Zastanawiałam się jak sprawdzić czy ten wilkołak nadal jest na terenie akademii. Nagle coś wpadło mi do głowy, jednak wiedziałam, że Klara nie będzie tym zachwycona. Zerknęłam na nią ukradkiem i zagryzłam dolną wargę.
-Chyba pójdę dziś wcześniej spać-powiedziałam jakby w zamyśleniu-Coś źle się czuje po tym biegu w deszczu-uśmiechnęłam się tak słabo jak tylko potrafiłam. Widziałam, że dziewczyna patrzy na mnie jakimś dziwnym wzrokiem.-Obiecaj mi tylko, że nie wyjdziesz sama poza budynek akademii-popatrzyłam na nią błagalnie. Dziewczyna westchnęła i odparła
-Dobrze. Obiecuje.
Kiwnęłam głową i szybko zmyłam się ze stołówki modląc się w duchu, żeby Klara dotrzymała obietnicy i pod żadnym pozorem nie sprawdzała co u mnie. Szybko pobiegłam korytarzem do wyjścia głównego i tuż za drzwiami zmieniłam się w wilka. Sprintem pobiegłam do lasu, uważając by nikt mnie nie zobaczył. Pobiegłam dokładnie do miejsca, w którym Klara widziała owe stworzenie. Niczego tam nie wyczułam, ani nie zobaczyłam. Zresztą o tej porze dnia, w lesie było już dość ciemno, więc nie mogłam polegać na wzroku. Przez dobrą godzinę chodziłam po lesie z nosem tuż przy ziemi. Na szczęście, a może i nieszczęście, niczego nie wyczuwałam. Raz jeszcze postanowiłam sprawdzić miejsce, w którym stwór był widziany. Tym razem przybrałam jednak ludzką postać. Było to wielkim błędem. Przeciągnęłam palcami po drzewie, w którym poprzednio wyczuwałam wcięcia po pazurach. Teraz zdawałam sie już wyłącznie na zmysł dotyku. Zdziwiona stwierdziłam, że ślady po pazurach są teraz, przynajmniej, trzy razy większe niż za dnia. Skamieniałam czując na karku ciepły, śliski i cuchnący oddech wilkołaka. Powoli odwróciłam głowę i jedyne co zobaczyłam to wielka czarna kupa sierści mierząca ze trzy metry. Zwierze ryknęło na mnie i uderzyło wielką łapą. Poczułam tylko jak z wielkim impetem uderzam plecami w drzewo. Opadłam na kolana, ale nie mogłam się podnieść. Czułam jak wszystkie mięśnie odmawiają współpracy. Oddychałam bardzo ciężko, miałam wrażenie, że płuca zapadły mi się do środka. Nagle tuż pod moim nosem pojawiły się wielkie czarne łapy z ostrymi pazurami. Stwór ponownie zaryczał na mnie i wziął zamach. Szybko skoczyłam w bok i pobiegłam przed siebie uważając by nie wpaść na jakie drzewo czy większy kamień. Co drugi krok potykałam się o jakieś gałęzie, kamienie, korzenie. Nogi wpadały mi w dziury w ziemi, a małe gałązki smagały jak bicze po twarzy. Czułam, że wilkołak jest zaraz za mną, choć z łatwością mógł mnie wyprzedzić. Nagle poczułam jego wielką łapę na plecach. Mocno pchnął mnie w przód, a ja wpadłam do jakiegoś zagłębienia. Nie odwracając się wygrzebałam się, najszybciej jak mogłam, w dołu i biegłam dalej. Błagałam w duchu, żebym biegła w dobrym kierunku. Zaraz po tym ujrzałam znajome światła akademii. Przyśpieszyłam jak tylko mogłam i wbiegłam na podjazd akademii. W pewnym momencie potknęłam się i przejechałam na brzuchu dwa metry po kostce. Odwróciłam się szybko oczekując oślizgłego pyska nad sobą, ale jedyne co zobaczyłam to zielone oczy znikające między drzewami. Przez moment patrzyłam w zadumaniu w ciemny las. To wyglądało tak jakby wilkołak nie mógł wejść na teren akademii.. Lub jakby bał się wejść na teren akademii..
-Seeley!-usłyszałam znajomy głos dochodzący od drzwi wejściowych szkoły. Odwróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam Brian'a biegnącego w moją stronę. Kiedy się zbliżył pomógł mi wstać i szepnął
-Gdzieś ty była? I co robiłaś, że cała jesteś podrapana?-chłopak musiał mnie podtrzymywać, bo kulałam na jedną nogę-Jest już dawno po ciszy nocnej, gdyby Alyss nie patrzyła przez okno to chyba nikt by cię nie znalazł do rana..-mówił nadal, jednak ja zatrzymałam się na słowach o ciszy nocnej. Spojrzałam w niebo. Było zupełnie ciemne. "Ile mnie nie było..?" pomyślałam, lecz zaraz o tym zapomniałam, bo wchodząc do akademii uderzyłam kolanem w futrynę drzwi. Syknęłam z bólu. Za drzwiami czekała Alysson, najwyraźniej martwiąca się o swojego chłopaka. Zmierzyła mnie krytycznym wzrokiem i zatrzymała spojrzenie na moim ramieniu.
-Co ci sie stało?-spytała wskazując na nie. Popatrzyłam tam. Moje ramie było całe we krwi i przebiegała przez nie wielka otwarta rana, w której utkwiły liście i tym podobne. Skrzywiłam się i pokręciłam głową.
-Nie mam pojęcia-powiedziałam. Ale podejrzewałam, że ranę zadał mi wilkołak w momencie, w którym mnie pchnął. Poczułam jak nogi uginają się pode mną. Dopiero kiedy Brian mnie puścił poczułam jak bardzo wykończona byłam.
-Może odprowadzić cię do pokoju lub opiekuna?-spytała Alyss. Pokręciłam energicznie głową.
-Poradzę sobie, wracajcie do pokoju, bo jak was złapią to będą kłopoty-mruknęłam i ruszyłam do swojego pokoju. Brian chyba coś jeszcze mówił, ale nie słyszałam go pochłonięta kontrolowaniem każdego kroku. Kiedy w końcu dotarłam do pokoju przemknęłam się cichaczem do łazienki by nie obudzić współlokatorek. Wygrzebałam z szafki spirytus i dwa opatrunki i przemyłam i opatrzyłam sobie ramię. Następnie sie umyłam i popełzłam do łóżka ostatkami sił. Wszystko mnie piekło. Podejrzewałam, że po taki crossie nocą jestem cała w siniakach, zadrapaniach i okaleczeniach. Najbardziej martwił mnie kręgosłup, który na razie siedział cicho. Zasnęłam z zamiarem odszukania Klary zaraz po obudzeniu się.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zwlokłam się z łózka dopiero o 10, choć zajęcia były od 8. Wstałam i od razu poczułam, że nie mogę wygiąć się w żadną ze stron, Kręgosłup mi na to nie pozwalał.
-Świetnie..-mruknęłam i poszłam się przebrać. Musiałam szybko znaleźć Klarę. Zastanawiałam się tylko czy powiedzieć jej o wczorajszej wyprawie. Wiedziałam, że się wścieknie, ale dzięki temu miałyśmy dwa tropy: wilkołak nie może wejść na teren akademii lub boi się wejść na jej teren. Trzeba było to sprawdzić. Jednak najpierw chciałam wiedzieć co dziewczyna porabiała wczoraj.
Klara? Troooooooche się rozpisałam xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz