Liffin
Przezwisko: Fia
Płeć: Kobieta
Wygląd: Sara jest chudą i niską osóbką. Nigdy się nie maluje. Natura obdarzyła ją gęstymi, długimi rzęsami i wyraźnymi, szarymi oczami. Nosi okulary tylko do czytania. Ma gęste, ciemne włosy i jasną cerę. Ubiera się elegancko, najczęściej nosi spodnie.
Wiek:15 lat
Rasa: Łowca
Rok: Pierwszy
Współlokatorzy:
Zauroczenie: brak
Charakter: Nie znając Sary można powiedzieć o niej- zupełnie jak króliczek,słodka, milusia, krzywdy nie zrobi. Nic bardziej mylnego! Umie ona zawalczyć o swoje, jest przy tym odważna, odpowiedzialna i ambitna. Mimo wątłej figury wykazuje się sprytem i szybkością. Jednak można ją wytrącić dość szybko z równowagi. Wtedy działa chaotycznie, wręcz bez sensu. Nie dopuszcza do siebie myśli, że kiedykolwiek może przegrać i dąży do tego, by jednak tak się nie stało. Jest szczera, co czasami utrudnia jej w znalezieniu nowego przyjaciela. Nie lubi, gdy ktoś jej pomaga, wtedy czuje się bezużyteczna i niepotrzebna. Są takie dni, gdy popada w depresję, wtedy tylko trzy rzeczy poprawiają jej humor: strzelanie z łuku, bieganie na długie dystanse przy głośnej muzyce i czekolada.
Historia: Połowę swojego życia Sara spędziła w sierocińcu, gdzie przebywały dzieci z różnych ras. Była poniżana przez wszystkich z powodu niskiego wzrostu. Nie przeszkadzało jej to aż tak, gdy pewnego dnia znalazła swojego pluszowego misia rozerwanego na strzępy. Wiedziała, że to wina tylko i wyłącznie wilkołaka, nie myliła się. Gdy się z nim biła, cała ta złość dodawała jej mocy. Wiedziała, że jest do tego stworzona. Wkrótce przenieśli ją do rodziny zastępczej, złożonej z bardzo poważnej, rygorystycznej rodziny. Nie zachowywała się agresywnie, dopóki nie skończyła piętnastu lat i wdała się w kolejną bójkę, tym razem poważniejszą z wampirem. Jej przybrani rodzice postanowili ją zabrać do Akademii Cienia, by w końcu się czegoś nauczyła...
Hobby: strzelanie z łuku, gry logiczne, czytanie książek
Zwierzątko: żadne
Sterujący: J-u-l-i-a 2000
Opiekun: pandi007
Upomnienia/ Pochwały: 0/0
Od Klary do Seeley
- Seeley, co w takim razie zrobimy? - Zapytałam, patrząc przez okno na zewnątrz. Deszcz przestał już padać, niebo powoli rozjaśniało się, ciemne chmury odpływały leniwie za horyzont.
- Nie mam pojęcia - westchnęła dziewczyna. Wpatrywała się w zamyśleniem w swój - prawie pusty już - talerz, jakby chciała wywróżyć z niego przyszłość, tak jak robią to wróżki z fusów kawy. - Pierwszy raz w życiu chyba, nie wiem co robić.
- Same nie poradzimy sobie z tak ogromnym wilkołakiem... - zaczęłam się zastanawiać. Jeśli to coś naprawdę poluje na mnie, to znajdzie w końcu jakiś sposób by mnie dopaść. Nie ucieknę, będę musiała stawić temu czoła... Mogłabym jedynie pokonać go podstępem, bo chociażby ćwiczyła całe wieki, jestem za słaba by wygrać w walce z tak gigantycznym stworzeniem. Dobrze przynajmniej, że mam Seeley, nie chcę jednak wciągać jej w moje kłopoty, gdyby coś jej się stało nigdy bym sobie nie wybaczyła...
- Ale nie chcemy i nie możemy nikomu o tym powiedzieć... - dodała dziewczyna, przygryzając dolną wargę. Zgadzałam się z nią, nie byłam jednak pewna, czy dobrym pomysłem jest się tak narażać. Gdyby tu chodziło tylko o mnie, nie przejęłabym się tym, ale w tej sytuacji zagrożona była cała Akademia.
- Dziękuję Seeley, że mi pomagasz - uśmiechnęłam się słabo - na nic więcej nie było mnie stać. Od dawna nie potrafiłam się szczerze uśmiechać - a już na pewno nie w takiej sytuacji. - Nie chcę cię jednak narażać...
- Och, nie denerwuj mnie- dziewczyna machnęła ręką. Zmarszczyła czoło, szukając rozpaczliwie jakiegoś rozsądnego wyjścia z sytuacji. Mnie samej nic nie przychodziło do głowy...
Od Kamisy
- Bać sie mnie?
<Ktoś?>
Od Seeley do Klary
-Oho..-mruknęłam-Szkolna para celebrytów-uśmiechnęłam się do Klary. Od drzwi powiało chłodnym powietrzem, najwyraźniej drzwi wejściowe były otwarte. Nagle się wyprostowałam czując znajomy zapach.
-Seeley..?-usłyszałam Klarę, ale w ogóle nie zareagowałam-Źrenice ci się zmniejszyły..-mruknęła chyba bardziej do siebie niż do mnie. Bez słowa wstałam i wyszłam ze stołówki. Klara szybko dogoniła mnie na korytarzy zanim jeszcze doszłyśmy do recepcji. Stało tam dwóch chłopaków z torbami. Zmierzyłam ich od stóp do głowy.
-Kto to?-szepnęła Klara. Zerknęłam na nią.
-Wilkołaki-powiedziałam-Są nowi. Najwyraźniej dopiero przyjechali.
-Skąd wiesz, że to wilkołaki?
-Nos-lekko się uśmiechnęłam. Jeszcze raz dokładnie przyjrzałam się chłopakom i zawróciłam do stołówki po nieskończoną zupę. Jednej rzeczy byłam pewna co do nowych. To w lesie to nie był żaden z nich. Byli za młodzi, za mali na tak wielkie bydle, które zostawiło ślady. Usiadłyśmy ponownie na swoim miejscu.
-To nie oni. Tego możemy być pewne-powiedziałam biorąc łyżkę zupy do buzi. Klara pokiwała lekko głową. Wydawała się przygnębiona. Nie dziwiłam jej się. Skoro to nie byli nowi to coraz większe prawdopodobieństwo, że był to ten sam wilkołak, który ją przemienił. Westchnęłam i położyłam dłoń na jej ramieniu.
-Będzie dobrze, zobaczysz-uśmiechnęłam się-Nie jesteś sama..-nie wiedziałam czy te słowa w jakikolwiek sposób jej pomogą, ale wiedziałam, że gdy byłam w podobnej sytuacji potrzebowałam kogoś kto właśnie tak by mi powiedział. Ale mnie takiego kogoś zabrakło..
Klara?
środa, 1 lipca 2015
Od Seeley do Catherine
-Wilczy nos prowadzi w różne, czasem dziwne, miejsca-wytłumaczyłam dziewczynie z lekkim uśmiechem-A skoro o dziwnych miejscach mowa..-mruknęłam i na powrót przybrałam postać wilka. Od razu wyczułam jak Catherine się odprężyła, a jej nerwowość uciekła w zapomnienie. Zamachałam ogonem i podeszłam do dziewczyny. Wiedziałam, że Cath jest dużo spokojniejsza, gdy jestem wilkiem, więc postanowiłam pozostać pod tą postacią do naszego pożegnania. Otarłam się o jej nogi i wskoczyłam na pobliski kamień. Rozejrzałam się po okolicy. Nie pamiętałam dokładnie gdzie znajdowało się miejsce, do którego chciałam zaprowadzić Catherine. Pisnęłam cicho, podrapałam się tylną łapą za uchem i potrząsnęłam łbem. Zeskoczyłam z kamienia i podeszłam do dziewczyny tak by jej ręka spoczęła na moim grzbiecie. Wydałam z gardła stłumione warknięcie i ruszyłam powoli przed siebie między drzewami. Cath trzymając się mojego grzbietu szła powoli za mną. Ostrożnie kładłam łapy na liściach i gałęziach by nie robić dużo hałasu. Po kilku minutach usłyszałam szum potoku. Przyśpieszyłam nieco kroku i już po chwili stałyśmy nad małym potoczkiem o zimnej i krystalicznie czystej wodzie. Schyliłam się i napiłam wody ze strumyczka.
-Gdzie jesteśmy, Seeley?-spytała dziewczyna. W jej głosie wyczułam nutkę niepokoju. Z miłym mruczeniem otarłam się o jej nogi i polizałam ją po ręce. Catherine uspokoiła się trochę, więc mogłam poprowadzić ją do małej groty niedaleko. Miałam nadzieję, że jaskinia spodoba się dziewczynie. Nie było w niej nic ciekawego do oglądania. Jaskinia jak jaskinia, szara, ciemna. Była jednak wyjątkowa z uwagi na odgłosy wydobywające się z jej wnętrza. Zawsze siadałam w niej i zastanawiałam się skąd biorą sie te cudowne dźwięki.
Catherine?
Od Marty do Royce
-Heh, miło cię poznać. Szukasz tu czegoś?
-No właśnie. Przechodziłam koło recepcji [czy jak to tam zwą] i miałam to zanieść pod ten adres-pokazałam mu kopertę. -Nie otwierałam.
-Dziwne, może dali ci zły adres?-spojrzał na mnie
Dostałam sms-a.. „Strzelałem na ślepo, ale mam nadzieję, że kogoś poznasz~Phil”
-Skąd on ma mój numer?-wysyczałam cicho
-Co?
-Nie, nic. Po prostu zawsze ktoś próbuje mnie z kimś zaprzyjaźnić. Cóż, takiego mam opiekuna. Nieważne. Wybacz, że zrobiłam zamieszanie. Lepiej pójdę. To może do potem- uśmiechnęłam się.
Chyba już wszyscy uważają, że nie będę potrafiła sobie znaleźć znajomych!
Royce?
Od Alysson do Brian'a
- Słucham? - powiedział. Był trochę wściekły. Zaśmiałam się cicho.
- Musisz tak wszystkich obserwować? - zapytałam go, biorąc łyk wody.
- Oj tam, czepiasz się - odparł i spojrzał na mnie. Po chwili ujął moją dłoń, która znajdowała się na blacie stołu.
- Brian, chcesz ze mną pobiegać po lesie? - spytałam go słodko.
( Brian ? )
Nowy łowca - Emmanuel Fistrich
Nazwisko: Fistrich
Przezwisko: Manu
Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Emmanuel ma 180cm wzrostu. Jest szczupły i wysportowany, z lekko zarysowanymi mięśniami na brzuchu. Ma czarne gęste włosy i przenikliwe zielone oczy oraz, co dość nietypowe jak na łowcę, ciemną karnacje. Nigdy nie rozstaje się ze swoją czarną czapką z daszkiem. Przeważnie chodzi ubrany w ciemne kolory.
Wiek: 15 lat
Rasa: Łowca
Rok: pierwszy
Współlokatorzy:
Zauroczenie: ---
Charakter: Pierwsze co trzeba powiedzieć o Emmanuelu to to, że jest momentami bardzo pewny siebie. Jak sam mawia: "Straszna skaza na umyśle". Niestety ma głupi nawyk palenia trawki.. Ulice zmieniają. Ogółem jest miły i pomocny. Czasem dziecinny, zwłaszcza gdy żartuje. Jest ciekawski i lubi dużo wiedzieć o rozmówcy i otaczających go osobach. Nie można zaliczyć go do wiecznie uśmiechniętych, bo ma chwile, w których wspomnienia nie dają o sobie zapomnieć.
Historia: Manu jest wychowankiem domu dziecka, dlatego nie zna swoich biologicznych rodziców. Wszyscy z domu dziecka to była jego wielka rodzina, w której były kłótnie, spory, śmiechy i żarty.. Do dnia, w którym dom dziecka został całkowicie zniszczony przez walkę klanu wampirów i wilkołaków. W tym dniu manu odkrył, że jest łowcą, a jego nienawiść do tych stworzeń sięgnęła zenitu. Potem kiedy sam tułał się po ulicy znalazł go opiekun łowców z akademii cienia, gdzie najpierw zamieszkał, a potem rozpoczął naukę.
Hobby: Ćwiczenia na siłowni i w terenie, nauka nowych ataków i ruchów obronnych, obserwowanie ludzi.
Zwierzątko: ---
Sterujący: Miśka098
Opiekun: Miśka098
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Od Royce
- Jestem Royce.
Ktoś?
Od Marcy do Ivan'a
- Nie przesadzaj - powiedział. - Kelnerka!
Do naszego stolika podeszła niska dziewczyna o rudych włosach upiętych w kok.
- Co podać? - zapytała.
Chłopak złożył zamówienie a po 5 minutach mieliśmy je już na stole.
- Ivan, nie patrz się tak na ta kelnerkę - mruknęłam.
- Bo co?
- Bo to nieładnie.
Posłodziłam dwie łyzeczki cukru i zaczęłam powoli pić gorącą herbatę.
Ivan? Co robimy dalej ?
Od Ivan'a do Marcy
-Tak, lepiej na wieczór nie pić kawy
-A, noc. B, czyli się zgadzasz?-uniosłem brew
-No dobrze- uśmiechnęła się- To gdzie idziemy?
-Jest taka jedna kawiarnia. Ulica dalej. Idealizmy?-uśmiechnąłem się
-Oczywiście! Prowadź!- pokonaliśmy drogę i już byliśmy w kawiarni.
-Co zamawiamy?
-Ja zieloną herbatę i jakieś ciastka na osłodę. Zjemy, a ty jaki napój? Hm
Marcy?
Od Marty- cd Seeley
-Do stołówkowego jedzenia?-zaśmiała się
-Nie, do jedzenia kilka razy dziennie. Zwykle robiłam to 2-3 razy
-Jak większość- uśmiechnęła się
-Jestem pełna. Wezmę tylko kawę- uśmiechnęłam się- A ty
-Jestem niezdecydowana. Chyba..
Sel, co wybrałaś?
Od Marcy do Christopher'a
- A może coś więcej? - spytał. - To niewiele mi mówi.
- No chodziłam do szkoły w moim rodzinnym mieście. Kiedy miałam piętnastkę... Dopiero wtedy dowiedziałam się, że jestem łowcą. Rodzice nic mi wcześniej nie mówili. Nadal mam im to troche za złe bo musiałam zostawić rodzinę i znajomych.
- Życie bywa różne - powiedział.
- To chyba najmądrzejsza rzecz jaką usłyszałam od Ciebie dotychczas - zaśmiałam się. - Chesz się przejechać na Zentorno?
Christopher ?
Od Sebastiana- cd Seeley
-Taki zapominalski jesteś?-uśmiechnęła się
-Ten sprzedawca po prostu lubi ze mną przebywać- zaśmiałem się
-To idziemy?-spytała
-No dobra, chodźmy.-zacząłem.
Wyszliśmy z terenu szkoły i podążaliśmy chodnikiem. Przez chwilę panowała cisza.
-Skoro robiłeś tyle rundek do sklepu to czego tym razem zapomniałeś
-Takiej pewnej rzeczy
-No to mi wyjaśniłeś- zaśmiała się
-Cóż. Konstruuję pewną rzecz, dlatego musiałem najpierw kupić kilka rzeczy takich jak laptopy i telefony.
Seeley?
Nowy wilkołak - Royce Jefrey
Imię: Royce
Nazwisko: Jefrey
Przezwisko: Roy
Płeć: Mężczyzna
Wygląd: Szczupły chłopak o 190 cm wzrostu. Jasna karnacja, idealnie ułożone blond włosy i tatuaż na ręce to jego znaki rozpoznawcze.
Tatuaż : https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/7b/7f/f8/7b7ff8bcc7280b086cffe03d331389d4.jpg
Wiek: 15 lat
Rasa: Wilkołak
Rok: Pierwszy
Współlokatorzy:
Zauroczenie: Brak
Charakter: Może wygląda niepozornie - brak większego umięśnienia, trzymanie się na uboczu, ale on nie da po sobie deptać. Bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi, a szczególnie gdy zbliża się pełnia Księżyca.
Dosyć często zgrywa cwaniaka, ale kiedy pozna się go bliżej łagodnieje. Szelmowski za dnia a tajemniczy w nocy. Ma swój własny świat, do którego wpuszcza nielicznych.
Historia: Jak każdy miał rodziców. Żył w domku na przedmieściach. W wieku 14 lat zaczął dziwnie się zachowywać. Rodzice już wcześniej powiedzieli mu, że jest wilkołakiem, ale żadne z nich nie spodziewało sie, że tak szybko zacznie się przemieniać. W obawie o jego i swoje bezpieczeństwo wysłali go do Akademii Cienia.
Hobby: Rozszyfrowywanie egipskich hieroglifów, oglądanie horrorów, wspólne polowania pod postacią wilka z Lailą
Zwierzątko: Czarna Pantera - Laila
Sterujący: Natusia666
Opiekun: pandi007
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Nowy Wilkołak - Jacob Quil Hamada-Artea
Imię: Jacob Quil
Nazwisko: Hamada-Artea
Przezwisko: Jake
Płeć: Mężczyzna
Wygląd:
Jako człowiek: Prawie 2 metry wzrostu, czarne włosy ścięte na rekruta, piwne oczy, umięśniona sylwetka, miedziana skóra
Jako wilk: Jak każdy wilk z jego plemienia jest bardzo duży, człowiekowi sięga do około klatki piersiowej, a nie jak większość wilkołaków/wilków do pasa, ma szarą sierść z ciemniejszymi plamami.
Wiek: 15 lat
Rasa: Wilkołak
Rok: pierwszy
Współlokatorzy: (Wybiera administracja)
Zauroczenie: Czarnooka piękność...
Charakter: Większa część wilkołaków bywa agresywna czy wybuchowa. On natomiast jest miły, przyjazny i spokojny. Podczas ataków zostawiano go wraz z bratem w wiosce, bo obydwaj nie byli skorzy do walki. Co innego w czyjejś obronie. Wtedy robili się zbyt agresywni. Umie być rozważny. Jake jest opiekuńczy, troskliwy, altruistyczny, odpowiedzialny, otwarty, wierny i czasem romantyczny, ale nie jest uwodzicielem. Potrafi rozbawić prawie każdego.
Historia: Jacob wywodzi się z jednego z indiańskich plemion mieszkających w rezerwatach. U nich w wiosce właściwie każdy ma w rodzinie chociaż jednego wilkołaka, ale dawno Podczas pierwszej przemiany (w wieku 9 lat) stał się prawdziwym wilkołakiem, a nie tylko potomkiem. Od tego czasu należał do sfory prowadzonej przez Embry'ego. Na początku zostawiali go w wiosce podczas starć, bo był za mały, jednak z czasem stwierdzili, że powinien zostawać, bo tam się lepiej sprawdza. Czasem tylko na patrole go brano. Raz prawie doszło do starcia z Łowcami, gdyby on nie powstrzymał swoich współplemieńców. Embry przysłał go do Akademii, bo a) Łowcy naciskali, by ktoś z nich tam się udał, b) był najłagodniejszym z całej sfory.
Hobby: Słuchanie muzyki, rzeźbić (i to bardzo dokładnie)
Zwierzątko: -
Sterujący: aniasam10
Opiekun: aniasam10
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Od Ivan'a do Marty
Wróciłem do pokoju i odłożyłem książki na łóżko. Było to kilka z dziedziny technologi oraz jakiś komiks na u kołatanie nerwów.
Wyjąłem dresowe spodnie i bluzę do biegania po czym przebrałem się w łazience.
Wyszedłem z pokoju i zacząłem schodzić w dół. Dziwiło mnie, że praktycznie ciągle nie spotykam moich współlokatorów w ciągu dnia!
Byłem już na dole, Marta już tam była
-Punktualna
-Dyscyplina się przydaje, a sądziłeś, że będzie inaczej
-Jesteś kobietą. Wiesz, miałem doświadczenia z waszą „punktualnością”
-No nie wierzę, jakaś dziewczyna i ty- zaśmiała się
-Musisz mnie naprawdę znać skoro to wiesz-powiedziałem ironicznie
-Już wielu zdziwiłam, że dużo o nich wiem
-To powiem mi coś o mnie
-Jesteś trybem drugim- zaśmiała się
-To wiem. Czekam na wyjaśnienie tego czegoś i powiedz co możesz o mnie wiedzieć czego ci nie mówiłem
Marta?
Od Marcy do Ivan'a
- Dziękuję - uśmiechnął się szelmowsko.
- Ale ten Sebstian chyba nie może być aż taki zły...
- Bronisz go? - spytał.
- Yyy. Nie. To znaczy chyba nikogo nie powinniśmy obgadywać.
- Nie przesadzaj. Od kiedy jesteś święta? Bynajmniej na taką nie wyglądasz.
- Za dużo marudzisz. Jesteś głodny?
Ivan ?
Od Klary do Seeley
- Jeśli to coś naprawdę poluje na mnie... - zaczęłam, zastanawiając się jak ubrać w słowa to, co chciałam powiedzieć. Bałam się reakcji Seeley, ale musiałam jej zaufać - nie miałam nikogo innego. - To być może to ten sam wilkołak, który zaatakował mnie wtedy... wiesz, kiedy sama stałam się tym stworzeniem.
- Tylko dlaczego chciałby cię zabić? - Zastanowiła się dziewczyna. Wiedziałam, że uporczywie szuka jakiegoś logicznego wytłumaczenia, jednak sama go nie znałam. Nie miałam pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.
- Nie mam pojęcia - pokręciłam przecząco głową. Jeśli ta istota chciała mnie zabić mogła przecież to zrobić już za pierwszym razem. Po co pozwoliła mi żyć?
Seeley?
Nowa Zmiennokształtna - Kamisa Hunter!
Imię: Kamisa
Nazwisko: Hunter
Przezwisko: -
Płeć: Kobieta
Wygląd: Ma długie, kręcone blond włosy. Czasami związuje je w warkocze. Posiada błękitne oczy i jest wysoka. Często nosi czarno-białe sukienki do kolan, a pod spodem leginsy. Ubóstwia kozaki.
Wiek: 15 lat
Rasa: Zmiennokształtna - Irbis
Rok: 1
Współlokatorzy:
Zauroczenie: -
Charakter: Jest miła, ale czasami wredna. Uparta osoba, ale zarówno słodka. Potrafi walczyć jak jest potrzeba. Nie jest wcale romantyczką i szczerze mówiąc nie znosi romantycznych filmów. Bardziej kręcą ją przygodowe. Sama lubi przeżywać przygody. Jest marzycielką.
Historia: Co tu mówić. Uczyła się walki mieczem. Potem wyruszyła w świat. Zmiennokształtność odkryła przez przypadek. Czasami z niej korzysta.
Hobby: Rysowanie
Zwierzątko: -
Sterujący: Ipatka98
Opiekun: aniasam10
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Od Brian'a do Alysson
- Mi też. Jesteś słodki jak śpisz. - powiedziała.
- Kochanie. - zacząłem z urażona miną. - Ja zawsze jestem słodki. - uśmiechnęła się. - Ty też jesteś śliczna jak śpisz.
- A kiedy mnie widziałeś? - zapytała. - Przecież ja się pierwsza obudziłam.
- Nie mogłem zasnąć, więc patrzyłem na najpiękniejszą istotę we Wszechświecie. - skomplementowałem swoją dziewczyną. - Idziemy na kolację?
- Tak.
............................................................................................................................................
Gdy wyszliśmy z pokoju, uczniowie, którzy nas mijali, kierowali w naszą stronę dziwne uśmiechy. Zdziwiło mnie to trochę, ponieważ nawet wczoraj się tak nie zachowywali.
- Brian? - zaczęła mówić cicho Alysson. - Wszyscy się na na gapią.
- Mówiłem, że urodziłem się celebrytą. - powiedziałem z uśmiechem.
Prawdziwy horror rozpoczął się dopiero, gdy weszliśmy do jadalni.
Alysson?
Od Alysoon do Brian'a
- Przyzwyczaisz się kochanie - odparł i po chwili dodał. - Idź już spać.
- Dobra, dobra. - powiedziałam. Wtuliłam się bardziej w Brian'a. Było nawet przyjemnie. Dziwne tylko dla mnie było to, że nie słyszałam bicia serca mojego chłopaka. Alysson, ogarnij się! To wampir! Może nie biło od chłopaka, ani trochę ciepła, ale mi to nie przeszkadzało. Po jakimś czasie zasnęłam.
