Mimo iż krótko znałam Seeley, to poczułam, że chyba się zaprzyjaźnimy. Zresztą nie mogłam teraz zdać się na samą siebie. Jasne, chciałam kiedyś dopaść wilkołaka, który mnie przemienił, ale jeszcze nie teraz, jeszcze jest za wcześnie. Nie potrafię walczyć, mój wróg może jedynie mnie zabić - a nie tego przecież chciałam. To ja miałam go odnaleźć i pomścić śmierć Charlie'ego... jeśli on naprawdę nie żyje.
- Seeley, co w takim razie zrobimy? - Zapytałam, patrząc przez okno na zewnątrz. Deszcz przestał już padać, niebo powoli rozjaśniało się, ciemne chmury odpływały leniwie za horyzont.
- Nie mam pojęcia - westchnęła dziewczyna. Wpatrywała się w zamyśleniem w swój - prawie pusty już - talerz, jakby chciała wywróżyć z niego przyszłość, tak jak robią to wróżki z fusów kawy. - Pierwszy raz w życiu chyba, nie wiem co robić.
- Same nie poradzimy sobie z tak ogromnym wilkołakiem... - zaczęłam się zastanawiać. Jeśli to coś naprawdę poluje na mnie, to znajdzie w końcu jakiś sposób by mnie dopaść. Nie ucieknę, będę musiała stawić temu czoła... Mogłabym jedynie pokonać go podstępem, bo chociażby ćwiczyła całe wieki, jestem za słaba by wygrać w walce z tak gigantycznym stworzeniem. Dobrze przynajmniej, że mam Seeley, nie chcę jednak wciągać jej w moje kłopoty, gdyby coś jej się stało nigdy bym sobie nie wybaczyła...
- Ale nie chcemy i nie możemy nikomu o tym powiedzieć... - dodała dziewczyna, przygryzając dolną wargę. Zgadzałam się z nią, nie byłam jednak pewna, czy dobrym pomysłem jest się tak narażać. Gdyby tu chodziło tylko o mnie, nie przejęłabym się tym, ale w tej sytuacji zagrożona była cała Akademia.
- Dziękuję Seeley, że mi pomagasz - uśmiechnęłam się słabo - na nic więcej nie było mnie stać. Od dawna nie potrafiłam się szczerze uśmiechać - a już na pewno nie w takiej sytuacji. - Nie chcę cię jednak narażać...
- Och, nie denerwuj mnie- dziewczyna machnęła ręką. Zmarszczyła czoło, szukając rozpaczliwie jakiegoś rozsądnego wyjścia z sytuacji. Mnie samej nic nie przychodziło do głowy...
- Seeley, co w takim razie zrobimy? - Zapytałam, patrząc przez okno na zewnątrz. Deszcz przestał już padać, niebo powoli rozjaśniało się, ciemne chmury odpływały leniwie za horyzont.
- Nie mam pojęcia - westchnęła dziewczyna. Wpatrywała się w zamyśleniem w swój - prawie pusty już - talerz, jakby chciała wywróżyć z niego przyszłość, tak jak robią to wróżki z fusów kawy. - Pierwszy raz w życiu chyba, nie wiem co robić.
- Same nie poradzimy sobie z tak ogromnym wilkołakiem... - zaczęłam się zastanawiać. Jeśli to coś naprawdę poluje na mnie, to znajdzie w końcu jakiś sposób by mnie dopaść. Nie ucieknę, będę musiała stawić temu czoła... Mogłabym jedynie pokonać go podstępem, bo chociażby ćwiczyła całe wieki, jestem za słaba by wygrać w walce z tak gigantycznym stworzeniem. Dobrze przynajmniej, że mam Seeley, nie chcę jednak wciągać jej w moje kłopoty, gdyby coś jej się stało nigdy bym sobie nie wybaczyła...
- Ale nie chcemy i nie możemy nikomu o tym powiedzieć... - dodała dziewczyna, przygryzając dolną wargę. Zgadzałam się z nią, nie byłam jednak pewna, czy dobrym pomysłem jest się tak narażać. Gdyby tu chodziło tylko o mnie, nie przejęłabym się tym, ale w tej sytuacji zagrożona była cała Akademia.
- Dziękuję Seeley, że mi pomagasz - uśmiechnęłam się słabo - na nic więcej nie było mnie stać. Od dawna nie potrafiłam się szczerze uśmiechać - a już na pewno nie w takiej sytuacji. - Nie chcę cię jednak narażać...
- Och, nie denerwuj mnie- dziewczyna machnęła ręką. Zmarszczyła czoło, szukając rozpaczliwie jakiegoś rozsądnego wyjścia z sytuacji. Mnie samej nic nie przychodziło do głowy...
Seeley?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz