Obudziłem się za wcześnie. Moi współlokatorzy jeszcze spali. Postanowiłem wziąć prysznic, wykąpać się i wyjść z pokoju. Jak zaplanowałem tak też zrobiłem. Ubrałem się w czarne spodnie i koszulę tego samego koloru. Nie wiem dlaczego, ale polubiłem ten kolor dopiero, gdy stałem się wampirem. Może legendach jest trochę prawdy? Uśmiechnąłem się sam do siebie myśląc nad tym.
Przeczesałem włosy, wziąłem plecak z książkami potrzebnymi mi na zajęcia i wyszedłem. Było jeszcze za wcześnie, więc wyszedłem z budynku i skierowałem się na jego tyły, tam gdzie mieścił się garaż.
........................................................................................................................................
Po zakończonych zajęciach wyszedłem na dziedziniec. Zauważyłem Nathaniel'a, Ivan'a i kilku innych znajomych. Podszedłem do nich.
- Cześć. - powiedziałem na co oni mnie powitali.
- Gdzie polazłeś rano? - zapytał Nathaniel. Jednak ja nie chciałem odpowiadać.
Jakiś chłopak? Nath? Ivan? Ktoś inny?
wtorek, 30 czerwca 2015
Od Brian'a do Alysson
- Ja zasnę?
- Tak, ty. Tak jak wczoraj. - przedrzeźniała się ze mną.
- Mylisz się. - powiedziałem.
- Zobaczysz kochanie. Zaraz zaśniesz.
Zacząłem się wiercić i ostrożnie zdjąłem głowę Alysson z moich kolan.
- Co się tak wiercisz? - zapytała niezadowolona.
- Chwilę. - popatrzyła na mnie z nieufnością w oczach. - Spokojnie, nic się nie bój. - starałem się ją uspokoić.
Położyłem się na łóżku i wziąłem moja dziewczyną w ramiona.
- Co ty robisz?
- Mówiłaś, że zasnę. - zacząłem. - To niech mi przynajmniej będzie wygodnie. - uśmiechnąłem się do niej i dałem buziaka.
Alysson?
- Tak, ty. Tak jak wczoraj. - przedrzeźniała się ze mną.
- Mylisz się. - powiedziałem.
- Zobaczysz kochanie. Zaraz zaśniesz.
Zacząłem się wiercić i ostrożnie zdjąłem głowę Alysson z moich kolan.
- Co się tak wiercisz? - zapytała niezadowolona.
- Chwilę. - popatrzyła na mnie z nieufnością w oczach. - Spokojnie, nic się nie bój. - starałem się ją uspokoić.
Położyłem się na łóżku i wziąłem moja dziewczyną w ramiona.
- Co ty robisz?
- Mówiłaś, że zasnę. - zacząłem. - To niech mi przynajmniej będzie wygodnie. - uśmiechnąłem się do niej i dałem buziaka.
Alysson?
Od Alysson do Brian'a
-Kiedyś się przyzwyczaję - szepnęłam. Wstałam z łóżka i usiadłam po
drugiej stronie Brian'a. Położyłam się na łóżku tak, aby moja głowa
spoczywała na kolanach chłopaka.
- Nie za dobrze Ci kochanie? - spytał mnie, uśmiechając się.
- Ty tak spałeś wczoraj z trzy godziny, więc ja też mogę. - powiedziałam.,
- Tylko nie mów, że idziesz spać.
- Możesz oprzeć się plecami o ścianę, to będzie Ci wygodnie - zauważyłam. Wampir westchnął i przytaknął głową. Usiadłam na łóżku i zaczekałam, aż Brian zrobi to, co zasugerowałam. Już po chwili moja głowa znowu spoczywała na nogach mojego misiaczka.
- O której mam Cię obudzić? - zapytał mnie.
- Nie wiem, ale na pewno ty też zaśniesz - zasugerowałam.
( Brian ? )
- Nie za dobrze Ci kochanie? - spytał mnie, uśmiechając się.
- Ty tak spałeś wczoraj z trzy godziny, więc ja też mogę. - powiedziałam.,
- Tylko nie mów, że idziesz spać.
- Możesz oprzeć się plecami o ścianę, to będzie Ci wygodnie - zauważyłam. Wampir westchnął i przytaknął głową. Usiadłam na łóżku i zaczekałam, aż Brian zrobi to, co zasugerowałam. Już po chwili moja głowa znowu spoczywała na nogach mojego misiaczka.
- O której mam Cię obudzić? - zapytał mnie.
- Nie wiem, ale na pewno ty też zaśniesz - zasugerowałam.
( Brian ? )
Od Sebastiana do Seeley
Zamknąłem drzwi. Miałem chwilę spokoju. Nie było mojego współlokatora
więc spokojnie rozłożyłem swoje graty na łóżku. Było to kilka laptopów i
tablet. Będę miał co rozbierać. W końcu trzeba dokończyć projekt.
Wyjąłem planszę z modelem i rozkręciłem jedno z urządzeń. Dopiero wtedy
zorientowałem się, iż brakuje mi pewnej części. Znowu będę musiał się
fatygować do sklepu.
Zostawiłem za sobą bajzel i wziąłem torbę. To już tylko 3 raz, że czegoś dzisiaj zapomniałem. Powinienem się poważnie zastanowić nad tym, aby zaprzyjaźnić się z tym sprzedawcą! Agh!
Schodziłem w dół schodami. Za jakieś 3 godziny zrobi się ciemno, więc to idealny moment żeby wyjść. Wychodząc wpadłem na kogoś
-Eigh!-powiedziałem- Nic ci się nie stało?
-Nie, nic
-Jestem Sebastian-przedstawiłem się
-Seeley
-Miło panią poznać- uśmiechnąłem się
Seeley?
Zostawiłem za sobą bajzel i wziąłem torbę. To już tylko 3 raz, że czegoś dzisiaj zapomniałem. Powinienem się poważnie zastanowić nad tym, aby zaprzyjaźnić się z tym sprzedawcą! Agh!
Schodziłem w dół schodami. Za jakieś 3 godziny zrobi się ciemno, więc to idealny moment żeby wyjść. Wychodząc wpadłem na kogoś
-Eigh!-powiedziałem- Nic ci się nie stało?
-Nie, nic
-Jestem Sebastian-przedstawiłem się
-Seeley
-Miło panią poznać- uśmiechnąłem się
Seeley?
Od Brian'a do Alysson
- Cały dzień zajęć jest męczący. - powiedziałem.
- A ty nigdy nie jesteś. To dlatego, że jesteś wampirem?
- To dlatego, że na zajęciach zwykle śpię. - odpowiedziałem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Alysson pięknie się śmiała. Dlaczego dopiero teraz to spostrzegłem? Jak mogłem być, aż tak ślepy i tego nie zauważyć?
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytała, wyrywając mnie z zamyśleń.
- Jesteś taka piękna. - powiedziałem i chcąc ją pocałować zbliżyłem się. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek. - Ślicznie wyglądasz kochanie. - słysząc te słowa trochę się zmieszała.
- Powiedziałem coś nie tak? - ostrożnie zadałem pytanie.
- Nie. Ja po prostu... nikt wcześniej tak do mnie nie mówił. - uśmiechnąłem się, słysząc to.
- To się przyzwyczajaj skarbie. - znowu ja pocałowałem.
Alysson?
- A ty nigdy nie jesteś. To dlatego, że jesteś wampirem?
- To dlatego, że na zajęciach zwykle śpię. - odpowiedziałem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Alysson pięknie się śmiała. Dlaczego dopiero teraz to spostrzegłem? Jak mogłem być, aż tak ślepy i tego nie zauważyć?
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? - zapytała, wyrywając mnie z zamyśleń.
- Jesteś taka piękna. - powiedziałem i chcąc ją pocałować zbliżyłem się. Dziewczyna odwzajemniła pocałunek. - Ślicznie wyglądasz kochanie. - słysząc te słowa trochę się zmieszała.
- Powiedziałem coś nie tak? - ostrożnie zadałem pytanie.
- Nie. Ja po prostu... nikt wcześniej tak do mnie nie mówił. - uśmiechnąłem się, słysząc to.
- To się przyzwyczajaj skarbie. - znowu ja pocałowałem.
Alysson?
Od Seeley do Klary
Starałam się uspokoić, ale na darmo. Coś w środku kazało mi uciekać, ale wilcza natura pchała mnie we wskazanym przez Klarę kierunku. Popatrzyłam na dziewczynę, skrzywiłam się lekko i ruszyłam powoli przed siebie. Patrzyłam uważnie pod nogi wypatrując jakichś śladów czy czegoś podobnego. Po chwili usłyszałam, że Klara idzie za mną. Gdybym była na jej miejscu też bym za sobą poszła. Przyglądałam się krzakom, liściom i mijanym drzewom.
-To tu?-spytałam gdy się zatrzymałyśmy.
-Tak-odparła krótko i rozejrzała się. Stałam obok wielkiego drzewa o grubym pniu. Przyjrzałam się jego korze. Przeszedł mnie silny dreszcz, gdy dotknęłam wgłębień w drzewie.
-Klara.. Przyłóż tu rękę..-powiedziałam odsuwając się od drzewa i niespokojnie rozglądając się dookoła. Kiedy dziewczyna wyczuła pod palcami wcięcia w pniu oczy jej pociemniały. Wiedziałam, że dziewczyna dobrze wie, że są to ślady po pazurach wilkołaka. Położyłam rękę na jej ramieniu
-Klara..?-spytałam cicho, ale kiedy dziewczyna posłała mi mordercze spojrzenie zabrałam rękę. Miałam niemile wrażenie, że jesteśmy obserwowane.
-Lepiej stąd chodźmy..-powiedziałam szukając wzrokiem jakiegoś ruchu między liśćmi. Klara nawet nie drgnęła-Klara, proszę cię, chodźmy stąd..-jęknęłam. Teraz nawet mój wewnętrzny wilk krzyczał "uciekać". Widziałam, że jest zła i że przed oczami ma wspomnienia, ale musiałam ją stąd szybko zabrać. Las nagle całkiem pociemniał, a na niebie zagrzmiało. Po chwili usłyszałam jak wielkie krople deszczu uderzają w liście drzew.
-Jeszcze leje.. Cudownie-mruknęłam do siebie, złapałam koleżankę za rękę i ruszyłam biegiem w stronę akademii ciągnąc ją za sobą. Zanim dobiegłyśmy do połowy drogi powrotnej nie było na nas suchej nitki.
Klara? ^^
-To tu?-spytałam gdy się zatrzymałyśmy.
-Tak-odparła krótko i rozejrzała się. Stałam obok wielkiego drzewa o grubym pniu. Przyjrzałam się jego korze. Przeszedł mnie silny dreszcz, gdy dotknęłam wgłębień w drzewie.
-Klara.. Przyłóż tu rękę..-powiedziałam odsuwając się od drzewa i niespokojnie rozglądając się dookoła. Kiedy dziewczyna wyczuła pod palcami wcięcia w pniu oczy jej pociemniały. Wiedziałam, że dziewczyna dobrze wie, że są to ślady po pazurach wilkołaka. Położyłam rękę na jej ramieniu
-Klara..?-spytałam cicho, ale kiedy dziewczyna posłała mi mordercze spojrzenie zabrałam rękę. Miałam niemile wrażenie, że jesteśmy obserwowane.
-Lepiej stąd chodźmy..-powiedziałam szukając wzrokiem jakiegoś ruchu między liśćmi. Klara nawet nie drgnęła-Klara, proszę cię, chodźmy stąd..-jęknęłam. Teraz nawet mój wewnętrzny wilk krzyczał "uciekać". Widziałam, że jest zła i że przed oczami ma wspomnienia, ale musiałam ją stąd szybko zabrać. Las nagle całkiem pociemniał, a na niebie zagrzmiało. Po chwili usłyszałam jak wielkie krople deszczu uderzają w liście drzew.
-Jeszcze leje.. Cudownie-mruknęłam do siebie, złapałam koleżankę za rękę i ruszyłam biegiem w stronę akademii ciągnąc ją za sobą. Zanim dobiegłyśmy do połowy drogi powrotnej nie było na nas suchej nitki.
Klara? ^^
Od Klary do Seeley
- Niemożliwe - pokręciłam przecząco głową. Byłam co prawda zdenerwowana i rozkojarzona, ale nie straciłam jeszcze zmysłów - wyraźnie widziałam jakiś ruch pomiędzy drzewami. - Byłam pewna, że to ty...
- Powiedz mi dokładnie - co widziałaś? - Spytała Seeley, a w jej głosie wyczułam napięcie. Sama trochę się przeraziłam - las w tej chwili przestał być całkowicie bezpiecznym miejscem, jakim wydawał się na początku.
- Nie wiem, ktoś po prostu tam był - wzruszyłam ramionami i wskazałam palcem miejsce, gdzie poprzednio zauważyłam jakieś stworzenie. Zaczęłam drżeć, wyczuwając, że moja towarzyszka również się boi...
Seeley?
- Powiedz mi dokładnie - co widziałaś? - Spytała Seeley, a w jej głosie wyczułam napięcie. Sama trochę się przeraziłam - las w tej chwili przestał być całkowicie bezpiecznym miejscem, jakim wydawał się na początku.
- Nie wiem, ktoś po prostu tam był - wzruszyłam ramionami i wskazałam palcem miejsce, gdzie poprzednio zauważyłam jakieś stworzenie. Zaczęłam drżeć, wyczuwając, że moja towarzyszka również się boi...
Seeley?
Od Seeley do Klary
Uśmiechnęłam się lekko i pokręciłam głową.
-Nie ma sprawy. Lubię o nim opowiadać, mam wtedy wrażenie, że jest blisko..-zaśmiałam się krótko-Co się będę oszukiwać. On zawsze jest blisko.. Jak każdy, którego kochamy-zaśmiałam się ponownie. Przystanęłam i opuściłam nieco spodnie, tak by dziewczyna mogła zobaczyć mój tatuaż.
-To moja pamiątka. Jedyna rzecz, która została mi po rodzicach.. Oczywiście prócz wspomnień-posłałam jej uśmiech. Nagle przypomniało mi się nad czym wcześniej się zastanawiałam.
-Powiedz.. Dlaczego właściwie szłaś w tamtym kierunku?
-Bo tam byłaś..-powiedziała ostrożnie przyglądając mi się uważnie.
-Ale ja przybiegłam w wilczej postaci z drugiej strony..-odparłam patrząc na dziewczynę zdziwiona.
Klara? Wybacz, brak pomysłu .-.
-Nie ma sprawy. Lubię o nim opowiadać, mam wtedy wrażenie, że jest blisko..-zaśmiałam się krótko-Co się będę oszukiwać. On zawsze jest blisko.. Jak każdy, którego kochamy-zaśmiałam się ponownie. Przystanęłam i opuściłam nieco spodnie, tak by dziewczyna mogła zobaczyć mój tatuaż.
-To moja pamiątka. Jedyna rzecz, która została mi po rodzicach.. Oczywiście prócz wspomnień-posłałam jej uśmiech. Nagle przypomniało mi się nad czym wcześniej się zastanawiałam.
-Powiedz.. Dlaczego właściwie szłaś w tamtym kierunku?
-Bo tam byłaś..-powiedziała ostrożnie przyglądając mi się uważnie.
-Ale ja przybiegłam w wilczej postaci z drugiej strony..-odparłam patrząc na dziewczynę zdziwiona.
Klara? Wybacz, brak pomysłu .-.
Od Klary do Seeley
Miałam ochotę rzucić się Seeley na szyję za to, że odnalazła mój łańcuszek, a jednocześnie udusić ją za to, że mnie zostawiła.
- Nie ma za co - odpowiedziałam. Spojrzałam na wisiorek - jedno oczko było wyrwane, dało się to jednak naprawić. Nie rozstawałam się z tym naszyjnikiem od tylu lat, nigdy nie miałam zamiaru przestać go nosić... - Nie rób tego tylko nigdy więcej, proszę.
- Dobrze, dobrze - Seeley przytaknęła w zamyśleniu głową. Byłam pewna, że znowu coś wspomina - sama często tak miałam. Po chwili jednak ocknęła się i spojrzała na mnie z uśmiechem. - To co? Wracamy?
- Tylko tym razem może w ludzkiej postaci - powiedziałam i bardzo - naprawdę bardzo - miałam ochotę się roześmiać. Jednak nagle gdzieś w środku poczułam jakieś bolesne ukłucie, które przywołało mnie do porządku.
- Jak wolisz - odparła dziewczyna i w milczeniu ruszyłyśmy ścieżką przez las. Nienawidziłam takiej ciszy, musiałam ją przerwać. Znałam Seeley za krótko by czuć się z nią swobodnie.
- Wybacz, że zapytam, ale co jest twoją pamiątką po ojcu? - Pożałowałam tego pytania tak szybko, jak go zadałam. Sama nie lubiłam opowiadać o Charlie'em i o tym, co nas spotkało. - Przepraszam, nie powinnam...
Seeley?
- Nie ma za co - odpowiedziałam. Spojrzałam na wisiorek - jedno oczko było wyrwane, dało się to jednak naprawić. Nie rozstawałam się z tym naszyjnikiem od tylu lat, nigdy nie miałam zamiaru przestać go nosić... - Nie rób tego tylko nigdy więcej, proszę.
- Dobrze, dobrze - Seeley przytaknęła w zamyśleniu głową. Byłam pewna, że znowu coś wspomina - sama często tak miałam. Po chwili jednak ocknęła się i spojrzała na mnie z uśmiechem. - To co? Wracamy?
- Tylko tym razem może w ludzkiej postaci - powiedziałam i bardzo - naprawdę bardzo - miałam ochotę się roześmiać. Jednak nagle gdzieś w środku poczułam jakieś bolesne ukłucie, które przywołało mnie do porządku.
- Jak wolisz - odparła dziewczyna i w milczeniu ruszyłyśmy ścieżką przez las. Nienawidziłam takiej ciszy, musiałam ją przerwać. Znałam Seeley za krótko by czuć się z nią swobodnie.
- Wybacz, że zapytam, ale co jest twoją pamiątką po ojcu? - Pożałowałam tego pytania tak szybko, jak go zadałam. Sama nie lubiłam opowiadać o Charlie'em i o tym, co nas spotkało. - Przepraszam, nie powinnam...
Seeley?
Od Seeley do Marty
Zamyśliłam się na moment.
-Las? Jezioro? Stołówka, bo tak szczerze to dawno nie jadłam?-zaśmiałam się, a Marta mi zawtórowała.
-Dobra. Najpierw odwiedzimy stołówkę, bo też jestem trochę głodna-uśmiechnęła się. Zsunęłam się z łóżka na podłogę.. A tak ściślej mówiąc to spadłam. Rose widząc to zaczęła się śmiać. Szybko wstałam i otrząsnęłam się.
-Kierunek: stołówka!-zawołałam otwierając drzwi od pokoju. Dziewczyna wyszła na korytarz parskając śmiechem. Szybko dotarłyśmy na stołówkę. Kiedy tylko stanęłyśmy w drzwiach stołówki do mojego nosa wpadł słodki zapach jedzenia.
-Mmm... Zjadłabym konia z kopytami-zaśmiałam się wypatrując wygodnego miejsca.
-Ja nie jestem chyba aż tak głodna-zaśmiała się moja współlokatorka. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem
-Wewnętrzna natura wilka swoje robi-mrugnęłam do niej rozbawiona-To na co mamy dziś ochotę?-spytałam sama siebie nie mogąc sie zdecydować co zjeść.
Marta? Brak pomysłu na jedzenie ;-;
-Las? Jezioro? Stołówka, bo tak szczerze to dawno nie jadłam?-zaśmiałam się, a Marta mi zawtórowała.
-Dobra. Najpierw odwiedzimy stołówkę, bo też jestem trochę głodna-uśmiechnęła się. Zsunęłam się z łóżka na podłogę.. A tak ściślej mówiąc to spadłam. Rose widząc to zaczęła się śmiać. Szybko wstałam i otrząsnęłam się.
-Kierunek: stołówka!-zawołałam otwierając drzwi od pokoju. Dziewczyna wyszła na korytarz parskając śmiechem. Szybko dotarłyśmy na stołówkę. Kiedy tylko stanęłyśmy w drzwiach stołówki do mojego nosa wpadł słodki zapach jedzenia.
-Mmm... Zjadłabym konia z kopytami-zaśmiałam się wypatrując wygodnego miejsca.
-Ja nie jestem chyba aż tak głodna-zaśmiała się moja współlokatorka. Wzruszyłam ramionami z uśmiechem
-Wewnętrzna natura wilka swoje robi-mrugnęłam do niej rozbawiona-To na co mamy dziś ochotę?-spytałam sama siebie nie mogąc sie zdecydować co zjeść.
Marta? Brak pomysłu na jedzenie ;-;
Od Marty do Seeley
-Głównie to lekarstwa- zaśmiałam się
-Jakim cudem te lekarstwa są w takiej ilości i takie ciężkie?-lekko się zdziwiła
-Cóż, ciężka choroba?-uniosłam brew i zaczęłam się śmiać- Tylko 3/2 to lekarstwa.
-Jakbyś była śmiertelnie chora.-uśmiechnęła się do mnie
-Nie no, wózek inwalidzki sobie musiałam sprowadzić, wiadomo.- zaśmiałyśmy się- Jeszcze sprzęt treningowy
-Mamy tutaj siłownie
-Wiem, ale wole biegać na zewnątrz. I to takie tam ochraniacze.-uśmiechnęłam się
-Aaa
-Może zaproponujesz jakieś miejsce i pójdziemy się przejść? Świeże powietrze zawsze jest dobre-uśmiechnęłam się
Seeley?
-Jakim cudem te lekarstwa są w takiej ilości i takie ciężkie?-lekko się zdziwiła
-Cóż, ciężka choroba?-uniosłam brew i zaczęłam się śmiać- Tylko 3/2 to lekarstwa.
-Jakbyś była śmiertelnie chora.-uśmiechnęła się do mnie
-Nie no, wózek inwalidzki sobie musiałam sprowadzić, wiadomo.- zaśmiałyśmy się- Jeszcze sprzęt treningowy
-Mamy tutaj siłownie
-Wiem, ale wole biegać na zewnątrz. I to takie tam ochraniacze.-uśmiechnęłam się
-Aaa
-Może zaproponujesz jakieś miejsce i pójdziemy się przejść? Świeże powietrze zawsze jest dobre-uśmiechnęłam się
Seeley?
Od Seeley do Klary
Usłyszałam krzyk. Gdzieś niedaleko, po lewej stronie. Po głosie poznałam Klarę. Skoczyłam w tamtą stronę i szybko znalazłam się przy dziewczynie. Zmieniłam się w człowieka i zapytałam
-Co się stało, Klara?
Dziewczyna szukała czegoś w krzakach, między liśćmi. Była bliska łez, rozpoznawałam to po głosie.
-Zgubiłam łańcuszek.. Jedyną pamiątkę..-mówiła łamiącym się głosem. Przez moment przyglądałam się jej bez słowa, ale po chwili ocknęłam się i zmieniłam w wilka. Podeszłam do dziewczyny i dotknęłam nosem jej ręki. Znając jej zapach łatwiej było mi odszukać zgubę, która na pewno pachniała podobnie. Zanurkowałam łbem w krzakach i zaczęłam wszystko obwąchiwać. Nie minęło pół minuty, kiedy wycofałam się z krzaków ze zgubą zawieszoną na nosie. Pisnęłam by zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Gdy popatrzyła na mnie i dostrzegła swój łańcuszek zawieszony na moich kłach na jej ustach pojawił się uśmiech, a w oczach łzy szczęścia. Klara odebrała ode mnie zgubę i wstała mocno ściskając ją w dłoni. Przemieniłam się w człowieka i uśmiechnęłam do dziewczyny.
-Dziękuję..-powiedziała cicho.
-Nie masz za co. Nie wiem co ja bym zrobiła, gdybym zgubiła jedyna pamiątkę po ojcu. Ale na szczęście to niemożliwe-uśmiechnęłam się szerzej myśląc o tatuażu. Rozejrzałam się dookoła.-Wybacz, że cię zgubiłam..-skrzywiłam się-Pochłonęły mnie wspomnienia i nawet nie zauważyłam kiedy mi zniknęłaś. Przepraszam
Klara?
-Co się stało, Klara?
Dziewczyna szukała czegoś w krzakach, między liśćmi. Była bliska łez, rozpoznawałam to po głosie.
-Zgubiłam łańcuszek.. Jedyną pamiątkę..-mówiła łamiącym się głosem. Przez moment przyglądałam się jej bez słowa, ale po chwili ocknęłam się i zmieniłam w wilka. Podeszłam do dziewczyny i dotknęłam nosem jej ręki. Znając jej zapach łatwiej było mi odszukać zgubę, która na pewno pachniała podobnie. Zanurkowałam łbem w krzakach i zaczęłam wszystko obwąchiwać. Nie minęło pół minuty, kiedy wycofałam się z krzaków ze zgubą zawieszoną na nosie. Pisnęłam by zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Gdy popatrzyła na mnie i dostrzegła swój łańcuszek zawieszony na moich kłach na jej ustach pojawił się uśmiech, a w oczach łzy szczęścia. Klara odebrała ode mnie zgubę i wstała mocno ściskając ją w dłoni. Przemieniłam się w człowieka i uśmiechnęłam do dziewczyny.
-Dziękuję..-powiedziała cicho.
-Nie masz za co. Nie wiem co ja bym zrobiła, gdybym zgubiła jedyna pamiątkę po ojcu. Ale na szczęście to niemożliwe-uśmiechnęłam się szerzej myśląc o tatuażu. Rozejrzałam się dookoła.-Wybacz, że cię zgubiłam..-skrzywiłam się-Pochłonęły mnie wspomnienia i nawet nie zauważyłam kiedy mi zniknęłaś. Przepraszam
Klara?
Od Klary do Seeley
Seeley zmieniła się w wilka i nie czekając na moją odpowiedź pobiegła przez las. Chciałam jej powiedzieć, że mi przykro, jednak nie zdążyłam. Może i lepiej, nie miałam przecież zamiaru wchodzić z nikim w zażyłe stosunki. Przybyłam do tej szkoły tylko po to, aby nauczyć się walczyć, a gdy będę już wystarczająco gotowa, ruszyć na poszukiwania "złych" wilkołaków, które napadły mnie tamtego wieczora.
Również przybrałam moją zwierzęcą postać i pobiegłam za dziewczyną. Muszę przyznać, że czasem lepiej czułam się jako wilk niż jako człowiek. Wiedziałam wtedy, że mam przewagę nad zwykłymi ludźmi i nikt nie jest w stanie mnie zranić. W końcu kto ośmieli się tknąć silne, drapieżne zwierzę? Nikt. Tylko czy naprawdę zasługiwałam na to miano? Ciągle sądziłam, że jestem za słaba, by uważać się za wilka.
Biegnąc mijałam piękne, wysokie drzewa, moje łapy unosiły tumany kurzu i liści, płoszyłam dzikie króliki i bażanty, które ukrywały się w krzakach. Zamyśliłam się nad pięknem otaczającego mnie świata, tak że straciłam nagle z widoku Seeley. Przystanęłam i zaczęłam się za nią rozglądać. Nigdzie jednak jej nie było. Zamieniłam się na powrót w człowieka i przeszłam kawałek, rozglądając się za dziewczyną.
- Seeley? Seeley! - Zawołałam, odpowiedziało mi jednak tylko echo. Wystraszyłam się, że zostałam sama w lesie, którego nie znałam. Cóż, szczęście mi dopisuje. Zgubiłam się już pierwszego dnia.
- Seeley, gdzie jesteś? To nie jest śmieszne! - Krzyknęłam, lekko już zirytowana. W końcu ujrzałam jakiś ruch za drzewami. Zaczęłam przedzierać się w tamtą stronę. Miałam wielką ochotę nawrzeszczeć na nią za to, że mnie zostawiła.
Byłam tak bardzo zdenerwowana, że nie zauważyłam jak mój naszyjnik, jedyna pamiątka po moim przyjacielu, zahaczył się o jedną z gałęzi. Przekonałam się o tym dopiero, gdy łańcuszek pękł i wpadł gdzieś między chaszcze.
- Nie! Nie tylko nie to! - Zawołałam z histerią w głosie...
Seeley?
Również przybrałam moją zwierzęcą postać i pobiegłam za dziewczyną. Muszę przyznać, że czasem lepiej czułam się jako wilk niż jako człowiek. Wiedziałam wtedy, że mam przewagę nad zwykłymi ludźmi i nikt nie jest w stanie mnie zranić. W końcu kto ośmieli się tknąć silne, drapieżne zwierzę? Nikt. Tylko czy naprawdę zasługiwałam na to miano? Ciągle sądziłam, że jestem za słaba, by uważać się za wilka.
Biegnąc mijałam piękne, wysokie drzewa, moje łapy unosiły tumany kurzu i liści, płoszyłam dzikie króliki i bażanty, które ukrywały się w krzakach. Zamyśliłam się nad pięknem otaczającego mnie świata, tak że straciłam nagle z widoku Seeley. Przystanęłam i zaczęłam się za nią rozglądać. Nigdzie jednak jej nie było. Zamieniłam się na powrót w człowieka i przeszłam kawałek, rozglądając się za dziewczyną.
- Seeley? Seeley! - Zawołałam, odpowiedziało mi jednak tylko echo. Wystraszyłam się, że zostałam sama w lesie, którego nie znałam. Cóż, szczęście mi dopisuje. Zgubiłam się już pierwszego dnia.
- Seeley, gdzie jesteś? To nie jest śmieszne! - Krzyknęłam, lekko już zirytowana. W końcu ujrzałam jakiś ruch za drzewami. Zaczęłam przedzierać się w tamtą stronę. Miałam wielką ochotę nawrzeszczeć na nią za to, że mnie zostawiła.
Byłam tak bardzo zdenerwowana, że nie zauważyłam jak mój naszyjnik, jedyna pamiątka po moim przyjacielu, zahaczył się o jedną z gałęzi. Przekonałam się o tym dopiero, gdy łańcuszek pękł i wpadł gdzieś między chaszcze.
- Nie! Nie tylko nie to! - Zawołałam z histerią w głosie...
Seeley?
Od Seeley do Marty
Uśmiechnęłam sie do dziewczyny miło.
-Jasne-odparłam i podeszłam do drzwi. Przepuściłam ja przodem i, wychodząc, obrzuciłam pokój badawczym spojrzeniem.
-Too.. Jesteś zmiennokształtną, tak?-zapytała gdy schodziłyśmy do recepcji. Popatrzyłam na nią nieco zdziwiona.
-Tak-zaśmiałam-A zgadniesz w jakie zwierze się zmieniam?-mrugnęłam do niej z szerokim uśmiechem. Dziewczyna zastanowiła się chwilę.
-W czarnego wilka?-odpowiedziała pytaniem. Parsknęłam śmiechem.
-Czyżbyś prześwietliła swoja współlokatorkę na wylot?-zaśmiałam się.
-Powiedzmy..-ton głosu Marty zupełnie się zmienił. Zerknęłam na nią zdziwiona, ale nic nie powiedziałam.
-To co mamy zabrać z recepcji?-zmieniłam szybko temat. Właśnie wchodziłyśmy do głównego holu, gdzie znajdował się nasz cel.
-Dużą torbę-uśmiechnęła się. Pokiwałam głową i czekałam, aż Rose wskaże bagaż, który mamy zaciągnąć do pokoju. Kiedy wskazała największą torbę, która znajdowała się w recepcji jęknęłam.
-I mamy to zawlec do pokoju?-popatrzyłam na nią z udawana rozpaczą. Marta zaśmiała się.
-Tak, ale nie martw się. Wygląda na cięższą niż jest w rzeczywistości.
Zaśmiałam się i złapałam torbę z jednej strony.
Kiedy w końcu doniosłyśmy bagaż do pokoju rzuciłam się na swoje łóżko.
-Moje ręce nie są przyzwyczajone do takiego obciążenia-jęknęłam przewracając się na plecy i lekko zsuwając z łóżka, tak, że głowa zwisała mi z jego krawędzi. Dziewczyna zaśmiała się i zaczęła szukać czegoś w torbie.
-Co tam masz?-zapytałam zaciekawiona.
Marta?
-Jasne-odparłam i podeszłam do drzwi. Przepuściłam ja przodem i, wychodząc, obrzuciłam pokój badawczym spojrzeniem.
-Too.. Jesteś zmiennokształtną, tak?-zapytała gdy schodziłyśmy do recepcji. Popatrzyłam na nią nieco zdziwiona.
-Tak-zaśmiałam-A zgadniesz w jakie zwierze się zmieniam?-mrugnęłam do niej z szerokim uśmiechem. Dziewczyna zastanowiła się chwilę.
-W czarnego wilka?-odpowiedziała pytaniem. Parsknęłam śmiechem.
-Czyżbyś prześwietliła swoja współlokatorkę na wylot?-zaśmiałam się.
-Powiedzmy..-ton głosu Marty zupełnie się zmienił. Zerknęłam na nią zdziwiona, ale nic nie powiedziałam.
-To co mamy zabrać z recepcji?-zmieniłam szybko temat. Właśnie wchodziłyśmy do głównego holu, gdzie znajdował się nasz cel.
-Dużą torbę-uśmiechnęła się. Pokiwałam głową i czekałam, aż Rose wskaże bagaż, który mamy zaciągnąć do pokoju. Kiedy wskazała największą torbę, która znajdowała się w recepcji jęknęłam.
-I mamy to zawlec do pokoju?-popatrzyłam na nią z udawana rozpaczą. Marta zaśmiała się.
-Tak, ale nie martw się. Wygląda na cięższą niż jest w rzeczywistości.
Zaśmiałam się i złapałam torbę z jednej strony.
Kiedy w końcu doniosłyśmy bagaż do pokoju rzuciłam się na swoje łóżko.
-Moje ręce nie są przyzwyczajone do takiego obciążenia-jęknęłam przewracając się na plecy i lekko zsuwając z łóżka, tak, że głowa zwisała mi z jego krawędzi. Dziewczyna zaśmiała się i zaczęła szukać czegoś w torbie.
-Co tam masz?-zapytałam zaciekawiona.
Marta?
Od Marty do Seeley
Czekałam nieubłaganie na dzwonek, który w końcu zabrzmiał. Ostatnia lekcja minęła, a ja miałam już wolne. Zarzuciłam plecak przez ramię i wyszłam za resztą klasy. Na reszcie...
Wróciłam do pokoju. Podążałam tam swoim tempem, więc szybko się tam znalazłam. Nie znałam tu prawie nikogo. Ale zawsze uważałam, że jestem bardziej antyspołeczna. W sumie, mi to pasuje. Nigdy nie miałam przyjaciół, znaczy, nie pamiętam ich. Taki los dziewczyny, która została porwana. Ale gdyby nie to nie wchodziłabym właśnie do mojego pokoju i nie zamykałabym drzwi za sobą.
Odłożyłam plecak na moje łóżko i sama na nim usiadłam, koło małej półki [ czy jak to się to nazywa przy łóżku xd]. Spojrzałam na bransoletę leżącą koło mojego zdjęcia z przyjaciółmi. Ta, przyjaciółmi. Jeden z nich był głównym szefem, inny pełnił podobną rolę, a trzeci, obok którego stałam też był moim przełożonym! Jednak pierwszy był jak ojciec, którego mi odebrano. Drugi to miły wujek. No a trzeci... prawdziwy przyjaciel...
Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
-Hej jestem...-zaczęła
-Seeley- nie dałam jej dokończyć- Wybacz, zgadłam?-chciałam się z tego wyplątać z gracją. Jakbym nigdy nie miała niczyich akt.- Jestem Marta Rose Ferst- posłałam jej uśmiech.
-Miło cię poznać.- odwzajemniła uśmiech. Wzięłam bransoletę leżącą obok zdjęcia i założyłam ją na rękę. Miałam jeszcze trochę miejsca na nadgarstku.
-Wiesz, muszę iść odebrać jedną, dużą torbę z recepcji na dole, czy jak to tam zwą. Może poszłabyś ze mną? Miło będzie poznać współlokatorkę- zadałam jej pytanie
Seeley?
Wróciłam do pokoju. Podążałam tam swoim tempem, więc szybko się tam znalazłam. Nie znałam tu prawie nikogo. Ale zawsze uważałam, że jestem bardziej antyspołeczna. W sumie, mi to pasuje. Nigdy nie miałam przyjaciół, znaczy, nie pamiętam ich. Taki los dziewczyny, która została porwana. Ale gdyby nie to nie wchodziłabym właśnie do mojego pokoju i nie zamykałabym drzwi za sobą.
Odłożyłam plecak na moje łóżko i sama na nim usiadłam, koło małej półki [ czy jak to się to nazywa przy łóżku xd]. Spojrzałam na bransoletę leżącą koło mojego zdjęcia z przyjaciółmi. Ta, przyjaciółmi. Jeden z nich był głównym szefem, inny pełnił podobną rolę, a trzeci, obok którego stałam też był moim przełożonym! Jednak pierwszy był jak ojciec, którego mi odebrano. Drugi to miły wujek. No a trzeci... prawdziwy przyjaciel...
Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
-Hej jestem...-zaczęła
-Seeley- nie dałam jej dokończyć- Wybacz, zgadłam?-chciałam się z tego wyplątać z gracją. Jakbym nigdy nie miała niczyich akt.- Jestem Marta Rose Ferst- posłałam jej uśmiech.
-Miło cię poznać.- odwzajemniła uśmiech. Wzięłam bransoletę leżącą obok zdjęcia i założyłam ją na rękę. Miałam jeszcze trochę miejsca na nadgarstku.
-Wiesz, muszę iść odebrać jedną, dużą torbę z recepcji na dole, czy jak to tam zwą. Może poszłabyś ze mną? Miło będzie poznać współlokatorkę- zadałam jej pytanie
Seeley?
Od Seeley do Klary
-Tak-powiedziała dziewczyna po krótkiej chwili wahania. Przez moment zdawało mi się, że chciała powiedzieć "nie". Odpędziłam szybko od siebie tę myśl.
-Odpowiedź jest prosta-wzruszyłam ramionami-Bo nie jestem tu z własnej woli-zacisnęłam dłoń w pięść i wściekła wbiłam wzrok w ziemię. Szłyśmy powoli między drzewami, uchylając się przed gałęziami i omijając dziury.
-Dlaczego?-znowu miałam wrażenie, że nie chciała tego powiedzieć. Zamknęłam oczy i westchnęłam próbując się uspokoić.
-Nie żałuj tego co powiedziałaś..-powiedziałam z lekkim uśmiechem. Poczułam na sobie zdziwione spojrzenie Klary-Tak zawsze mawiał tata..-uśmiechnęłam się do siebie smutno-Gdybym to ja decydowała o swoim losie, nikt nigdy by mnie tu nie zobaczył. Nie lubię szkoły, a raczej nauczycieli, którzy próbują narzucić ci własny tok myślenia. Lubię się uczyć, ale wole naukę własnym tempem i tak jak pasuje to mi, a nie komuś kto ledwo zdał maturę-warknęłam pod nosem-Ale wracając do twojego pytania...-popatrzyłam w górę-Hmm.. Może opowiem ci wszystko od początku. Moi rodzice byli zmiennokształtnymi, tak jak ja zmieniali się w wilki. Matki nie poznałam w ogóle, zmarła przy porodzie. Ojciec zastępował mi ją jak tylko mógł.. Robił rzeczy, których normalny ojciec nie zrobiłby nigdy..-uśmiechnęłam się przypominając sobie chwilę, kiedy to tato paradował ze mną po mieście w różowej sukience z parasolem w ręce uśmiechnięty od ucha do ucha-I zawsze wieczorem mamrotał, że nie umie jej zastąpić.. A ja nigdy nie umiałam mu powiedzieć, że nie mógłby zastąpić jej lepiej. Kiedy miałam 13 lat, tato zachorował na raka.. Wyrzucili go z pracy, więc nie mógł utrzymywać naszej dwójki. Postanowił oddać mnie pod opiekę rodzinie swojego brata. Niestety nie mógł wiedzieć, że jego brat został zamordowany przez własną żonę, która była łowcą. Przywitała nas z otwartymi ramionami, a chwilę potem jej syn, na moich oczach, zabił mojego ojca. Mnie, do tej pory nie rozumiem dlaczego, oszczędzili. Zmienili mi w papierach, że jestem ich rodzoną córką i po roku strachu, bólu i upokorzenia wysłali mnie tutaj-uśmiechnęłam się lekko do dziewczyny-Między innymi dlatego mam uraz do łowców-zaśmiałam się krótko i przeciągnęłam-To co? Przebieżka na czterech?
Klara?
-Odpowiedź jest prosta-wzruszyłam ramionami-Bo nie jestem tu z własnej woli-zacisnęłam dłoń w pięść i wściekła wbiłam wzrok w ziemię. Szłyśmy powoli między drzewami, uchylając się przed gałęziami i omijając dziury.
-Dlaczego?-znowu miałam wrażenie, że nie chciała tego powiedzieć. Zamknęłam oczy i westchnęłam próbując się uspokoić.
-Nie żałuj tego co powiedziałaś..-powiedziałam z lekkim uśmiechem. Poczułam na sobie zdziwione spojrzenie Klary-Tak zawsze mawiał tata..-uśmiechnęłam się do siebie smutno-Gdybym to ja decydowała o swoim losie, nikt nigdy by mnie tu nie zobaczył. Nie lubię szkoły, a raczej nauczycieli, którzy próbują narzucić ci własny tok myślenia. Lubię się uczyć, ale wole naukę własnym tempem i tak jak pasuje to mi, a nie komuś kto ledwo zdał maturę-warknęłam pod nosem-Ale wracając do twojego pytania...-popatrzyłam w górę-Hmm.. Może opowiem ci wszystko od początku. Moi rodzice byli zmiennokształtnymi, tak jak ja zmieniali się w wilki. Matki nie poznałam w ogóle, zmarła przy porodzie. Ojciec zastępował mi ją jak tylko mógł.. Robił rzeczy, których normalny ojciec nie zrobiłby nigdy..-uśmiechnęłam się przypominając sobie chwilę, kiedy to tato paradował ze mną po mieście w różowej sukience z parasolem w ręce uśmiechnięty od ucha do ucha-I zawsze wieczorem mamrotał, że nie umie jej zastąpić.. A ja nigdy nie umiałam mu powiedzieć, że nie mógłby zastąpić jej lepiej. Kiedy miałam 13 lat, tato zachorował na raka.. Wyrzucili go z pracy, więc nie mógł utrzymywać naszej dwójki. Postanowił oddać mnie pod opiekę rodzinie swojego brata. Niestety nie mógł wiedzieć, że jego brat został zamordowany przez własną żonę, która była łowcą. Przywitała nas z otwartymi ramionami, a chwilę potem jej syn, na moich oczach, zabił mojego ojca. Mnie, do tej pory nie rozumiem dlaczego, oszczędzili. Zmienili mi w papierach, że jestem ich rodzoną córką i po roku strachu, bólu i upokorzenia wysłali mnie tutaj-uśmiechnęłam się lekko do dziewczyny-Między innymi dlatego mam uraz do łowców-zaśmiałam się krótko i przeciągnęłam-To co? Przebieżka na czterech?
Klara?
Od Klary do Seeley
- W porządku - sama nie wiem dlaczego się zgodziłam, ale coś mi podpowiadało, że powinnam zaprzyjaźnić się z tą dziewczyną. Może dlatego, że również zamieniała się w wilka - chociaż nie była wilkołakiem i bardzo dobrze. Nienawidziłam tych stworzeń, chociaż byłam jednym z nich, ale gdyby nie jeden z nich żyłabym teraz spokojnie i - co najważniejsze - nie straciłabym przyjaciela.
- Więc, w którą stronę? - Zapytałam, gdy wyszłyśmy na dwór. Świeciło słońce, pogoda była wyśmienita na małą "wycieczkę" po lesie. Drzewa szumiały cicho, a w jeziorze odbijały się złociste promienie.
- Chodź, zaprowadzę cię - Seeley uśmiechnęła się i ruszyła przodem, ja natomiast skierowałam się za nią. Zazdrościłam jej, że może nosić w upał tak luźny strój, ja musiałam ubierać bluzy z długimi rękawami.
- Dlaczego powiedziałaś, że "rzadko tu bywasz"? - Powiedziałam, po czym ugryzłam się w język. Nie chciałam nawiązywać nowych znajomości - nie tak szybko, jeszcze nie teraz.
Czułam już zapach lasu, ten cudowny zapach igliwia oraz żywicy. Gdy byłam jeszcze człowiekiem nie lubiłam takich gąszczy, w obecnej sytuacji było to jednak silniejsze ode mnie.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Seeley spojrzała na mnie z ukosa...
Seeley?
- Więc, w którą stronę? - Zapytałam, gdy wyszłyśmy na dwór. Świeciło słońce, pogoda była wyśmienita na małą "wycieczkę" po lesie. Drzewa szumiały cicho, a w jeziorze odbijały się złociste promienie.
- Chodź, zaprowadzę cię - Seeley uśmiechnęła się i ruszyła przodem, ja natomiast skierowałam się za nią. Zazdrościłam jej, że może nosić w upał tak luźny strój, ja musiałam ubierać bluzy z długimi rękawami.
- Dlaczego powiedziałaś, że "rzadko tu bywasz"? - Powiedziałam, po czym ugryzłam się w język. Nie chciałam nawiązywać nowych znajomości - nie tak szybko, jeszcze nie teraz.
Czułam już zapach lasu, ten cudowny zapach igliwia oraz żywicy. Gdy byłam jeszcze człowiekiem nie lubiłam takich gąszczy, w obecnej sytuacji było to jednak silniejsze ode mnie.
- Naprawdę chcesz wiedzieć? - Seeley spojrzała na mnie z ukosa...
Seeley?
Od Seeley do Christopher'a
Popatrzyłam na chłopaka w osłupieniu. Przytrzymałam palcami mocniej kamień, na którym siedziałam. Myślałam, że spadnę. Że się przesłyszałam. "Ogarnij się, dziewczyno! On serio pyta!!" krzyknęło coś w mojej głowie. Popatrzyłam na niego przytomniej i poczułam jak policzki mnie palą.. Znowu. Spuściłam głowę i zamyśliłam się na moment. Po chwili spojrzałam na Chris'a, który w napięciu mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się, bo wyglądało to naprawdę zabawnie.
-Pewnie, że tak..-powiedziałam i pocałowałam go lekko w usta.
Chris? Nie umiem już pisać takich scen ;-;
-Pewnie, że tak..-powiedziałam i pocałowałam go lekko w usta.
Chris? Nie umiem już pisać takich scen ;-;
Od Alysson do Brian'a
Po ostatniej lekcji, zmęczona poszłam do swojego pokoju. Na szczęściej
nikogo w nim nie było. Szybko przebrałam się i położyłam się na łóżku.
Następnie włączyłam sobie muzykę i postanowiłam się przespać. Spałam
sobie smacznie do tego momentu, gdy poczułam jak ktoś kładzie się na
moim łóżku. Wiedziałam dobrze kto to był.
- Brian wiesz co to jest pukanie do drzwii? - zapytałam go wyłączając muzykę. Usiadłam na krawędzi łóżka i przeczesałam ręką włosy. Następnie odwróciłam się w stronę swojego chłopaka, który rozłożył się.
-Pukałem, ale nikt się nie odzywał. Za to usłyszałem, znajome bicie serca pewnej dziewczyny - szepnął i usiadł obok mnie. Spojrzałam na chłopaka i pocałowałam go.
-Byłam zmęczona, to się położyłam . - odparłam.
(Brian?)
- Brian wiesz co to jest pukanie do drzwii? - zapytałam go wyłączając muzykę. Usiadłam na krawędzi łóżka i przeczesałam ręką włosy. Następnie odwróciłam się w stronę swojego chłopaka, który rozłożył się.
-Pukałem, ale nikt się nie odzywał. Za to usłyszałem, znajome bicie serca pewnej dziewczyny - szepnął i usiadł obok mnie. Spojrzałam na chłopaka i pocałowałam go.
-Byłam zmęczona, to się położyłam . - odparłam.
(Brian?)
Od Brian'a do Carrie
Odwzajemniłem uśmiech do dziewczyny.
- Trzebabylo poczytać ''Dom duchów''. Z pewnością jest bardziej ciekawe niż jakiekolwiek romansidło. - ciągnąłem dalej. - Zresztą ty wiesz najlepiej na co tracić czas. - na mojej twarzy pojawił się arogancki uśmiech.
- Czytanie książek to nie tracenie czasu. - powiedziała dziewczyna.
- To twoje zdanie. - po chwili dodałem. - A tak w ogóle to nie musisz przepraszać za wczoraj. - powiedziałem.
- Ale źle się czuję, że tak na ciebie nakrzyczałam.
- To raczej ja cię przepraszam, nie powinienem tak wypytywać o twoją przeszłość.
Carrie?
- Trzebabylo poczytać ''Dom duchów''. Z pewnością jest bardziej ciekawe niż jakiekolwiek romansidło. - ciągnąłem dalej. - Zresztą ty wiesz najlepiej na co tracić czas. - na mojej twarzy pojawił się arogancki uśmiech.
- Czytanie książek to nie tracenie czasu. - powiedziała dziewczyna.
- To twoje zdanie. - po chwili dodałem. - A tak w ogóle to nie musisz przepraszać za wczoraj. - powiedziałem.
- Ale źle się czuję, że tak na ciebie nakrzyczałam.
- To raczej ja cię przepraszam, nie powinienem tak wypytywać o twoją przeszłość.
Carrie?
Od Christopher'a do Seeley
-Szukałem cię, ponieważ martwiłem się o ciebie- podrapałem się po karku spoglądając w inną stronę - Powstrzymać się się nie mogłem od posmakowania twych ust. Jesteś naprawdę piękna i...- teraz to ja się zacząłem rumienić.
Dziewczyna także oblała się rumieńcem.
-Co tam masz?- chciałem zmienić temat wskazując na jej biodro.
-A nic- zakryła to miejsce jeszcze bardziej.
-Normalnie to bym cię zmusił do pokazania ale tym razem ci odpuszczę - mrugnąłem do niej.
-Akurat- pokazała mi język.
-Czy teraz mnie przepuścisz?- zapytałem z uśmiechem.
-Proszę - odsunęła się i odwzajemniła uśmiech.
W jaskini było naprawdę pięknie.
-Już chce poznać resztę twoich tajemnic - przysunąłem ją do siebie i pocałowałem jej włosy.
-Seeley- dziewczyna spojrzała na mnie- Czy zostaniesz moją dziewczyną?- bałem się, że mnie odrzuci, więc w ciszy przyglądałem się jej...
Seeley?
Dziewczyna także oblała się rumieńcem.
-Co tam masz?- chciałem zmienić temat wskazując na jej biodro.
-A nic- zakryła to miejsce jeszcze bardziej.
-Normalnie to bym cię zmusił do pokazania ale tym razem ci odpuszczę - mrugnąłem do niej.
-Akurat- pokazała mi język.
-Czy teraz mnie przepuścisz?- zapytałem z uśmiechem.
-Proszę - odsunęła się i odwzajemniła uśmiech.
W jaskini było naprawdę pięknie.
-Już chce poznać resztę twoich tajemnic - przysunąłem ją do siebie i pocałowałem jej włosy.
-Seeley- dziewczyna spojrzała na mnie- Czy zostaniesz moją dziewczyną?- bałem się, że mnie odrzuci, więc w ciszy przyglądałem się jej...
Seeley?
Od Seeley do Catherine
Pisnęłam cicho na potwierdzenie i usiadłam obok dziewczyny, która drapała mnie za uchem. Za nic w świecie nie przemieniłabym się teraz w człowieka by stracić taką pieszczotę. Przez dłuższy czas Catherine drapała mnie za uchem, a potem przeciągnęła palcami po moim grzbiecie i zsunęła rękę na mój brzuch. Zamruczałam i przewróciłam się na grzbiet odsłaniając cały brzuch. Po kilku minutach wstałam i wytrzepałam się z liści i piachu. Polizałam dziewczynę po policzku w podziękowaniu, odsunęłam się i zmieniłam się w człowieka. Zakręciło mi się w głowie, więc szybko usiadłam obok dziewczyny.
-Jestem Seeley..-mruknęłam. Wszystko przed oczami mi wirowało. Pokręciłam głową i wszystko powoli wróciło do normy.
-Jesteś zmiennokształtną?-spytała jeszcze ciszej niż poprzednio.
-Owszem. Czarnym wilkiem..-powiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć. Catherine zdawał się nie zwracać uwagi na to co powiedziałam-Jesteś niewidoma, prawda?
Widziałam jak nerwowo obraca coś w palcach. Lekko pokiwała głową. Popatrzyłam na nią i ponownie zmieniłam się wilka. Podeszłam do niej i delikatnie dotknęłam nosem jej palców. Dziewczyna przesunęła powoli dłoń na mój łeb i pogłaskała mnie. Uniosłam łeb i leciutko, tak by nie zrobić jej krzywdy, złapałam jej rękę w zęby i pociągnęłam delikatnie głębiej w las. Nie byłam pewna czy dziewczyna da sobie coś pokazać, ale zawsze warto było spróbować. Patrzyłam na nią uważnie nie wypuszczając jej dłoni z pyska.
Catherine?
-Jestem Seeley..-mruknęłam. Wszystko przed oczami mi wirowało. Pokręciłam głową i wszystko powoli wróciło do normy.
-Jesteś zmiennokształtną?-spytała jeszcze ciszej niż poprzednio.
-Owszem. Czarnym wilkiem..-powiedziałam zanim zdążyłam pomyśleć. Catherine zdawał się nie zwracać uwagi na to co powiedziałam-Jesteś niewidoma, prawda?
Widziałam jak nerwowo obraca coś w palcach. Lekko pokiwała głową. Popatrzyłam na nią i ponownie zmieniłam się wilka. Podeszłam do niej i delikatnie dotknęłam nosem jej palców. Dziewczyna przesunęła powoli dłoń na mój łeb i pogłaskała mnie. Uniosłam łeb i leciutko, tak by nie zrobić jej krzywdy, złapałam jej rękę w zęby i pociągnęłam delikatnie głębiej w las. Nie byłam pewna czy dziewczyna da sobie coś pokazać, ale zawsze warto było spróbować. Patrzyłam na nią uważnie nie wypuszczając jej dłoni z pyska.
Catherine?
Od Ivan'a do Marcy
-Ja już się załapałem na oprowadzanie innej osoby, ale zawsze chętnie- zaśmiałem się, a dziewczyna się uśmiechnęła.
-No dobra, od czego chcesz zacząć?
-Proponuję na początek bibliotekę. Jeszcze tam nie byłem, a potrzebuję kilkuuu książek
-Kilku?-uniosła brew- Interesujesz się czytaniem?
-Wynalazki, Technologia i nauka. Dowiedziałem się, że jestem geniuszem, typ Drugi
-Kto ci tak powiedział?-zaczęliśmy iść
-Nowa znajoma, którą przedtem oprowadzałem. Geniusz jeden jest narcystyczny, czyli ten Sebastian Evans, Ja jestem typ Drugi, bo podobno się nie wymądrzam i jestem miły. Ale to inni muszą mnie oceniać
Marcy?
-No dobra, od czego chcesz zacząć?
-Proponuję na początek bibliotekę. Jeszcze tam nie byłem, a potrzebuję kilkuuu książek
-Kilku?-uniosła brew- Interesujesz się czytaniem?
-Wynalazki, Technologia i nauka. Dowiedziałem się, że jestem geniuszem, typ Drugi
-Kto ci tak powiedział?-zaczęliśmy iść
-Nowa znajoma, którą przedtem oprowadzałem. Geniusz jeden jest narcystyczny, czyli ten Sebastian Evans, Ja jestem typ Drugi, bo podobno się nie wymądrzam i jestem miły. Ale to inni muszą mnie oceniać
Marcy?
Od Selene do Nathaniela
- Lepiej nie - burknęłam
- Czemu? - zapytał unosząc brew
- Jestem w takim nastroju, że prędzej ją zdemoluję - niemal warknęłam - Nie ma tu w okolicy jakiegoś budynku do rozbiórki albo lasu do wykarczowania?
- Nie mów mi, że chciałabyś im pomóc w tym
- No to się nie odezwę.
- Ale weź, ciekawy jestem jak będziesz prowadzić lekcje - uśmiechnął się. Jęknęłam - I tak się nie wywiniesz. Jutro środa, na drugiej mam samoobronę.
Z trudem powstrzymałam się od rozwalenia ściany. Ja nie chcę! Te trzy lata ucieczki i ciągłej walki o przetrwanie nie przygotowały mnie do czegoś takiego. Do własnowolnego zmienienia się w ofiarę.
- To spotkamy się jutro - powiedziałam ponuro
***
Wypiłam już drugą szklankę krwi. Mam kwadrans do lekcji... no nic tylko walić głową w ścianę! Za jedno durne polowanie...
Ubrana w skórzaną kurteczkę, czarną bluzkę i ciemno dżinsy poszłam na salę. Chociaż pierwsze wrażenie trzeba zrobić dobre, bo potem to może już być kiepsko. Za jakie grzechy... no, dobra, wiem za co, ale za jakie grzechy?!
Weszłam do sali pewnym krokiem. Byli tam już Catherine, Róża, Sebastian i Nathaniel.
- Nie wiem ile będziecie mieli ze mną zajęcia, ale to będę lekcje praktyczne. Po kolei. Jakimi mocami dysponujecie? - spytałam
- Marta panuje nad ogniem, Cathy trochę nad powietrzem, a ja i Seba siła umysłu
Tylko walić głową w ścianę i patrzeć co dłużej wytrzyma...
- Marta i Catherine. Wy macie o tyle łatwiej, że żywioły nie stawiają oporu. Poćwiczcie na manekinach. Aha, nie rozwalcie ich, przydadzą się na kolejnych lekcjach. A co do was, to będzie ciężej. - westchnęłam. Pan Naconi zrobił to specjalnie, żeby mnie upokorzyć przed ludźmi... - Musicie się nauczyć przejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Ty, Nat, już mniej więcej wiesz o co chodzi.
- Serio?
- Majstrowałeś raz przy emocjach Carrie. - przypomniałam mu
- Niezbyt wyszło - skrzywił się - Zaraz potem rzuciła kanapą w Briana.
- Jakbyś nie zauważył, niektórych nie powinieneś wkurzać. Ona jest jedną z tych osób.
<Nathaniel?>
- Czemu? - zapytał unosząc brew
- Jestem w takim nastroju, że prędzej ją zdemoluję - niemal warknęłam - Nie ma tu w okolicy jakiegoś budynku do rozbiórki albo lasu do wykarczowania?
- Nie mów mi, że chciałabyś im pomóc w tym
- No to się nie odezwę.
- Ale weź, ciekawy jestem jak będziesz prowadzić lekcje - uśmiechnął się. Jęknęłam - I tak się nie wywiniesz. Jutro środa, na drugiej mam samoobronę.
Z trudem powstrzymałam się od rozwalenia ściany. Ja nie chcę! Te trzy lata ucieczki i ciągłej walki o przetrwanie nie przygotowały mnie do czegoś takiego. Do własnowolnego zmienienia się w ofiarę.
- To spotkamy się jutro - powiedziałam ponuro
***
Wypiłam już drugą szklankę krwi. Mam kwadrans do lekcji... no nic tylko walić głową w ścianę! Za jedno durne polowanie...
Ubrana w skórzaną kurteczkę, czarną bluzkę i ciemno dżinsy poszłam na salę. Chociaż pierwsze wrażenie trzeba zrobić dobre, bo potem to może już być kiepsko. Za jakie grzechy... no, dobra, wiem za co, ale za jakie grzechy?!
Weszłam do sali pewnym krokiem. Byli tam już Catherine, Róża, Sebastian i Nathaniel.
- Nie wiem ile będziecie mieli ze mną zajęcia, ale to będę lekcje praktyczne. Po kolei. Jakimi mocami dysponujecie? - spytałam
- Marta panuje nad ogniem, Cathy trochę nad powietrzem, a ja i Seba siła umysłu
Tylko walić głową w ścianę i patrzeć co dłużej wytrzyma...
- Marta i Catherine. Wy macie o tyle łatwiej, że żywioły nie stawiają oporu. Poćwiczcie na manekinach. Aha, nie rozwalcie ich, przydadzą się na kolejnych lekcjach. A co do was, to będzie ciężej. - westchnęłam. Pan Naconi zrobił to specjalnie, żeby mnie upokorzyć przed ludźmi... - Musicie się nauczyć przejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Ty, Nat, już mniej więcej wiesz o co chodzi.
- Serio?
- Majstrowałeś raz przy emocjach Carrie. - przypomniałam mu
- Niezbyt wyszło - skrzywił się - Zaraz potem rzuciła kanapą w Briana.
- Jakbyś nie zauważył, niektórych nie powinieneś wkurzać. Ona jest jedną z tych osób.
<Nathaniel?>
Od Seeley do Klary
Poprawiłam czapkę, bo włosy opadły mi na oczy i nic nie widziałam.
-Niestety?-powtórzyłam słowa dziewczyny.
-Taa..-mruknęła jakby od niechcenia. Zerknęłam na nią.
-Nie jest tak źle..-zastanowiłam się chwile-W sumie to ja chyba nie powinnam się wypowiadać-zaśmiałam się.
-Dlaczego?-spytała, a w jej głosie wyczułam nutkę zaciekawienia, która błyskawicznie zniknęła.
-Jestem zapisana, ale na zajęcia nie uczęszczam.. Zbyt często-skrzywiłam się ze śmiechem-W ogóle rzadko tu bywam..
-Aha-odparła beznamiętnie. Wzniosłam oczy do nieba i zapytałam
-A ty co taka ponura? Ponurakiem chcesz zostać?-zaśmiałam się.
-Nic nie wiesz-powiedziała zła. Popatrzyłam na nią zaciekawiona.
-I vice versa-odparłam. To chyba trochę zdziwiło Klarę, bo przystanęła na moment. Przyjrzała mi się i bez słowa ruszyła dalej. Ja jednak nadal stałam w miejscu.
-Lubisz las?-zapytałam, a ona zatrzymała się w pół kroku.
-Dlaczego pytasz?-nawet nie odwróciła głowy. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Strzelam.. Wilkołaki chyba lubą lasy, prawda..?-zmrużyłam oczy. Klara odwróciła się, a w jej oczach widziałam pytanie. Wzruszyłam ramionami-Wilk wilka wyczuje. To jak? Idziemy pobiegać?
Klara?
-Niestety?-powtórzyłam słowa dziewczyny.
-Taa..-mruknęła jakby od niechcenia. Zerknęłam na nią.
-Nie jest tak źle..-zastanowiłam się chwile-W sumie to ja chyba nie powinnam się wypowiadać-zaśmiałam się.
-Dlaczego?-spytała, a w jej głosie wyczułam nutkę zaciekawienia, która błyskawicznie zniknęła.
-Jestem zapisana, ale na zajęcia nie uczęszczam.. Zbyt często-skrzywiłam się ze śmiechem-W ogóle rzadko tu bywam..
-Aha-odparła beznamiętnie. Wzniosłam oczy do nieba i zapytałam
-A ty co taka ponura? Ponurakiem chcesz zostać?-zaśmiałam się.
-Nic nie wiesz-powiedziała zła. Popatrzyłam na nią zaciekawiona.
-I vice versa-odparłam. To chyba trochę zdziwiło Klarę, bo przystanęła na moment. Przyjrzała mi się i bez słowa ruszyła dalej. Ja jednak nadal stałam w miejscu.
-Lubisz las?-zapytałam, a ona zatrzymała się w pół kroku.
-Dlaczego pytasz?-nawet nie odwróciła głowy. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Strzelam.. Wilkołaki chyba lubą lasy, prawda..?-zmrużyłam oczy. Klara odwróciła się, a w jej oczach widziałam pytanie. Wzruszyłam ramionami-Wilk wilka wyczuje. To jak? Idziemy pobiegać?
Klara?
Od Sebastiana do Allyson
-A więc miło poznać- powiedziałem
-Tak, mi również- odrzekła
-Śpieszysz się gdzieś, że tak na wszystkich wpadasz?-zaśmiałem się
-Jesteś wszystkimi?-uniosła brew
-Wiesz, jak już tak mówisz-zaśmiałem się.- Nie no, ja oczywiście się cieszę.
-A może to ty znikąd pojawiłeś się na drodze?
-Moja wspaniałość i nadtarczyczność jest tak wielka?-uśmiechnąłem się.
-Co tam masz?-spytała
-Tylko kilka laptopów i zużytych telefonów. A czytasz coś ciekawego?
Alysson?
-Tak, mi również- odrzekła
-Śpieszysz się gdzieś, że tak na wszystkich wpadasz?-zaśmiałem się
-Jesteś wszystkimi?-uniosła brew
-Wiesz, jak już tak mówisz-zaśmiałem się.- Nie no, ja oczywiście się cieszę.
-A może to ty znikąd pojawiłeś się na drodze?
-Moja wspaniałość i nadtarczyczność jest tak wielka?-uśmiechnąłem się.
-Co tam masz?-spytała
-Tylko kilka laptopów i zużytych telefonów. A czytasz coś ciekawego?
Alysson?
Od Catherine
Chodziłam niepewnie po Akademii. Znałam tu tylko Alysson i Briana, ale nie ciągnęło mnie do innych. Wręcz przeciwnie - starałam się unikać innych. Do towarzyskich już nie należałam.
Przed sobą wyczułam drzwi, chyba wejściowe. Musnęłam je palcami. Drewno. Otworzyłam je ostrożnie. Poczułam zmieszany zapach igieł, liści... las. Zeszłam po schodach i ruszyłam w gąszcz. Omijałam wszystkie dziury, uchylałam się przed gałęziami...
Miałam i tak szczęście, że mogłam coś wyczuć. Inni niewidomi byli zdani na innych, a ja mogłam się w miarę swobodnie poruszać i udawać, że widzę. Chociaż kolorów i tak nigdy nie będzie mi dane zobaczyć...
Dotarłam do wodospadu. Przysiadłam na skałce w miejscu gdzie woda płynęła wolniej, zdjęłam buty i wsunęłam stopy w wodę. Była zimna, ale nie lodowata.
Usłyszałam szybkie bicie serca, coś pomiędzy ludzkim, a ptasim. Dźwięk serca zmiennokształtnego. Jednak nie w ludzkiej postaci, bo czułam, że zbliża się do mnie coś psowatego. Odwróciłam w stronę stworzenia twarz i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Poczułam jak wilgotny nos muska moją dłoń. Po chwili, jak się zorientowałam, wilk nadstawił łeb do pieszczot. Uśmiechnęłam się lekko i podrapałam go za uchem.
- Jak się nazywasz? - spytałam cicho. Przy ludziach nie miałam odwagi, ale wilki lubiłam. Z głębi gardła wilczura wydobyło się mruknięcie. - Jestem Catherine. Ty też się uczysz w Akademii?
<Seeley?>
Przed sobą wyczułam drzwi, chyba wejściowe. Musnęłam je palcami. Drewno. Otworzyłam je ostrożnie. Poczułam zmieszany zapach igieł, liści... las. Zeszłam po schodach i ruszyłam w gąszcz. Omijałam wszystkie dziury, uchylałam się przed gałęziami...
Miałam i tak szczęście, że mogłam coś wyczuć. Inni niewidomi byli zdani na innych, a ja mogłam się w miarę swobodnie poruszać i udawać, że widzę. Chociaż kolorów i tak nigdy nie będzie mi dane zobaczyć...
Dotarłam do wodospadu. Przysiadłam na skałce w miejscu gdzie woda płynęła wolniej, zdjęłam buty i wsunęłam stopy w wodę. Była zimna, ale nie lodowata.
Usłyszałam szybkie bicie serca, coś pomiędzy ludzkim, a ptasim. Dźwięk serca zmiennokształtnego. Jednak nie w ludzkiej postaci, bo czułam, że zbliża się do mnie coś psowatego. Odwróciłam w stronę stworzenia twarz i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Poczułam jak wilgotny nos muska moją dłoń. Po chwili, jak się zorientowałam, wilk nadstawił łeb do pieszczot. Uśmiechnęłam się lekko i podrapałam go za uchem.
- Jak się nazywasz? - spytałam cicho. Przy ludziach nie miałam odwagi, ale wilki lubiłam. Z głębi gardła wilczura wydobyło się mruknięcie. - Jestem Catherine. Ty też się uczysz w Akademii?
<Seeley?>
Od Klary do Seeley
Od początku wiedziałam, że ta szkoła mi się nie spodoba. Nie podejrzewałam jednak, że z godziny na godzinę będzie coraz gorzej.
- Ale śmieszne - warknęłam na dziewczynę, przez którą się przewróciłam. Mimo wszystko również wyciągnęłam do niej rękę i się przedstawiłam - rodzice nauczyli mnie dobrych manier. - Jestem Klara.
- Nowa, co nie? - Seeley uśmiechnęła się szelmowsko. Powiem szczerze - nie poczułam do niej większej sympatii niż do Carrie, tamta jednak jasno mi wyjaśniła, że powinnam nawiązać z kimś znajomość.
- Niestety - mruknęłam i razem ruszyłyśmy korytarzem. Zapowiadało się, że nasza rozmowa nie zakończy się szybko...
Seeley?
Od Klary do Carrie
- Dlaczego mnie oceniasz skoro nawet mnie nie znasz? - Zapytałam Carrie, siadając obok niej. Byłam zła, że dziewczyna, która nic o mnie nie wie, wtrąca się w moje życie, tłumacząc, że ona była taka sama.
- Uwierz mi, że cię rozumiem - powiedziała, uśmiechając się lekko. Może powinnam w tej chwili się do niej przekonać i opowiedzieć wreszcie komuś o tym co czuję, jednak nie potrafiłam...
- Nie, nic nie rozumiesz - odpowiedziałam, po czym potrząsnęłam przecząco głową. - Na pewno nie wiesz jak to jest stracić najbliższą ci osobę...
Carrie?
- Uwierz mi, że cię rozumiem - powiedziała, uśmiechając się lekko. Może powinnam w tej chwili się do niej przekonać i opowiedzieć wreszcie komuś o tym co czuję, jednak nie potrafiłam...
- Nie, nic nie rozumiesz - odpowiedziałam, po czym potrząsnęłam przecząco głową. - Na pewno nie wiesz jak to jest stracić najbliższą ci osobę...
Carrie?
Od Seeley
Siedziałam na korytarzu oparta o ścianę. Czapkę nasunęłam na oczy i skrzyżowałam ręce. Wiedziałam, że choć jest dzień i mam krótkie nogi to ktoś najpewniej potknie się o nie i wyrżnie jak długi na posadzce. Nasłuchiwałam kroków przez dłuższy czas, a potem chyba mi się trochę przysnęło. Ocknęłam się słysząc pisk jakiejś dziewczyny. Zanim się zorientowałam co się dzieje usłyszałam głuchy łomot. Poprawiłam sobie czapkę i popatrzyłam na dziewczynę, która leżała plackiem na podłodze korytarza. Parsknęłam śmiechem i szturchnęłam ją.
-Hej.. Nic ci nie jest?-zaśmiałam się. Dziewczyna jęknęła i powoli podniosła się. Popatrzyła na mnie i posłała mi mordercze spojrzenie. Widząc to parsknęłam ponownie śmiechem.
-Nic ci nie jest-powiedziałam z uśmiechem mierząc ją wzrokiem-Seeley jestem-wyciągnęłam do niej rękę.
Klara? Nie umiem zaczynać ;-;
Od Alysson do Carrie
- Wszystko dobrze, jak zwykle nuda na lekcjach. - powiedziałam patrząc na wampirzyce.
- Skąd ja to znam. - mruknęła.
- Co robisz po lekcjach? - spytałam ją.
- Nic jeszcze nie planowałam. - odpowiedziała. - A czemu pytasz?
- Pytam się dlatego, bo chcę spędzić trochę czasu z przyjaciółką - powiadomiłam ją, uśmie bając się.
- A, o będziemy robiły? - zapytała zaciekawiona.
- Jeszcze się coś wymyśli. - rzekłam.
(Carrie ?)
- Skąd ja to znam. - mruknęła.
- Co robisz po lekcjach? - spytałam ją.
- Nic jeszcze nie planowałam. - odpowiedziała. - A czemu pytasz?
- Pytam się dlatego, bo chcę spędzić trochę czasu z przyjaciółką - powiadomiłam ją, uśmie bając się.
- A, o będziemy robiły? - zapytała zaciekawiona.
- Jeszcze się coś wymyśli. - rzekłam.
(Carrie ?)
Od Marry do Nathaniela
- Może teraz ja pokażę ci jakieś ciekawe miejsce ? - Zaproponowałam
- Ok - Przytaknął Nathaniel - A gdzie idziemy ?
- W bardzo fajne miejsce - Odparłam tajemniczo,po czym wyszliśmy z pokoju
Wyszliśmy z budynku Akademii i kierowaliśmy się w stronę lasu,przeszliśmy dużą jego część gdy dotarliśmy tego miejsca.Był to zwykły kawałek lasu,aczkolwiek ten kawałek lasu był od dawna odwiedzany przez łowców.Na drzewie wisiała stara strzelnica s setkami dziur po strzałach.Nathaniel najwyraźniej był zaskoczony.Podeszłam do jednego z niższych drzew i ściągnęłam z jego gałęzi łuk
- Będziesz strzelać ? - Zapytała wciąż zdziwiony Chłopak
- Ty też - Odpowiedziałam z uśmiechem,a następnie wyciągnęłam z tarczy cztery strzały.Odeszłam spory kawałek od tarczy i postawiłam obok siebie Nathaniela.Naciągnęłam linkę i strzeliłam pierwszą strzałę trafiłam prawie w środek.Strzeliłam po raz drugi i po celowałam w sam środek tarczy.Natomiast trzecią strzałą trafiłam w środek drugiej która została rozpołowiona
- Dobrze ci idzie - Przyznał Nat gdy odwróciłam się do niego
- Dziękuję - Odpowiedziałam szeroko się uśmiechając - Ćwiczę od dzieciństwa
- Nie sądziłem,że taka spojona osoba jak ty może interesować się strzelaniem
- Geny - Odparłam krótko po czym dodałam - Znalazłam to miejsce na jednym z moich pierwszy spacerów po tym lesie a,że jestem Łowcą to jako§ tak nie mogę się powstrzymać,żeby czasem nie postrzelać.Jakoś mnie do tęgo ciągnie chociaż niewiem dlaczego,to na pewno geny
Nathaniel jeszcze chwilę się nie odzywał,ale mój głos przerwał tą ciszę
- Teraz ty - Zaśmiałam się - Zaraz ci wszystko wytłumaczę
Gdy Nathaniel był już po krótkiej wstępnej teorii,dałam mu łuk i stanęłam między Nathanielem a łukiem.Moją ręką ustawiłam odpowiednio jego rękę tak jak powinien to trzymać.Po paru nietrafnych strzałach Nathaniel zaczął trafiać w tarczę
( Nathaniel ? )
- Ok - Przytaknął Nathaniel - A gdzie idziemy ?
- W bardzo fajne miejsce - Odparłam tajemniczo,po czym wyszliśmy z pokoju
Wyszliśmy z budynku Akademii i kierowaliśmy się w stronę lasu,przeszliśmy dużą jego część gdy dotarliśmy tego miejsca.Był to zwykły kawałek lasu,aczkolwiek ten kawałek lasu był od dawna odwiedzany przez łowców.Na drzewie wisiała stara strzelnica s setkami dziur po strzałach.Nathaniel najwyraźniej był zaskoczony.Podeszłam do jednego z niższych drzew i ściągnęłam z jego gałęzi łuk
- Będziesz strzelać ? - Zapytała wciąż zdziwiony Chłopak
- Ty też - Odpowiedziałam z uśmiechem,a następnie wyciągnęłam z tarczy cztery strzały.Odeszłam spory kawałek od tarczy i postawiłam obok siebie Nathaniela.Naciągnęłam linkę i strzeliłam pierwszą strzałę trafiłam prawie w środek.Strzeliłam po raz drugi i po celowałam w sam środek tarczy.Natomiast trzecią strzałą trafiłam w środek drugiej która została rozpołowiona
- Dobrze ci idzie - Przyznał Nat gdy odwróciłam się do niego
- Dziękuję - Odpowiedziałam szeroko się uśmiechając - Ćwiczę od dzieciństwa
- Nie sądziłem,że taka spojona osoba jak ty może interesować się strzelaniem
- Geny - Odparłam krótko po czym dodałam - Znalazłam to miejsce na jednym z moich pierwszy spacerów po tym lesie a,że jestem Łowcą to jako§ tak nie mogę się powstrzymać,żeby czasem nie postrzelać.Jakoś mnie do tęgo ciągnie chociaż niewiem dlaczego,to na pewno geny
Nathaniel jeszcze chwilę się nie odzywał,ale mój głos przerwał tą ciszę
- Teraz ty - Zaśmiałam się - Zaraz ci wszystko wytłumaczę
Gdy Nathaniel był już po krótkiej wstępnej teorii,dałam mu łuk i stanęłam między Nathanielem a łukiem.Moją ręką ustawiłam odpowiednio jego rękę tak jak powinien to trzymać.Po paru nietrafnych strzałach Nathaniel zaczął trafiać w tarczę
( Nathaniel ? )
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Od Carrie do Alysson
-Dlaczego odrazu, że coś knuję z Selene- uśmiechnęłam się - Knuję coś sama.
-Ale co?- spojrzała na mnie.
-Spokojnie, nie masz się czym martwić - mrugnęłam do niej- Idę spać - wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wsiąść szybki prysznic po czym położyłam się na łóżku.
**********************************************
Następnego dnia obudziłam się koło piątej i postanowiłam już na dobre wstać . Ubrałam się i cicho wyszłam z pokoju .
********************************************
Po lekcjach spotkałam się z Alice z szerokim uśmiechem.
-Jak tam mija dzień?
Alysson?
-Ale co?- spojrzała na mnie.
-Spokojnie, nie masz się czym martwić - mrugnęłam do niej- Idę spać - wstałam z łóżka i poszłam do łazienki wsiąść szybki prysznic po czym położyłam się na łóżku.
**********************************************
Następnego dnia obudziłam się koło piątej i postanowiłam już na dobre wstać . Ubrałam się i cicho wyszłam z pokoju .
********************************************
Po lekcjach spotkałam się z Alice z szerokim uśmiechem.
-Jak tam mija dzień?
Alysson?
Od Brian'a do Alysson
Dziewczyna mnie trochę zaskoczyła.
- Co nic nie gadasz? - zapytała.
- Mówiłaś, że to dla ciebie nowość. - uśmiechnąłem się.
- No, bo to prawda.
- Szybko się przyzwyczajasz.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Powoli zaczęło się ściemniać.
- Alysson, musimy wracać do Akademii. - powiedziałem po chwili.
- Szkoda, ze tak szybko. - odpowiedziała podnosząc się z ziemi. Podałem jej rękę, pomagając wstać. Skierowaliśmy się w stronę budynku. Przy bramie stali strażnicy.
- Chyba się trochę spóźniliśmy. - mruknąłem.
- I co teraz zrobimy?
- Pójdziemy inną drogą. - dziewczyna popatrzyła na mnie pytająco. - Zobaczysz zaraz. Poszliśmy dalej od straży, przechodząc do lasu. Po chwili podeszliśmy drzewa, opartego o ogrodzenie. Podałem Alysson rękę, by mogła bezpiecznie wejść na nie, a następnie przeskoczyć bramę.
Gdy byliśmy już po drugiej stronie, podeszliśmy na dziedziniec, a następnie do pokoju uczniów. Najpierw odprowadziłem Alysson. Pod drzwiami jej pokoju, pocałowałem ją na pożegnanie i wróciłem do swojego pokoju. Był w nim Nathaniel i chłopak, którego wcześniej nie widziałem. Pewnie jest nowy. Poruszyłem swoje zmysły już na progu. Zmiennokształtny.
- Jak tam randka? - zapytał Nathaniel. Na jego pytanie tylko się uśmiechnąłem. Jednak nie chciałem rozmawiać o jej przebiegu.
- Każdy już o tym wie?
- Yy.... - Mój współlokator po chwili dokończył swoja wiadomość. - Przy odrobinie szczęścia twój ojciec powinien o tym nie wiedzieć. - Niech to ch... zapomniałem o tym całkowicie. Postanowiłem pomyśleć o tym później. Na razie chciałem zmienić temat.
- A tak przy okazji. - podszedłem do chłopaka siedzącego na łóżku. - Jestem Brian Naconi. - powiedziałem wyciągając rękę na przywitanie.
Ivan? Nathaniel? Alysson?
- Co nic nie gadasz? - zapytała.
- Mówiłaś, że to dla ciebie nowość. - uśmiechnąłem się.
- No, bo to prawda.
- Szybko się przyzwyczajasz.
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Powoli zaczęło się ściemniać.
- Alysson, musimy wracać do Akademii. - powiedziałem po chwili.
- Szkoda, ze tak szybko. - odpowiedziała podnosząc się z ziemi. Podałem jej rękę, pomagając wstać. Skierowaliśmy się w stronę budynku. Przy bramie stali strażnicy.
- Chyba się trochę spóźniliśmy. - mruknąłem.
- I co teraz zrobimy?
- Pójdziemy inną drogą. - dziewczyna popatrzyła na mnie pytająco. - Zobaczysz zaraz. Poszliśmy dalej od straży, przechodząc do lasu. Po chwili podeszliśmy drzewa, opartego o ogrodzenie. Podałem Alysson rękę, by mogła bezpiecznie wejść na nie, a następnie przeskoczyć bramę.
Gdy byliśmy już po drugiej stronie, podeszliśmy na dziedziniec, a następnie do pokoju uczniów. Najpierw odprowadziłem Alysson. Pod drzwiami jej pokoju, pocałowałem ją na pożegnanie i wróciłem do swojego pokoju. Był w nim Nathaniel i chłopak, którego wcześniej nie widziałem. Pewnie jest nowy. Poruszyłem swoje zmysły już na progu. Zmiennokształtny.
- Jak tam randka? - zapytał Nathaniel. Na jego pytanie tylko się uśmiechnąłem. Jednak nie chciałem rozmawiać o jej przebiegu.
- Każdy już o tym wie?
- Yy.... - Mój współlokator po chwili dokończył swoja wiadomość. - Przy odrobinie szczęścia twój ojciec powinien o tym nie wiedzieć. - Niech to ch... zapomniałem o tym całkowicie. Postanowiłem pomyśleć o tym później. Na razie chciałem zmienić temat.
- A tak przy okazji. - podszedłem do chłopaka siedzącego na łóżku. - Jestem Brian Naconi. - powiedziałem wyciągając rękę na przywitanie.
Ivan? Nathaniel? Alysson?
Od Carrie do Brian'a
Następnego dnia miałam lepszy humor. Trochę czułam się źle po tym jak nakrzyczałam na Briana.
Po lekcjach poszłam do biblioteki i usiadłam na najwyższej biblioteczce. Wyjęłam wcześniej książkę i zaczęłam ją przeglądać.
Po chwili usłyszałam jak ktoś się spina po regałach.
-Co czytasz?- zapytał Brain siadając naprzeciwko mnie.
-Sama nie wiem- spojrzałam na niego- Chciałam cię przeprosić za to, że na ciebie nakrzyczałam - westchnęłam- Chyba jakieś romansidło ,wzięłam pierwszą lepszą rzecz z półki - spojrzałam na niego w półuśmiechu...
Brian?
Po lekcjach poszłam do biblioteki i usiadłam na najwyższej biblioteczce. Wyjęłam wcześniej książkę i zaczęłam ją przeglądać.
Po chwili usłyszałam jak ktoś się spina po regałach.
-Co czytasz?- zapytał Brain siadając naprzeciwko mnie.
-Sama nie wiem- spojrzałam na niego- Chciałam cię przeprosić za to, że na ciebie nakrzyczałam - westchnęłam- Chyba jakieś romansidło ,wzięłam pierwszą lepszą rzecz z półki - spojrzałam na niego w półuśmiechu...
Brian?
Od Alysson do Brian'a
Spojrzałam zdziwiona na mojego chłopaka, który obserwował mnie bacznie. Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie przepraszaj mnie. TO ja powinnam przeprosić Cię za moją reakcję - powiedziałam, wbijając wzrok w swoje nogi. - Po prostu to dla mnie nowość. Może miałam kilku chłopaków, ale to była zawsze, przelotna znajomość.
- Nic się nie stało. - szepnął. Przybliżyłam się do wampira i to ja go pocałowałam znienacka. Po chwili przerwałam pocałunek i uśmiechając się spojrzałam, na zaskoczonego Brian'a.
- CO nic nie gadasz? - spytałam go i walnęłam go łokciem w żebra. On się trochę skrzywił z bólu, ale nie chciał tego okazywać.Nie wyszło mu to.
( Brian ? )
- Nie przepraszaj mnie. TO ja powinnam przeprosić Cię za moją reakcję - powiedziałam, wbijając wzrok w swoje nogi. - Po prostu to dla mnie nowość. Może miałam kilku chłopaków, ale to była zawsze, przelotna znajomość.
- Nic się nie stało. - szepnął. Przybliżyłam się do wampira i to ja go pocałowałam znienacka. Po chwili przerwałam pocałunek i uśmiechając się spojrzałam, na zaskoczonego Brian'a.
- CO nic nie gadasz? - spytałam go i walnęłam go łokciem w żebra. On się trochę skrzywił z bólu, ale nie chciał tego okazywać.Nie wyszło mu to.
( Brian ? )
Od Marty do Ivan'a
-Właśnie, to tutaj- wskazał mi drzwi
-Dzięki za pomoc. Nara-powiedziałam i otworzyłam drzwi. Chłopak zaczął odchodzić. Stanęłam na progu. Przypomniałam sobie słowa Phil'a : „Znajdź przyjaciół. Starzy już cię nie odwiedzą”. Rozumiałam wszystko. Ten cap miał rację. Ekh! Pewnie się za to zabiję ale mówi się trudno.
-Ivan!-krzyknęłam
-Hm?-odwrócił się
-Chcesz wiedzieć o co mi chodziło z tym drugim? To za 10 minut przy wyjściu. Pójdziemy pobiegać- uśmiechnęłam się i zniknęłam w pokoju. Nie czekałam na jego odpowiedz. Wisiało mi to.
Zamknęłam drzwi i odłożyłam torbę na łóżku. Wiedziałam, że mam współlokatorki. Usiadłam i wyjęłam papiery.
-No proszę, nawet akta moich współlokatorek...- zaczęłam czytać papiery - Marcy Michaelson. Co tu o niej mamy... Urodzona w Houston, w wieku 15-stu lat odkryła kim jest. Okey, nic nadzwyczajnego. Łowca, który czuje pociąg do zabijania wampirów i wilkołaków... Może ją polubię jako koleżankę z pokoju. Ech, zawsze mi trudno było nawiązywać przyjaźnie. Druga to Seeley Sparks. Dostojna rodzina i córka sprawiająca kłopoty. Znałam takie. Fajne charaktery. No cóż. Nawet dobrze się zaczyna to wszystko. I miło, że oczywiście dali mi akta . Jakbym sama nie mogła nawiązać kontaktów. Co ja mówię! Przecież nie potrafię!- mówiłam do siebie. Wstałam i rzuciłam teczkę na moje łóżko. Wyleciało z niej zdjęcie. Wzięłam je do ręki. Drugą zasłoniłam usta. To zdjęcie zrobione było prawe rok temu. Byłam tam ja, Phil, Nick i...Stev. Kilka tygodni po tym jak mnie uratowali. Po co Coulson mi je dał? Odwróciłam je. Była tam przylepiona karteczka „Stev nalegał abym ci to dał”. Ściągnęłam ją. Na tyle zdjęcia był napis „Nie zamierzam być dupkiem, pamiętasz jak o tym rozmawialiśmy?” ~Stev
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Otworzyłam walizkę. Była tam ramka. Jak miło, zadbał o wszystko, tylko że już go nie zobaczę. Teraz muszę być w akademii. Papa agencjo...
Włożyłam zdjęcie do ramki, a papiery z powrotem do teczki. Odłożyłam prezent od przyjaciela na półkę i przebrałam się w strój. Wyszłam na spotkanie z Ivan'em...
Ivan?
-Dzięki za pomoc. Nara-powiedziałam i otworzyłam drzwi. Chłopak zaczął odchodzić. Stanęłam na progu. Przypomniałam sobie słowa Phil'a : „Znajdź przyjaciół. Starzy już cię nie odwiedzą”. Rozumiałam wszystko. Ten cap miał rację. Ekh! Pewnie się za to zabiję ale mówi się trudno.
-Ivan!-krzyknęłam
-Hm?-odwrócił się
-Chcesz wiedzieć o co mi chodziło z tym drugim? To za 10 minut przy wyjściu. Pójdziemy pobiegać- uśmiechnęłam się i zniknęłam w pokoju. Nie czekałam na jego odpowiedz. Wisiało mi to.
Zamknęłam drzwi i odłożyłam torbę na łóżku. Wiedziałam, że mam współlokatorki. Usiadłam i wyjęłam papiery.
-No proszę, nawet akta moich współlokatorek...- zaczęłam czytać papiery - Marcy Michaelson. Co tu o niej mamy... Urodzona w Houston, w wieku 15-stu lat odkryła kim jest. Okey, nic nadzwyczajnego. Łowca, który czuje pociąg do zabijania wampirów i wilkołaków... Może ją polubię jako koleżankę z pokoju. Ech, zawsze mi trudno było nawiązywać przyjaźnie. Druga to Seeley Sparks. Dostojna rodzina i córka sprawiająca kłopoty. Znałam takie. Fajne charaktery. No cóż. Nawet dobrze się zaczyna to wszystko. I miło, że oczywiście dali mi akta . Jakbym sama nie mogła nawiązać kontaktów. Co ja mówię! Przecież nie potrafię!- mówiłam do siebie. Wstałam i rzuciłam teczkę na moje łóżko. Wyleciało z niej zdjęcie. Wzięłam je do ręki. Drugą zasłoniłam usta. To zdjęcie zrobione było prawe rok temu. Byłam tam ja, Phil, Nick i...Stev. Kilka tygodni po tym jak mnie uratowali. Po co Coulson mi je dał? Odwróciłam je. Była tam przylepiona karteczka „Stev nalegał abym ci to dał”. Ściągnęłam ją. Na tyle zdjęcia był napis „Nie zamierzam być dupkiem, pamiętasz jak o tym rozmawialiśmy?” ~Stev
Uśmiechnęłam się mimowolnie. Otworzyłam walizkę. Była tam ramka. Jak miło, zadbał o wszystko, tylko że już go nie zobaczę. Teraz muszę być w akademii. Papa agencjo...
Włożyłam zdjęcie do ramki, a papiery z powrotem do teczki. Odłożyłam prezent od przyjaciela na półkę i przebrałam się w strój. Wyszłam na spotkanie z Ivan'em...
Ivan?
Od Christopher'a do Marcy
-Zanim tu trafiłem - zamyśliłem się - Mieszkałem w rodzinie typowych Czarodziei . Nie szła mi nauka magii, więc rodzice mnie wysłali do tej szkoły... To chyba cała moja historia...
Marcy uśmiechnęła pijąc wodę.
A teraz ty- spojrzałem na nią. Co robiłaś dotychczas dopóki nie przyszłaś do akademii...
Marcy? Przepraszam, że takie krótkie.
Marcy uśmiechnęła pijąc wodę.
A teraz ty- spojrzałem na nią. Co robiłaś dotychczas dopóki nie przyszłaś do akademii...
Marcy? Przepraszam, że takie krótkie.
Od Nathaniel'a do Marry
-Hej- powiedziałem do współlokatorki Marry.
Podszedłem do biurka gdzie siedziała i zakryłem jej oczy. Dziewczyna zdjęła słuchawki.
-Mel?- zapytała.
-Nie- uśmiechnąłem się do niej.
-Nathaniel!- zdjęła moje ręce z jej oczu.
-Po raz kolejny cię porywam- odparłem - Gdzie jeszcze nie byłaś...?- zapytałem siebie.
-Wiem, idziemy na polne- pociągnąłem ją za rękę...
Marry?
Podszedłem do biurka gdzie siedziała i zakryłem jej oczy. Dziewczyna zdjęła słuchawki.
-Mel?- zapytała.
-Nie- uśmiechnąłem się do niej.
-Nathaniel!- zdjęła moje ręce z jej oczu.
-Po raz kolejny cię porywam- odparłem - Gdzie jeszcze nie byłaś...?- zapytałem siebie.
-Wiem, idziemy na polne- pociągnąłem ją za rękę...
Marry?
Od Briana do Alysson
Alysson miała rację.
- Wolałbym się dowiedzieć od ciebie. - powiedziałem.
- Jak myślisz... - dziewczyna zaczęła mówić po chwili. - Czy możliwy jest związek wilkołaka i wampira?
- Tak. - pwoeidziałem
Dziewczyna wydawała się zaskoczona.
- Na prawdę? - zapytała. - Przecież nasze rasy od wieków toczyły wojnę.
- Tak, masz rację. Ale teraz mamy pokój. - tłumaczyłem dalej. - Jeśli by go nie było, nie umieściliby wilkołaków i wampirów w jednym budynku. - uśmiechnąłem się.
- No tak.
Patrzyliśmy tak chwile na jezioro. Dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy rozmawiać na jakiś temat. Po chwili patrzyliśmy sobie w oczy. Wtedy coś mnie tknęło i... i pocałowałem ją.
Nie wiedziałem, czy zrobiłem coś nie tak, bo Alysson nic nie mówiła. Jednak wolałem z góry przeprosić.
- Przepraszam za to. - powiedziałem nieśmiało. Obym tylko tego nie zepsuł.
Alysson?
- Wolałbym się dowiedzieć od ciebie. - powiedziałem.
- Jak myślisz... - dziewczyna zaczęła mówić po chwili. - Czy możliwy jest związek wilkołaka i wampira?
- Tak. - pwoeidziałem
Dziewczyna wydawała się zaskoczona.
- Na prawdę? - zapytała. - Przecież nasze rasy od wieków toczyły wojnę.
- Tak, masz rację. Ale teraz mamy pokój. - tłumaczyłem dalej. - Jeśli by go nie było, nie umieściliby wilkołaków i wampirów w jednym budynku. - uśmiechnąłem się.
- No tak.
Patrzyliśmy tak chwile na jezioro. Dziewczyna oparła głowę na moim ramieniu. Zaczęliśmy rozmawiać na jakiś temat. Po chwili patrzyliśmy sobie w oczy. Wtedy coś mnie tknęło i... i pocałowałem ją.
Nie wiedziałem, czy zrobiłem coś nie tak, bo Alysson nic nie mówiła. Jednak wolałem z góry przeprosić.
- Przepraszam za to. - powiedziałem nieśmiało. Obym tylko tego nie zepsuł.
Alysson?
Od Seeley do Christopher'a
Patrzyłam na niego w osłupieniu nie mogąc wykrztusić ani słowa, ani nawet się poruszyć. Po chwili pokręciłam głową i zanurkowałam do samego dna. Przepłynęłam pod chłopakiem i wynurzyłam się pod spadającą w góry wodą. Odzyskałam panowanie nad sobą dopiero pod naciskiem wody. Widziałam jak Christopher uważnie mnie obserwuje. Podpłynęłam do niego, bardzo blisko.
-Nie mam ci za złe.. Niczego..-spojrzałam w wodę, a po chwili podniosłam wzrok na chłopaka-A za ramię dziękuję.. Nie byłam zła tylko..-pocałowałam go lekko w usta i odpłynęłam kawałek kręcąc głową-Mniejsza o to..-położyłam się na plecach.
-Dobrze..-mruknął i stanął koło mnie. Zamknęłam oczy i zaczęłam się nagle śmiać. Śmiałam się tak bardzo, że nagle zanurzyłam się pod wodę, która szybko dostała mi się do płuc. Zaczęłam się krztusić i śmiać jednocześnie. Nagle poczułam jak ktoś wyciąga mnie spod wody. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Christopher'a. Wyglądał na wystraszonego.. Tak trochę. Uśmiechnęłam się do niego nadal kaszląc.
-Wszystko okey. Trochę wody mi się wlało do płuc-skrzywiłam się i znowu zakaszlałam-Chodź do jaskini-powiedziałam i popłynęłam za wodospad. Wyszłam na skały w jaskini, które znajdowały się ponad wodą. Po chwili zza wodospadu wyłonił się Chris. Uśmiechnęłam się na jego widok. Zanim wszedł na skały zagrodziłam mu drogę. Dłonią zakryłam tatuaż na biodrze, tak na wszelki wypadek..
-Dlaczego mnie szukałeś, hmmm?-zmrużyłam oczy i uśmiechnęłam się chytrze-I niby dlaczego nie mogłeś się powstrzymać?
Chris? Nie miałam pomysłu dlatego takie do d.. Beznadziejne ;___;
-Nie mam ci za złe.. Niczego..-spojrzałam w wodę, a po chwili podniosłam wzrok na chłopaka-A za ramię dziękuję.. Nie byłam zła tylko..-pocałowałam go lekko w usta i odpłynęłam kawałek kręcąc głową-Mniejsza o to..-położyłam się na plecach.
-Dobrze..-mruknął i stanął koło mnie. Zamknęłam oczy i zaczęłam się nagle śmiać. Śmiałam się tak bardzo, że nagle zanurzyłam się pod wodę, która szybko dostała mi się do płuc. Zaczęłam się krztusić i śmiać jednocześnie. Nagle poczułam jak ktoś wyciąga mnie spod wody. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą twarz Christopher'a. Wyglądał na wystraszonego.. Tak trochę. Uśmiechnęłam się do niego nadal kaszląc.
-Wszystko okey. Trochę wody mi się wlało do płuc-skrzywiłam się i znowu zakaszlałam-Chodź do jaskini-powiedziałam i popłynęłam za wodospad. Wyszłam na skały w jaskini, które znajdowały się ponad wodą. Po chwili zza wodospadu wyłonił się Chris. Uśmiechnęłam się na jego widok. Zanim wszedł na skały zagrodziłam mu drogę. Dłonią zakryłam tatuaż na biodrze, tak na wszelki wypadek..
-Dlaczego mnie szukałeś, hmmm?-zmrużyłam oczy i uśmiechnęłam się chytrze-I niby dlaczego nie mogłeś się powstrzymać?
Chris? Nie miałam pomysłu dlatego takie do d.. Beznadziejne ;___;
Od Alysson do Brian'a
Przeszłam przez wielkie krzaki i po chwili zobaczyłam jezioro. Brian nie
mógł wybrać lepszego miejsca. Spojrzałam na Briana i uśmiechnęłam się
do niego.
- Kocham to miejsce - powiedziałam.
- Jednak dobrze wybrałem. - oświadczył i podszedł do mnie. Spojrzałam w jego, piękne oczy. Na jego twarzy gościł inny uśmiech. Już nie ten arogancki, ale po prostu taki nie typowy, którym moim zdaniem pasował do niego. Złapałam wampira za rękę i poszłam z nim na koniec kładki. Usiadłam na niej tak, że moje nogi zwisały. Brian usiadł obok mnie i nadal trzymał moją rękę. Oparłam swoją głowę na ramieniu mojego chłopaka i wpatrzyłam się w jezioro. Zastanawiałam się, jak długo może przetrwać związek wilkołaka i wampira. I czy jest on dozwolony, ale wiedziałam, że nie. Z zamyślenia wybudził mnie głos wampira.
- O czym myślisz? - spytał mnie.
- Nie ważne, ale i tak możesz to bez przeszkód przeczytać. - odpowiedziałam patrząc się na chłopaka.
( Brian ? )
- Kocham to miejsce - powiedziałam.
- Jednak dobrze wybrałem. - oświadczył i podszedł do mnie. Spojrzałam w jego, piękne oczy. Na jego twarzy gościł inny uśmiech. Już nie ten arogancki, ale po prostu taki nie typowy, którym moim zdaniem pasował do niego. Złapałam wampira za rękę i poszłam z nim na koniec kładki. Usiadłam na niej tak, że moje nogi zwisały. Brian usiadł obok mnie i nadal trzymał moją rękę. Oparłam swoją głowę na ramieniu mojego chłopaka i wpatrzyłam się w jezioro. Zastanawiałam się, jak długo może przetrwać związek wilkołaka i wampira. I czy jest on dozwolony, ale wiedziałam, że nie. Z zamyślenia wybudził mnie głos wampira.
- O czym myślisz? - spytał mnie.
- Nie ważne, ale i tak możesz to bez przeszkód przeczytać. - odpowiedziałam patrząc się na chłopaka.
( Brian ? )
Od Alysson do Carrie
- Wracajmy do Akademii i tak jeszcze pogadamy w pokoju - zauważyłam wstając i otrzepując spodnie.
- Masz rację - powiedziała i poszła w moje ślady. Po chwili szłyśmy w stronę szkoły rozmawiając. Moim zdaniem Carrie coś knuła, tylko nie wiem co. Muszę się tego jak najszybciej dowiedzieć. Po dziesięciu minutach byłyśmy już w pokoju. Rozwaliłam się na swoim łóżku i nadal prowadziłam rozmowę
- Carrie, mam małe pytanie - powiadomiłam wampirzycę.
- Pytaj śmiało, Al.
- Cy ty coś knujesz razem ze Selene? - zapytałam ją niepewnie. Jeśli Selene będzie maczała swoje łapy w jakimś planie Carrie, będzie nie dobre.
( Carrie ? )
- Masz rację - powiedziała i poszła w moje ślady. Po chwili szłyśmy w stronę szkoły rozmawiając. Moim zdaniem Carrie coś knuła, tylko nie wiem co. Muszę się tego jak najszybciej dowiedzieć. Po dziesięciu minutach byłyśmy już w pokoju. Rozwaliłam się na swoim łóżku i nadal prowadziłam rozmowę
- Carrie, mam małe pytanie - powiadomiłam wampirzycę.
- Pytaj śmiało, Al.
- Cy ty coś knujesz razem ze Selene? - zapytałam ją niepewnie. Jeśli Selene będzie maczała swoje łapy w jakimś planie Carrie, będzie nie dobre.
( Carrie ? )
Od Brian'a do Alysson/Catherine
Żle się poczułem, gdy moja dziewczyna tak na mnie nawarczała. Dosłownie. Postanowiłem przeprosić Cath z samego rana.
...........................................................................................................................................
Gdy rano wstałem moi współlokatorowie jeszcze spali. Zdziwiło mnie to trochę, ponieważ zawsze to ja wstawałem ostatni. Dopiero, gdy spojrzałem na telefon zorientowałem się dlaczego tak jest. Byłą dopiero szósta. Nie chciało mi się już spać, więc ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Skierowałem się na dziedziniec. Chciałem usiąść gdzieś i pomyśleć nad tym jak przeprosić Catherine. Jednak nie do końca plany ułożyły się po mojej myśli. Dziewczyna siedziała na murku. Podszedłem do niej po chwili zastanowienia. Tym razem nadal nie wyczuła mojej obecności.
- Hej. - zacząłem, na co ona szybko się odwróciła i prawie pisnęła. - Przepraszam, ze cię wystraszyłem. Nie chciałem. Ogólnie to jestem tu po to, by cię przeprosić za wczoraj.- Nawet nie zauważyłem kiedy podeszła do nas Alysson.
Alysson? Catherine?
...........................................................................................................................................
Gdy rano wstałem moi współlokatorowie jeszcze spali. Zdziwiło mnie to trochę, ponieważ zawsze to ja wstawałem ostatni. Dopiero, gdy spojrzałem na telefon zorientowałem się dlaczego tak jest. Byłą dopiero szósta. Nie chciało mi się już spać, więc ubrałem się i wyszedłem z pokoju. Skierowałem się na dziedziniec. Chciałem usiąść gdzieś i pomyśleć nad tym jak przeprosić Catherine. Jednak nie do końca plany ułożyły się po mojej myśli. Dziewczyna siedziała na murku. Podszedłem do niej po chwili zastanowienia. Tym razem nadal nie wyczuła mojej obecności.
- Hej. - zacząłem, na co ona szybko się odwróciła i prawie pisnęła. - Przepraszam, ze cię wystraszyłem. Nie chciałem. Ogólnie to jestem tu po to, by cię przeprosić za wczoraj.- Nawet nie zauważyłem kiedy podeszła do nas Alysson.
Alysson? Catherine?
Od Marcy do Ivan'a
Po chwili na ramieniu Ivana dostrzegłam małego Lori. Jego duże i wypukłe oczy patrzyły na mnie z ciekawością.
- Jaki śliczny. Mogę go wziąć na ręce? - spytałam podekscytowana.
- Jak Cię nie ugryzie to proszę bardzo - uśmiechnął się.
Wyciągnęłam ręce do małego, puszystego zwierzątka. Odah sam wszedł na mnie. Oglądałam go uważnie. Dopiero po raz drugi widzę ten gatunek. Lori łasił się do mnie a ja powoli go głaskałam. Na koniec podarowałam mu całusa w czubek głowy.
- Już Ci oddaję Twojego przyjaciela - powiedziałam. - Choć najchętniej zatrzymałabym go.
- Tylko mój.
- Oprowadzić Ciebie po akademii? W końcu przybyłeś później niż ja.
Ivan ?
- Jaki śliczny. Mogę go wziąć na ręce? - spytałam podekscytowana.
- Jak Cię nie ugryzie to proszę bardzo - uśmiechnął się.
Wyciągnęłam ręce do małego, puszystego zwierzątka. Odah sam wszedł na mnie. Oglądałam go uważnie. Dopiero po raz drugi widzę ten gatunek. Lori łasił się do mnie a ja powoli go głaskałam. Na koniec podarowałam mu całusa w czubek głowy.
- Już Ci oddaję Twojego przyjaciela - powiedziałam. - Choć najchętniej zatrzymałabym go.
- Tylko mój.
- Oprowadzić Ciebie po akademii? W końcu przybyłeś później niż ja.
Ivan ?
Od Carrie do Klary
-W taki razie...?- zapytała Klara.
-Wierz mi byłam taka sama. Sądziłam, że nie potrzebni mi przyjaciele. Że życie w samotności to moja droga życiową. Bezduszna, chamska, zła... Nawet nie wiesz jak się myliłam. Ale ty dalej siedź w tym świecie - wyszłam z pokoju dumnym krokiem.
Wiedziałam, że te słowa do niej nie dotrą, ponieważ tok temu też bym to olała...
Poszłam trochę ochłonąć nad jezioro. Nie siedziałam tam długo , ponieważ po chwili usłyszałam za sobą kroki.
-Kogo tutaj witamy- powiedziałam do Klary...
Klara?
-Wierz mi byłam taka sama. Sądziłam, że nie potrzebni mi przyjaciele. Że życie w samotności to moja droga życiową. Bezduszna, chamska, zła... Nawet nie wiesz jak się myliłam. Ale ty dalej siedź w tym świecie - wyszłam z pokoju dumnym krokiem.
Wiedziałam, że te słowa do niej nie dotrą, ponieważ tok temu też bym to olała...
Poszłam trochę ochłonąć nad jezioro. Nie siedziałam tam długo , ponieważ po chwili usłyszałam za sobą kroki.
-Kogo tutaj witamy- powiedziałam do Klary...
Klara?
Od Ivan'a- cd Mercy
-Zaczynam się obawiać czy wszystko z tobą okey-zaśmiałem się
-Lubię zwierzęta, coś w tym dziwnego?
-Nie, ale może zapoznam cię z Odah'em?-uniosłem brew
-Kto to?
-Samiec Lori.-uśmiechnąłem się- Odah!-krzyknąłem
Usłyszeliśmy szelest liści. Z jednego z drzew spadł mi na ramię mój przyjaciel...
Marcy?
-Lubię zwierzęta, coś w tym dziwnego?
-Nie, ale może zapoznam cię z Odah'em?-uniosłem brew
-Kto to?
-Samiec Lori.-uśmiechnąłem się- Odah!-krzyknąłem
Usłyszeliśmy szelest liści. Z jednego z drzew spadł mi na ramię mój przyjaciel...
Marcy?
Od Alysson do Catherine/Brian'a
Zobaczyłam, że dziewczynie zrobiło się smutno. Spiorunowałam wzrokiem Brian'a.
- Chodź Catherine - powiedziałam spokojnie dodając - Zaprowadzę Cię do pokoju.
- Dobrze - odparła i skierowała się w stronę drzwi. Gdy zniknęła nam z oczu spojrzałam zła na chłopaka i poszłam za Cath. Jeszcze dzisiaj mu wszystko wygarnę. Szybko stanęłam przed drzwiami pokoju dziewczyny, która już była w środku. O dziwo Cath dobrze sobie radziła.
- Do jutra - pożegnałam się z nią i poszłam szukać Naconi'ego. Szybko znalazłam mojego, drogiego chłopaka.
- Odbiło Ci?! - zapytałam go. On chciał coś powiedzieć, ale mu nie pozwoliłam. - Jutro masz ją przeprosić!
- Ciekawe za co?
- Nie udzielaj się. Przypilnuję, abyś ją przeprosił - warknęłam i wróciłam do swojego pokoju.
( Catherine? Brian? Brian przeprosisz Cath ? )
- Chodź Catherine - powiedziałam spokojnie dodając - Zaprowadzę Cię do pokoju.
- Dobrze - odparła i skierowała się w stronę drzwi. Gdy zniknęła nam z oczu spojrzałam zła na chłopaka i poszłam za Cath. Jeszcze dzisiaj mu wszystko wygarnę. Szybko stanęłam przed drzwiami pokoju dziewczyny, która już była w środku. O dziwo Cath dobrze sobie radziła.
- Do jutra - pożegnałam się z nią i poszłam szukać Naconi'ego. Szybko znalazłam mojego, drogiego chłopaka.
- Odbiło Ci?! - zapytałam go. On chciał coś powiedzieć, ale mu nie pozwoliłam. - Jutro masz ją przeprosić!
- Ciekawe za co?
- Nie udzielaj się. Przypilnuję, abyś ją przeprosił - warknęłam i wróciłam do swojego pokoju.
( Catherine? Brian? Brian przeprosisz Cath ? )
Od Brian'a do Alysson
Gdy Alysson się zgodziła, od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech. Nie był on taki arogancki jak zwykle. Ten był wyjątkowy. Pierwszy raz w życiu czułem się dla kogoś ważny. Ona się zgodziła!!
- To zjedz i cię gdzieś zabiorę. - powiedziałem. - ten uśmiech nie znikał mi z twarzy.
- Gdzie? - zapytała dziewczyna, pijąc napój.
- Niespodzianka. - odpowiedziałem.
- Nie powiesz?
- Przykro mi ale niespodzianka to niespodzianka.
Alysson zaczęła jeść. Ja porozglądałem się po sali. Każdy patrzył się w naszym kierunku. Trochę dziwnie się czułem. Nie chciałem, by Aly czuła się tak samo dlatego nie mwóeiłem jej o tym i szybko odwróciłem się do niej. Musiałem dość długo się rozglądać, ponieważ ona kończyła już jeść.
- To gdzie chcesz mnie zabrać? - zapytała, gdy wstała, by wyjść z jadalni.
- Chodź to się przekonasz.
Wyszliśmy z jadalni, a następnie z Akademii. Poprowadziłem ją na wschód. Przez całą drogę chciała się dowiedzieć gdzie ją prowadzę. Jednak nie powiedziałem jej.
- Spokojnie, za niedługo się dowiesz.
Za chwilkę byliśmy na miejscu. Poprowadziłem ją nad jezioro.
Alysson?
- To zjedz i cię gdzieś zabiorę. - powiedziałem. - ten uśmiech nie znikał mi z twarzy.
- Gdzie? - zapytała dziewczyna, pijąc napój.
- Niespodzianka. - odpowiedziałem.
- Nie powiesz?
- Przykro mi ale niespodzianka to niespodzianka.
Alysson zaczęła jeść. Ja porozglądałem się po sali. Każdy patrzył się w naszym kierunku. Trochę dziwnie się czułem. Nie chciałem, by Aly czuła się tak samo dlatego nie mwóeiłem jej o tym i szybko odwróciłem się do niej. Musiałem dość długo się rozglądać, ponieważ ona kończyła już jeść.
- To gdzie chcesz mnie zabrać? - zapytała, gdy wstała, by wyjść z jadalni.
- Chodź to się przekonasz.
Wyszliśmy z jadalni, a następnie z Akademii. Poprowadziłem ją na wschód. Przez całą drogę chciała się dowiedzieć gdzie ją prowadzę. Jednak nie powiedziałem jej.
- Spokojnie, za niedługo się dowiesz.
Za chwilkę byliśmy na miejscu. Poprowadziłem ją nad jezioro.
Alysson?
Od Christopher'a do Seeley
Potrząsnąłem głową i ściągnąłem ubranie do bokserek i wskoczyłem do wody tuż po niej.
Gdy wynurzyła się spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Czy kiedyś będę na tyle godnym zaufania, że mi pokażesz resztę części swojej tajemnicy?
-Zobaczymy... Wszystko może się zdarzyć - odpowiedziała mi z uśmiechem.
Ochlapałem ją wodą na co ona mi odpowiedziała.
-Nie jesteś na mnie zła przypadkiem, że uleczyłem ci tą ranę?- zapytałem nagle.
-Czemu pytasz?
-Bo rano mruknęłaś coś niezadowolona po nosem i powiedziałaś coś o bandażu...
-Nie jestem zła tylko...- przerwała.
-...tylko...- uniosłem jedną brew zaciekawiony.
-Dobra, nie zmuszę cię do mówienia ale...- przyciągnąłem ją do ciebie po czym delikatnie uniosłem ją za brodę, aby na mnie spojrzała i pocałowałem - Przepraszam- odsunąłem się trochę - Ale nie mogłem się powstrzymać. Mam nadzieję, że nie masz tego mi za złe...
Seeley? Nie spodziewałaś się... A może.
Gdy wynurzyła się spojrzałem na nią z uśmiechem.
-Czy kiedyś będę na tyle godnym zaufania, że mi pokażesz resztę części swojej tajemnicy?
-Zobaczymy... Wszystko może się zdarzyć - odpowiedziała mi z uśmiechem.
Ochlapałem ją wodą na co ona mi odpowiedziała.
-Nie jesteś na mnie zła przypadkiem, że uleczyłem ci tą ranę?- zapytałem nagle.
-Czemu pytasz?
-Bo rano mruknęłaś coś niezadowolona po nosem i powiedziałaś coś o bandażu...
-Nie jestem zła tylko...- przerwała.
-...tylko...- uniosłem jedną brew zaciekawiony.
-Dobra, nie zmuszę cię do mówienia ale...- przyciągnąłem ją do ciebie po czym delikatnie uniosłem ją za brodę, aby na mnie spojrzała i pocałowałem - Przepraszam- odsunąłem się trochę - Ale nie mogłem się powstrzymać. Mam nadzieję, że nie masz tego mi za złe...
Seeley? Nie spodziewałaś się... A może.
Od Ivan'a cd Marty
-No, w sumie mogę. Chociaż też jestem tu nowy-chwyciłem się lekko za głowę jedną ręką, a drugą trzymałem książki
-Czytasz?-uniosła brew
-Powiedzmy. To tylko fizyka kwantowa, komiksy i inne takie- zaśmiałem się
-Ekh. Niewiele ogarniam. Ja bardziej ta, która ćwiczy fizycznie
-Zrozumiałe. Ja wolę technologie. Pokarz to- dziewczyna podała mi kartkę, ogarnąłem, gdzie to jest.- Tędy
Zaprowadziłem ją po schodach, na piętro.
-Jestem Ivan. Wybacz, zapomniałem się przedstawić.
-Mówi się trudno- powiedziała sucho. Widać nie lubiła rozmawiać. Na pierwszy rzut oka wydawała się bardziej, hm jakby to ująć? Miła? Tak, to dobre określenie
-Skoro taki mądry jesteś, tylko tym się zajmujesz
-Ćwiczę. Głównie bieganie, jednak wolę technologie.
-Czy ty czasami nie jesteś narcyzem?
-Nie, dlaczego pytasz
-Znałam jednego geniusza, Egoista, Narcyz, Wszystko dla niego, wielkie ambicje. To co zawsze-burknęła
-Czyżby Sebastian?-uniosłem brew
-Kto taki?
-A nie. W szkole jest taki jeden. Też interesuje się tym co ja, jednak ja taki bardziej pomocny jestem
-Tryb drugi-uśmiechnęła się
-Jaki tryb? Że co?-zdziwiłem się
-Opowiem ci później
-Że niby się jeszcze zobaczymy? Myślałem, że mam ci tylko pomóc w odnalezieniu pokoju...
Marta?
-Czytasz?-uniosła brew
-Powiedzmy. To tylko fizyka kwantowa, komiksy i inne takie- zaśmiałem się
-Ekh. Niewiele ogarniam. Ja bardziej ta, która ćwiczy fizycznie
-Zrozumiałe. Ja wolę technologie. Pokarz to- dziewczyna podała mi kartkę, ogarnąłem, gdzie to jest.- Tędy
Zaprowadziłem ją po schodach, na piętro.
-Jestem Ivan. Wybacz, zapomniałem się przedstawić.
-Mówi się trudno- powiedziała sucho. Widać nie lubiła rozmawiać. Na pierwszy rzut oka wydawała się bardziej, hm jakby to ująć? Miła? Tak, to dobre określenie
-Skoro taki mądry jesteś, tylko tym się zajmujesz
-Ćwiczę. Głównie bieganie, jednak wolę technologie.
-Czy ty czasami nie jesteś narcyzem?
-Nie, dlaczego pytasz
-Znałam jednego geniusza, Egoista, Narcyz, Wszystko dla niego, wielkie ambicje. To co zawsze-burknęła
-Czyżby Sebastian?-uniosłem brew
-Kto taki?
-A nie. W szkole jest taki jeden. Też interesuje się tym co ja, jednak ja taki bardziej pomocny jestem
-Tryb drugi-uśmiechnęła się
-Jaki tryb? Że co?-zdziwiłem się
-Opowiem ci później
-Że niby się jeszcze zobaczymy? Myślałem, że mam ci tylko pomóc w odnalezieniu pokoju...
Marta?
Od Carrie do Alysson
-Nie zmieniaj tematu- spojrzałam na nią - No przyznaj nad czy rozmyślałaś...
-To nic takiego...
-Jak mogłaś - spojrzałam na nią smutna- Jak mogłaś nie powiedzieć mi pierwszej , że chodzisz z Brianem- zapiszczałam z radości. Alysson chyba nigdy mnie taką nie widziała.
-Skąd wiedziałaś?- uśmiechnęła się do mnie.
-I mnie pytasz?- podniosłam jedną brew, cała szkoła o tym trąbi... Osobiście uważam, że jest gburem i irytujący ale przecież przeciwieństwa się przyciągają - powiedziałam spokojniej myśląc o moim planie.
-Teraz ty się zamyśliłaś - spojrzała na mnie- Co masz w głowie?
-Niedługo się dowiesz- powiedziałam z chytrym uśmiechem- spokojnie, ciebie to nie dotyczy...
-O robi się późno... Wracamy do akademii czy jeszcze siedzimy?- zapytałam...
Alysson?
-To nic takiego...
-Jak mogłaś - spojrzałam na nią smutna- Jak mogłaś nie powiedzieć mi pierwszej , że chodzisz z Brianem- zapiszczałam z radości. Alysson chyba nigdy mnie taką nie widziała.
-Skąd wiedziałaś?- uśmiechnęła się do mnie.
-I mnie pytasz?- podniosłam jedną brew, cała szkoła o tym trąbi... Osobiście uważam, że jest gburem i irytujący ale przecież przeciwieństwa się przyciągają - powiedziałam spokojniej myśląc o moim planie.
-Teraz ty się zamyśliłaś - spojrzała na mnie- Co masz w głowie?
-Niedługo się dowiesz- powiedziałam z chytrym uśmiechem- spokojnie, ciebie to nie dotyczy...
-O robi się późno... Wracamy do akademii czy jeszcze siedzimy?- zapytałam...
Alysson?
Od Brian'a do Carrie
Zaskoczyło mnie to co powiedziała Carrie. Przez chwile mnie zatkało. Gdy spostrzegłem, ze dziewczyny już nie ma chciałem ją dogonić. Nie spotkałem jej na korytarzu, dlatego pomyślałem, że będzie u siebie. Podszedłem pod drzwi i zapukałem. Niestety nikt nie odpowiedział. Postanowiłem, więc wejść do pokoju bez zaproszenia. Wampirzyca siedziała na łóżku i czytała książkę. Podszedłem do niej. zbliżyłem się na tyle, by móc zobaczyć jej twarz zza lektury.
- Carrie? - zacząłem.
- Nie chce teraz gadać. - mruknęła.
- Ej... nie zbywaj mnie....
- Brian zrozum! Nie chce mi się teraz z tobą rozmawiać.Możesz wyjść?
- Ok. Nie denerwuj się. - zacząłem cofać się do drzwi.
Wyszedłem z pokoju. Dlaczego ona tak się zachowuje? Rozumiem, ze to może być dla niej trudne, tak mówić o swojej przeszłości, zwłaszcza tak ciężkiej. Ale ja nie chciałem jej zdenerwować.
- Carrie? - zacząłem.
- Nie chce teraz gadać. - mruknęła.
- Ej... nie zbywaj mnie....
- Brian zrozum! Nie chce mi się teraz z tobą rozmawiać.Możesz wyjść?
- Ok. Nie denerwuj się. - zacząłem cofać się do drzwi.
Wyszedłem z pokoju. Dlaczego ona tak się zachowuje? Rozumiem, ze to może być dla niej trudne, tak mówić o swojej przeszłości, zwłaszcza tak ciężkiej. Ale ja nie chciałem jej zdenerwować.
Od Alysson do Brian'a
Gdy usłyszałam pytanie Brian'a zbladłam i serce zaczęło szybciej bić.
Nie wiedziałam co ma zrobić. Wampir usiadł na przeciwko mnie i oczekiwał
mojej odpowiedzi.
- Brian.. - zaczęłam, ale zacięłam się. Byłam nadal w szoku.
- Ej, Al spokojnie - powiedział wampir uspokajając mnie. Wzięłam głęboki wdech, aby się uspokoić.
- Ja... ja nie wiem co mam powiedzieć - szepnęłam. - Zdziwiłeś mnie tym pytaniem.
- No wiem tak znienacka naskoczyłem na ciebie. Ale na serio chcę bardzo znać odpowiedź. - rzekł patrząc mi prosto oczy. Widziałam w nich ( o dziwo ) szczerość. Na mojej twarzy zagościła poważna mina.
- Więc Brianie ja.... ja - przeciągałam myśląc jeszcze o tym - zostanę twoją dziewczyną. - gdy to powiedziałam na twarzy Brian'a pojawił się wielki uśmiech.
( Brian ? )
- Brian.. - zaczęłam, ale zacięłam się. Byłam nadal w szoku.
- Ej, Al spokojnie - powiedział wampir uspokajając mnie. Wzięłam głęboki wdech, aby się uspokoić.
- Ja... ja nie wiem co mam powiedzieć - szepnęłam. - Zdziwiłeś mnie tym pytaniem.
- No wiem tak znienacka naskoczyłem na ciebie. Ale na serio chcę bardzo znać odpowiedź. - rzekł patrząc mi prosto oczy. Widziałam w nich ( o dziwo ) szczerość. Na mojej twarzy zagościła poważna mina.
- Więc Brianie ja.... ja - przeciągałam myśląc jeszcze o tym - zostanę twoją dziewczyną. - gdy to powiedziałam na twarzy Brian'a pojawił się wielki uśmiech.
( Brian ? )
Od Brian'a do Catherine/Alysson
Dziewczyna zachowywała się dziwnie. Wpadła na mnie patrząc w moją stronę. Zdziwiło mnie to. Zrozumiałem dlaczego tak postąpiła dopiero, gdy spojrzałem w jej oczy. Ona była... była niewidoma. Chwilę stałem w bezruchu. Zauważyłem, że dziewczyna się rozgląda po pomieszczeniu. Jakby szukała drogi ucieczki.
- Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem. Nie musisz się niczego obawiać. Nie gryzę. - powiedziałem, by się uspokoiła.
- Ale ja się nie boję. - odpowiedziała po chwili. Wyczułem w jej głosie zaniepokojenie, które chciała za wszelką cenę ukryć.
- Jestem innego zdania. Szukasz drogi ucieczki, spostrzegłem to.
- Nie wiedziałam,z ę wampiry czytają w myślach. - zdziwiła się dziewczyna.
- Nie muszę czytać w myślach. Ruchy twojego ciała na to wskazują. - słysząc te słowa, Catherine próbowała przybrać inną pozę. Jednak nie najlepiej jej to wychodziło.
- Ale... - chciałem coś powiedzieć ale Alysson mi przeszkodziła.
- Brian nie męcz już Catherine. Pewnie jest zmęczona podróżą.
Catherine? Alysson?
- Przepraszam, jeśli cię wystraszyłem. Nie musisz się niczego obawiać. Nie gryzę. - powiedziałem, by się uspokoiła.
- Ale ja się nie boję. - odpowiedziała po chwili. Wyczułem w jej głosie zaniepokojenie, które chciała za wszelką cenę ukryć.
- Jestem innego zdania. Szukasz drogi ucieczki, spostrzegłem to.
- Nie wiedziałam,z ę wampiry czytają w myślach. - zdziwiła się dziewczyna.
- Nie muszę czytać w myślach. Ruchy twojego ciała na to wskazują. - słysząc te słowa, Catherine próbowała przybrać inną pozę. Jednak nie najlepiej jej to wychodziło.
- Ale... - chciałem coś powiedzieć ale Alysson mi przeszkodziła.
- Brian nie męcz już Catherine. Pewnie jest zmęczona podróżą.
Catherine? Alysson?
Od Marcy do Ivan'a
- A ty? - spytałam wymijająco.
- No wiesz... Zmieniałem się w zwierzę.
- Byłam na przejażdżce z Zentorno - uśmiechnęłam się lekko.
- Z kim?
Obejrzałam się za siebie. Zza drzewa wyszedł mój karogniady ogier. Pogłaskałam go po jego bujnej, czarnej grzywie.
- Bardzo ładny.
- Mam jedną prośbę. Zamienisz się w zwierzę? No bo ja bardzo lubię zwierzaki - zrobiłam słodką minę.
Ivan ?
- No wiesz... Zmieniałem się w zwierzę.
- Byłam na przejażdżce z Zentorno - uśmiechnęłam się lekko.
- Z kim?
Obejrzałam się za siebie. Zza drzewa wyszedł mój karogniady ogier. Pogłaskałam go po jego bujnej, czarnej grzywie.
- Bardzo ładny.
- Mam jedną prośbę. Zamienisz się w zwierzę? No bo ja bardzo lubię zwierzaki - zrobiłam słodką minę.
Ivan ?
Od Marcy do Christopher'a
- Z wielką chęcią. Po takim treningu jestem spragniona.
- To chodźmy - powiedział.
Wyszliśmy z siłowni i zeszliśmy schodami w dół. Przed nami wyłoniła się spora stołówka. Podeszliśmy do lady z napojami. Wzięłam wodę o smaku truskawki a mój kompan Pepsi. Przysiedliśmy w pobliskim stoliku.
- Masz jakieś zwierzątko? - spytałam.
- Nie. Jakoś nie potrzebuję a Ty?
- Ogiera Zentorno. Uwielbiam go. Zrobiłabym dla niego wszystko.
- Nawet dała się pociąć? - zażartował.
- Nawet. Nie żartuję.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Co się działo zanim tutaj trafiłeś?
Christopher ?
- To chodźmy - powiedział.
Wyszliśmy z siłowni i zeszliśmy schodami w dół. Przed nami wyłoniła się spora stołówka. Podeszliśmy do lady z napojami. Wzięłam wodę o smaku truskawki a mój kompan Pepsi. Przysiedliśmy w pobliskim stoliku.
- Masz jakieś zwierzątko? - spytałam.
- Nie. Jakoś nie potrzebuję a Ty?
- Ogiera Zentorno. Uwielbiam go. Zrobiłabym dla niego wszystko.
- Nawet dała się pociąć? - zażartował.
- Nawet. Nie żartuję.
Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy.
- Co się działo zanim tutaj trafiłeś?
Christopher ?
Od Marry do Nathaniela
Było mi bardzo dobrze z tym,że Nathaniel mnie przytulił aczkolwiek wolałam po sobie nie dać tego poznać.
Właściwie moje zachowanie nie uległo zmianie nie licząc tego,że się rumieniłam i uśmiechałam nawet jak odbierałam sprawdzian z oceną dobrą kiedy zawsze dostaję szóstki.po powrocie z lekcji jak zawsze poszłam do pokoju by trochę odreagować weszłam do mojego pokoju i zastałam tam moją współlokatorkę.Ominęłam ją rzucając krótkie "Hej" i poszłam do mojej części pokoju.Siadłam przy biurku nałożyłam słuchawki i zaczęłam przeglądać Internet na moim laptopie.Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi,Mel otworzyła i do pokoju wszedł Nathaniel
( Nathaniel ? )
Właściwie moje zachowanie nie uległo zmianie nie licząc tego,że się rumieniłam i uśmiechałam nawet jak odbierałam sprawdzian z oceną dobrą kiedy zawsze dostaję szóstki.po powrocie z lekcji jak zawsze poszłam do pokoju by trochę odreagować weszłam do mojego pokoju i zastałam tam moją współlokatorkę.Ominęłam ją rzucając krótkie "Hej" i poszłam do mojej części pokoju.Siadłam przy biurku nałożyłam słuchawki i zaczęłam przeglądać Internet na moim laptopie.Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi,Mel otworzyła i do pokoju wszedł Nathaniel
( Nathaniel ? )
Od Carrie do Briana/ Nathaniel
-Ty pierwszy - spojrzałam na Nathaniela.
-Aha- westchnął - Od małego żyłem w normalnej rodzinie, aż tu pewnego dnia o mało co nie zabiłem starszej siostry. Chyba się wtedy na nią wkurzyłem i w jej stronę poleciały meble. Za pomocą telepatii. Moi kochani rodzice oddali mnie do psychiatry. - w tym momencie Nat się uśmiechnął - Jakich ja miałem kochających rodziców... Na szczęście wyciągnęła mnie stamtąd opiekunka ludzi, akurat wyleciało mi jej imię...
- Rivena McCall- powiedział Brian
-Dokładnie - przyznał drugi chłopak - To już cała moja historia.
-Teraz ty- spojrzał na mnie Brian.
-W wieku 6 lat łowcy wymordowali mi rodzinę - ścisnęłam mocniej pięści - A potem już nic się dla mnie nie liczyło. Życie ludzi było dla mnie czymś jakbym robiła to z przyjemnością, jak hobby- uśmiechnęłam się szalenie- Lecz zostałam pojmana a twój ojczulek mnie tu przyprowadził - syknęłam i schowałam twarz w dłoniach.
Chłopaki chyba nie wiedzieli co powiedzieć, bo nie odzywali się przez chwilę.
-Nie tylko ty miałaś trudne...
-To jest tylko strona mojego życia, więc nie podsumujesz książki gdy nie masz reszty stron- powiedziałam z powagą i bez słowa wyszłam z pokoju.
Nie lubiłam opowiadać swojej historii ale... czułam jakby mały ciężarek spadł mi z serca. Wiedziałam, że to pierwszy krok do otworzenia się choć ta wizja mnie przerażała.
Wróciłam do pokoju. O dziwo po raz etny nie było moich współlokatorek. Gdzie one kurczę się podziewały? Teraz w tej chwili nie było to ważne.
Spojrzałam na lodówkę z krwią stojącą w rogu pokoju. Tak byłam zajęta przez ten czas, że ... Zapomniałam o głodzie? Spojrzałam w lustro i faktycznie moje oczy były krwistoczerwone.
Olałam to i usiadłam na łóżku z książką . Zaczęłam ją czytać.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam, więc wetknęłam nos w książkę i usłyszałam przekręcającą się klamkę...
Brian?
-Aha- westchnął - Od małego żyłem w normalnej rodzinie, aż tu pewnego dnia o mało co nie zabiłem starszej siostry. Chyba się wtedy na nią wkurzyłem i w jej stronę poleciały meble. Za pomocą telepatii. Moi kochani rodzice oddali mnie do psychiatry. - w tym momencie Nat się uśmiechnął - Jakich ja miałem kochających rodziców... Na szczęście wyciągnęła mnie stamtąd opiekunka ludzi, akurat wyleciało mi jej imię...