****
W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi do pokoju. Usłyszałam znajomy, cichy śmiech i ktoś wyszedł z pokoju. Parę sekund później otworzyłam oczy. Już na pewno, ponownie nie zasnę. Spojrzałam na swojego kochanego chłopaka, który smacznie sobie spał. Jaki on jest słodki, jak śpi! Po dziesięciu minutach obudził się też Brian.
- Hej słońce - powiedziałam na powitanie.
- Hej, Al. Jak długo spaliśmy? - zapytał, przecierając oczy.
- Jakieś trzy godziny. - odpowiedziałam - Nie długo kolacja.
( Brian ? )
Od Catherine do Seeley
W końcu wyprowadziła mnie z gąszczu. Poczułam zapach jabłek, wiśni, czereśni, śliwek i gruszek. Gdzie ona mnie zabrała?
Podeszłam do najbliższego drzewa i zbadałam je palcami. Jabłoń, bez wątpienia. Na kilku gałązkach nawet były małe owoce. Zerwałam jedno jabłuszko i spróbowałam. Słodkie czyli już dojrzałe. Musiała to być dzika jabłoń, nie przycinana od kilku, a może i kilkunastu lat.
Czyżby Seeley zaprowadziła mnie do dzikiego sadu?
Wilczyca zaczęła ocierać się o moje nogi. W postaci wilka był z niej pieszczoch. Wyobraziłam sobie jak by to wyglądało, gdyby była w ludzkiej postaci i mimowolnie uśmiechnęłam się.
Kiedy ostatnio naprawdę się uśmiechałam? Kiedy ostatnio na mojej twarzy zagościło coś więcej niż niesięgające oczu wykrzywienie ust? Chyba ze 3 lata temu, przed spotkaniem z NIM...
Podrapałam ją za uchem, a potem zaczęłam głaskać po sierści. W międzyczasie podjadałam świeże owoce. W pewnym momencie wilczyca podniosła się i otrząsnęła z trawy, po czym przemieniła w człowieka. Moja nerwowość powróciła. Lepiej się czułam w towarzystwie zwierząt, a wilki uwielbiałam. Ale ciekawości nie potrafiła opanować.
- Jak znalazłaś to miejsce? - spytałam cicho
<Seeley?>
Od Seeley do Klary
-Posłuchaj-westchnęłam i zaczęłam cicho-Nie wiem co się działo w twoim życiu. Nie wiem jaka jest twoja historia. Nie wiem o tobie praktycznie nic. Ale wiem, że podejrzewasz kto to mógł być. I coś mi podpowiada, że wcale nie miał przyjaznych zamiarów. Więc cokolwiek zdecydujesz nie zostawię cię z tym samej, nawet jeśli być tego chciała. Za dużo razy popełniłam ten błąd-popatrzyłam jej w oczy. Klara nie bardzo wiedziała co odpowiedzieć. Widziałam to w jej oczach. Pokręciłam głową i podeszłam do lady zastanawiając się co wziąć do jedzenia.
Usiadłyśmy w kącie, żebyśmy mogły w spokoju porozmawiać. Zamieszałam łyżką w zupie.
-Podsumujmy najpierw to co wiemy-mruknęłam wpatrując się w miskę. Czułam na sobie spojrzenie Klary-Po pierwsze. W lesie jest wilkołak i to nie jest nikt z akademii. Po drugie. Najprawdopodobniej poluje na ciebie-zerknęłam na dziewczynę mając nadzieje, że zaprzeczy. Ona jednak milczała-Po trzecie. Jest ogromny. We wcięcia w drzewie mieściły się moje palce, więc musi być naprawdę spory.. Wiemy coś jeszcze?-spojrzałam na Klarę.
Klara?
Od Klary do Seeley
- W porządku - zgodziłam się, a potem razem z dziewczyną ruszyłam w stronę stołówki. Korytarze były opustoszałe, dlatego podejrzewałam, że większość mieszkańców Akademii siedzi już w swoich pokojach. I dobrze, mogłam swobodnie rozmawiać z Seeley, bez obaw, że kto nas podsłucha.
- Kurczę, mogłam tam zostać - mruknęłam, po części do siebie, a po części do koleżanki. Jeśli to coś przyszło tutaj za mną, powinnam postawić na bezpośrednią konfrontację, a nie uciekać przy pierwszej lepszej okazji. - Gdyby nie ten deszcz...
- Zwariowałaś? - Zawołała Seeley, wchodząc na stołówkę. Powiedziała to trochę za głośno, dlatego kilka osób odwróciło głowy w naszą stronę. Spiorunowałam ich wzrokiem, dlatego poniechali interesowania się nami...
Seeley?
Od Seeley do Klary
-Jest. Alysson, ale już z nią gadałam i tylko mi się oberwało od jej chłopaka, że zawracam im głowę-skrzywiłam się lekko-A innego wilkołaka prócz ciebie i Alyss tu nie ma-wzruszyłam ramionami. Przyglądałam się w zastanowieniu dziewczynie. Jeśli nie uciekała to mogła wiedzieć kto to był.. Lub się domyślać. Ale już po tym krótkim spacerze wiedziałam, że nie powinnam o to pytać, bo jeśli Klara będzie chciała mi to powiedzieć, w co wątpię, to sama mi powie. Pokręciłam głową i rozejrzałam się. Stałyśmy na pustym korytarzu, jednak ja wciąż miałam wrażenie, że ktoś lub coś nas obserwuje.
-Powinnyśmy powiedzieć o tym opiekunkom..-mruknęłam.Dziewczyna popatrzyła na mnie w lekkim szoku. Uśmiechnęłam się-Powinnyśmy. Ale tego nie zrobimy-mrugnęłam do niej-Chodźmy na stołówkę, jestem głodna. A potem możemy poszperać w bibliotece za jakimiś informacjami o tym lesie.. O ile chcesz-popatrzyłam na nią poważnie. Nie miałam zamiaru pomagać jej na siłę.
Klara? Takie.. Beznadziejne trochę bardzo ;-;
Od Klary do Seeley
W lesie był wilkołak - bynajmniej nie ja, lecz czy jest w Akademii druga taka istota oprócz mnie? Będę musiała zapytać o to Seeley. Pierwsze co pomyślałam, gdy zobaczyłam ślady pazurów na drzewie, to to, że ONI wrócili po mnie. Ci, którzy zaatakowali mnie tamtej nocy.
Szybko założyłam na siebie luźną bluzę i krótkie spodenki (było mi za gorąco, żeby znowu zakładać bojówki), po czym pognałam poszukać Seeley. Łatwo ją znalazłam.
- Tutaj jesteś - odetchnęłam z ulgą. Cieszyłam się, że istota, która przebywała w lesie pozostawiła po sobie jakieś znaki, inaczej moja kompanka była gotowa uznać mnie za wariatkę. Sama mogłam to sobie wmówić - wszakże nie byłam do końca normalna od dnia mojej przemiany. - Muszę z tobą porozmawiać.
- To ty mi raczej powiedz - dlaczego nie uciekałaś? - Zapytała Seeley, patrząc na mnie jakby z przerażeniem. Dziwnie się poczułam, widząc że ktoś się mnie boi. Nigdy tak siebie nie odbierałam.
- Ja... nie wiem... to było silniejsze ode mnie... - potrząsnęłam głową, chcąc odgonić nawracające wspomnienia. Nie chciałam pamiętać tamtego dnia, pragnęłam o nim zapomnieć. - Wydawało mi się, że... Dobra, nieważne. Chciałam cię zapytać - czy w Akademii jest jakiś wilkołak oprócz mnie?
Seeley?
Od Seeley do Sebastiana
-Pana również-mruknęłam i potrząsnęłam głową. Spojrzałam na chłopaka i zmierzyłam go szybko wzrokiem. Moje spojrzenie zatrzymało się na torbie chłopaka-Idziesz gdzieś?-spytałam zaciekawiona.
-Tak, do sklepu, trochę mi się śpieszy-odpowiedział i próbował mnie ominąć. Zastąpiłam mu drogę.
-Mogę iść z tobą?-zapytałam uśmiechając się słodko-Jesteś mi coś winien za tą stłuczkę-zrobiłam naburmuszoną minę. Chciałam iść z chłopakiem bardziej z chęci wyrwania się z akademii niż z ciekawości. Sebastian zrobił niepewną minę, a ja uśmiechnęłam się szeroko i założyłam czapkę na głowę.
-To do którego sklepu idziemy?
Sebastian? Nie mam pomysłu >.<