- Rivena McCall- powiedział Brian
-Dokładnie - przyznał drugi chłopak - To już cała moja historia.
-Teraz ty- spojrzał na mnie Brian.
-W wieku 6 lat łowcy wymordowali mi rodzinę - ścisnęłam mocniej pięści - A potem już nic się dla mnie nie liczyło. Życie ludzi było dla mnie czymś jakbym robiła to z przyjemnością, jak hobby- uśmiechnęłam się szalenie- Lecz zostałam pojmana a twój ojczulek mnie tu przyprowadził - syknęłam i schowałam twarz w dłoniach.
Chłopaki chyba nie wiedzieli co powiedzieć, bo nie odzywali się przez chwilę.
-Nie tylko ty miałaś trudne...
-To jest tylko strona mojego życia, więc nie podsumujesz książki gdy nie masz reszty stron- powiedziałam z powagą i bez słowa wyszłam z pokoju.
Nie lubiłam opowiadać swojej historii ale... czułam jakby mały ciężarek spadł mi z serca. Wiedziałam, że to pierwszy krok do otworzenia się choć ta wizja mnie przerażała.
Wróciłam do pokoju. O dziwo po raz etny nie było moich współlokatorek. Gdzie one kurczę się podziewały? Teraz w tej chwili nie było to ważne.
Spojrzałam na lodówkę z krwią stojącą w rogu pokoju. Tak byłam zajęta przez ten czas, że ... Zapomniałam o głodzie? Spojrzałam w lustro i faktycznie moje oczy były krwistoczerwone.
Olałam to i usiadłam na łóżku z książką . Zaczęłam ją czytać.
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Nie odpowiedziałam, więc wetknęłam nos w książkę i usłyszałam przekręcającą się klamkę...
Brian?
Od Brian'a do Alysson
Dziewczyna zdenerwowała się.
- Alysson dobrze wiesz, ze nie o to mi chodziło. - podszedłem do niej, wypowiadając te słowa.
- To o co? - warknęła.
- Nie obrażaj się na mnie. - powiedziałem z niewinną miną. - Proszę.
- Brian, ludzie się na nas patrzą.
- Teoretycznie rzecz biorąc tylko czworo z nich to ludzie. - mruknąłem. - To wybaczysz mi i wszystko będzie ok?
- Brian...
- No proszę. - ciągnąłem dalej. - Mam klęknąć byś mi wybaczyła? - zniżyłem się trochę.
- Nie! - powiedziała chwytając mnie za rękę. - Wszystko ok. Już się nie gniewam. Usmiechnąłem się słysząc te słowa. - No i z czego się śmiejesz? - zapytała.
- Teraz się dopiero gapią. - Alysson rozejrzała się po sali. - Ale nie przejmuj się. Staliśmy się celebrytami. - po tych słowach uśmiechnąłem się jeszcze bardziej. - Chodź sobie usiąść.
Dziewczyna nabrała sobie na talerz to na co miała ochotę podeszła do stolika. Gdy chciała usiąść przysunąłem jej krzesło.
- Co ty robisz? - zapytała.
- Odsuwam krzesło swojej dziewczynie. - powiedziałem z poważną miną.
- Że co?!
- A.. przepraszam. Zapomniałem się zapytać. Chcesz nią zostać? - zapytałem z uwodzicielskim uśmiechem.
Alysson?
- Alysson dobrze wiesz, ze nie o to mi chodziło. - podszedłem do niej, wypowiadając te słowa.
- To o co? - warknęła.
- Nie obrażaj się na mnie. - powiedziałem z niewinną miną. - Proszę.
- Brian, ludzie się na nas patrzą.
- Teoretycznie rzecz biorąc tylko czworo z nich to ludzie. - mruknąłem. - To wybaczysz mi i wszystko będzie ok?
- Brian...
- No proszę. - ciągnąłem dalej. - Mam klęknąć byś mi wybaczyła? - zniżyłem się trochę.
- Nie! - powiedziała chwytając mnie za rękę. - Wszystko ok. Już się nie gniewam. Usmiechnąłem się słysząc te słowa. - No i z czego się śmiejesz? - zapytała.
- Teraz się dopiero gapią. - Alysson rozejrzała się po sali. - Ale nie przejmuj się. Staliśmy się celebrytami. - po tych słowach uśmiechnąłem się jeszcze bardziej. - Chodź sobie usiąść.
Dziewczyna nabrała sobie na talerz to na co miała ochotę podeszła do stolika. Gdy chciała usiąść przysunąłem jej krzesło.
- Co ty robisz? - zapytała.
- Odsuwam krzesło swojej dziewczynie. - powiedziałem z poważną miną.
- Że co?!
- A.. przepraszam. Zapomniałem się zapytać. Chcesz nią zostać? - zapytałem z uwodzicielskim uśmiechem.
Alysson?
Od Ivan'a
Zbliżał się wieczór. Pora kolacji minęła. Idealny czas aby wyjść gdzieś i
wyrzucić wszystko z siebie. Nikt mnie nie widział. Wymknąłem się po
cichu i pobiegłem w stronę lasu. Musiałem w końcu rozciągnąć mięśnie. Te
inne...
Rozejrzałem się dookoła, kiedy byłem już na miejscu. Wołałem aby nikt nie zauważył jak zmieniam się w zwierza. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. Bylem teraz niższy. Spojrzałem w dół. Kochane łapy.
Wysunąłem pazury i wskoczyłem na drzewo. Zacząłem się powoli wspinać. Było to kilka metrów na ziemią, może 6...
Rozejrzałem się dookoła, chciałem zobaczyć miejsce do którego wysłał mnie wuj. Był tow wielki las, przy którym stał jeszcze większy zamek. Usłyszałem jakiś szelest. Wybudziło mnie to z transu, w który wpadłem, przy tym jak słuchałem nocnej natury.
Zeskoczyłem z drzewa i zmieniłem się z powrotem w człowieka. Otrzepałem się z ziemi i trawy. Oparłem się o drzewo i założyłem ręce na piersi
-Po nocy się chodzi po lesie?-spytałem i spojrzałem na postać.
<Ktoś?>
Rozejrzałem się dookoła, kiedy byłem już na miejscu. Wołałem aby nikt nie zauważył jak zmieniam się w zwierza. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki oddech. Bylem teraz niższy. Spojrzałem w dół. Kochane łapy.
Wysunąłem pazury i wskoczyłem na drzewo. Zacząłem się powoli wspinać. Było to kilka metrów na ziemią, może 6...
Rozejrzałem się dookoła, chciałem zobaczyć miejsce do którego wysłał mnie wuj. Był tow wielki las, przy którym stał jeszcze większy zamek. Usłyszałem jakiś szelest. Wybudziło mnie to z transu, w który wpadłem, przy tym jak słuchałem nocnej natury.
Zeskoczyłem z drzewa i zmieniłem się z powrotem w człowieka. Otrzepałem się z ziemi i trawy. Oparłem się o drzewo i założyłem ręce na piersi
-Po nocy się chodzi po lesie?-spytałem i spojrzałem na postać.
<Ktoś?>
Od Alysson do Brian'a
Wyszłam z pokoju wspólnego wszystkich ras pierwsza, nie czekając na wampira. Po chwili obok mnie zaczął iść Brian.
- Serio na mnie patrzeli? - spytał chłopak, nadal nie dowierzając moim słowom. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
- Tak patrzeli - odpowiedziałam krótko i na temat. - Na pewno jeszcze dzisiaj ta plotka się rozniesie.
- Oby nie - szepnął, gdyż weszliśmy do jadalni. Uczniowie zaczęli na nas patrzeć z zaciekawieniem. Moje słowa się potwierdziły.
- A co, wstydem jest rozmawianie z wilkołakiem? - zapytałam go podchodząc po jedzenie. - Jeśli nie chcesz stracić popularności, nie zadawaj się ze mną.
( Brian ? )
- Serio na mnie patrzeli? - spytał chłopak, nadal nie dowierzając moim słowom. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się.
- Tak patrzeli - odpowiedziałam krótko i na temat. - Na pewno jeszcze dzisiaj ta plotka się rozniesie.
- Oby nie - szepnął, gdyż weszliśmy do jadalni. Uczniowie zaczęli na nas patrzeć z zaciekawieniem. Moje słowa się potwierdziły.
- A co, wstydem jest rozmawianie z wilkołakiem? - zapytałam go podchodząc po jedzenie. - Jeśli nie chcesz stracić popularności, nie zadawaj się ze mną.
( Brian ? )
Od Alysson do Sebastiana
Chłopak uśmiechnął się do mnie i po chwili odszedł. Westchnęłam cicho i
poszłam w swoją stronę. Postanowiłam iść do biblioteki poczytać trochę.
Przecież nie będę tyko przesiadywała w lesie. Gdy weszłam do ogromnego
pomieszczenia zaczęłam rozglądać się za ciekawymi książkami. po
godzinie szukania, z uśmiechem na twarzy wyszłam z biblioteki. Na rękach
niosłam całe naręcze książek, które chciałam jak najszybciej
przeczytać. W pewnym momencie wpadłam na kogoś. Książki wypadły mi z
rąk, a ja sama wylądowałam na podłodze. Lekko otępiała zaczęłam
rozglądać się za osobą, ma którą wpadłam. Po chwili zobaczyłam
Sebastiana, który na mnie patrzał. Wstałam szybko z ziemi i zaczęłam
zbierać książki/.
- Przepraszam, że na ciebie wpadłam - powiedziałam zerkając na chłopaka.
- Nic się nie stało ee.... Jak ty się nazywasz? - spytał mnie, podając mi książkę.
- Alysson - odpowiedziałam kładąc na pobliski parapet stos ksiąg.
( Sebastian ? )
- Przepraszam, że na ciebie wpadłam - powiedziałam zerkając na chłopaka.
- Nic się nie stało ee.... Jak ty się nazywasz? - spytał mnie, podając mi książkę.
- Alysson - odpowiedziałam kładąc na pobliski parapet stos ksiąg.
( Sebastian ? )
Od Klary do Carrie
- Poradziłabym sobie, nie jestem inwalidką - odparłam oschle, wymijając dziewczynę. Cieszyłam się, że jestem już w swoim pokoju - jeśli tak mogę nazwać pomieszczenie, w którym miałam zamieszkać. Musiałam jednak przyznać, że bardzo mi się tutaj podobało. Szczerze mówiąc, aż za bardzo - nie chciałam przywiązać się do tego miejsca.
- Zawsze taka jesteś? - Carrie westchnęła ciężko. Wiedziałam, że chyba mnie nie polubiła, ale niezbyt się tym przejęłam. Nie potrzebowałam przyjaciół, nie po to przybyłam do Akademii. - Wiesz, my tutaj staramy się raczej być dla siebie mili...
- Możemy zmienić temat? - Tak naprawdę chciałam w ogóle zakończyć rozmowę z ową dziewczyną. Ratowała mnie myśl, że może już za niedługo sobie pójdzie i zostawi mnie samą.
- Dobrze, w takim razie... - dziewczyna zamyśliła się.
Carrie?
- Zawsze taka jesteś? - Carrie westchnęła ciężko. Wiedziałam, że chyba mnie nie polubiła, ale niezbyt się tym przejęłam. Nie potrzebowałam przyjaciół, nie po to przybyłam do Akademii. - Wiesz, my tutaj staramy się raczej być dla siebie mili...
- Możemy zmienić temat? - Tak naprawdę chciałam w ogóle zakończyć rozmowę z ową dziewczyną. Ratowała mnie myśl, że może już za niedługo sobie pójdzie i zostawi mnie samą.
- Dobrze, w takim razie... - dziewczyna zamyśliła się.
Carrie?
Od Catherine do Alysson
- A czy wyglądam jakbym była niewidoma? - spytałam cicho. Starałam się to ukrywać, bo nie chciałam przyciągać uwagi, a ślepiec ją przyciąga.
- Twoje oczy... - urwała. Wyczułam w jej głosie niepewność
- Za dużo widziałam - szepnęłam - ON zabrał mi wzrok.
- Kto? - zapytała ciekawie
- ON... - nie wymawiałam jego imienia. Gdy mówiłam rodzicom, że to ON mi to zrobił, to oni twierdzili, że nie znają nikogo takiego.
- Jak się nazywa? - dociekała
- Skończmy temat - poprosiłam cicho. Dłonie zaczęły mi delikatnie drżeć.
- Ja nie... - zaczęła
- Przestań, proszę - szepnęłam. Dziewczyna zamilkła. Potem pokazała mi całą Akademię.
- A teraz zapoznam cię z innymi uczniami, w tym moimi współmieszkankami, Carrie i Selene. Może wpadniemy też na Briana. - spojrzałam na nią pytająco. Znaczy mam nadzieję, że na nią, a nie w bok. Ale z tego co wyczuwałam, to stała przede mną i chyba mi się udało. - Cała trójka to wampiry. Jest jeszcze dwójka ludzi, Nat i Rose, łowcy czyli Marry i Marcy, Chris i Florence to czarodzieje- na to określenie zadrżałam- Nie bój się, są nawet mili. Nie to co Selene- dodała pod nosem, ale i tak usłyszałam- a ze zmiennokształtnych jest Seeley i Ivan.
Zaczęła prowadzić mnie gdzieś. W pokoju, do którego zmierzała, było sporo osób. Ręce zaczęły mi drżeć.
- Nie dzięki, pójdę do pokoju, jestem zmęczona - powiedziałam nerwowo. Nie lubiłam przebywać w większych grupach osób. A szczególnie w grupach osób ze świata, za którego widzenie straciłam wzrok. Uśmiechnęłam się sztucznie i zaczęłam cofać. Gdzieś na granicy świadomości usłyszałam ciche szemranie. Coś za mną było, ale byłam tak zestresowana, że nie zwróciłam na to uwagi.
- Ostrożnie! - zawołał chłopak, gdy w niego uderzyłam. Odwróciłam się gwałtownie, niemal przywierając plecami do ściany. - Cześć, jestem Brian Naconi, a ty?
Miałam ochotę dać sobie w twarz. To szemranie to był odgłos jego serca, bo wampirze serca są niemal nie słyszalne. Dlaczego to zignorowałam...
- Catherine Melanie Dark - szepnęłam. Starałam się opanować, ale nie mogłam powstrzymać się od rozglądania się za drogą ucieczki. Dzięki, mózgu... przecież ja jestem ślepa...
<Alysson? Brian?>
- Twoje oczy... - urwała. Wyczułam w jej głosie niepewność
- Za dużo widziałam - szepnęłam - ON zabrał mi wzrok.
- Kto? - zapytała ciekawie
- ON... - nie wymawiałam jego imienia. Gdy mówiłam rodzicom, że to ON mi to zrobił, to oni twierdzili, że nie znają nikogo takiego.
- Jak się nazywa? - dociekała
- Skończmy temat - poprosiłam cicho. Dłonie zaczęły mi delikatnie drżeć.
- Ja nie... - zaczęła
- Przestań, proszę - szepnęłam. Dziewczyna zamilkła. Potem pokazała mi całą Akademię.
- A teraz zapoznam cię z innymi uczniami, w tym moimi współmieszkankami, Carrie i Selene. Może wpadniemy też na Briana. - spojrzałam na nią pytająco. Znaczy mam nadzieję, że na nią, a nie w bok. Ale z tego co wyczuwałam, to stała przede mną i chyba mi się udało. - Cała trójka to wampiry. Jest jeszcze dwójka ludzi, Nat i Rose, łowcy czyli Marry i Marcy, Chris i Florence to czarodzieje- na to określenie zadrżałam- Nie bój się, są nawet mili. Nie to co Selene- dodała pod nosem, ale i tak usłyszałam- a ze zmiennokształtnych jest Seeley i Ivan.
Zaczęła prowadzić mnie gdzieś. W pokoju, do którego zmierzała, było sporo osób. Ręce zaczęły mi drżeć.
- Nie dzięki, pójdę do pokoju, jestem zmęczona - powiedziałam nerwowo. Nie lubiłam przebywać w większych grupach osób. A szczególnie w grupach osób ze świata, za którego widzenie straciłam wzrok. Uśmiechnęłam się sztucznie i zaczęłam cofać. Gdzieś na granicy świadomości usłyszałam ciche szemranie. Coś za mną było, ale byłam tak zestresowana, że nie zwróciłam na to uwagi.
- Ostrożnie! - zawołał chłopak, gdy w niego uderzyłam. Odwróciłam się gwałtownie, niemal przywierając plecami do ściany. - Cześć, jestem Brian Naconi, a ty?
Miałam ochotę dać sobie w twarz. To szemranie to był odgłos jego serca, bo wampirze serca są niemal nie słyszalne. Dlaczego to zignorowałam...
- Catherine Melanie Dark - szepnęłam. Starałam się opanować, ale nie mogłam powstrzymać się od rozglądania się za drogą ucieczki. Dzięki, mózgu... przecież ja jestem ślepa...
<Alysson? Brian?>
Od Carrie do Klary
Spojrzałam wymownie na opiekuna a potem zła na nieznajomą mi dziewczyną.
-Czyli się zgadzasz!- odpowiedział z uśmiechem - Do widzenia.
Znów spojrzałam na nią po czym westchnęłam ciężko.
-Jestem Carrie...- zaczęłam - A ty pewnie jesteś Klara- powiedziałam bez entuzjazmu.
-Tak- odpowiedziała krótko.
-Jak już muszę cię oprowadzić po naszej akademii to chodź- spojrzałam przed siebie- Jaki masz numer pokoju?
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami. Wydałam z siebie pomruk niezadowolenia i poszłam do recepcji się dowiedzieć.
-Proszę -otworzyłam przed nią drzwi...
Klara?
-Czyli się zgadzasz!- odpowiedział z uśmiechem - Do widzenia.
Znów spojrzałam na nią po czym westchnęłam ciężko.
-Jestem Carrie...- zaczęłam - A ty pewnie jesteś Klara- powiedziałam bez entuzjazmu.
-Tak- odpowiedziała krótko.
-Jak już muszę cię oprowadzić po naszej akademii to chodź- spojrzałam przed siebie- Jaki masz numer pokoju?
Dziewczyna wzruszyła tylko ramionami. Wydałam z siebie pomruk niezadowolenia i poszłam do recepcji się dowiedzieć.
-Proszę -otworzyłam przed nią drzwi...
Klara?
Od Seeley do Christopher'a
Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Ja też nie mam pojęcia-zaśmiałam się cicho-Nie cierpię różowego-uśmiechnęłam się do niego szeroko. Wyminęłam chłopaka i podeszłam do sporego jeziorka, do którego wpadał wodospad. Kucnęłam i zamoczyłam w wodzie palce.
-Więc co to za miejsce?-Chris powtórzył pytanie przyglądając mi się. Uśmiechnęłam się, wstałam i opryskałam go wodą z palców ze śmiechem.
-Moja tajemnica..-mrugnęłam do niego porozumiewawczo -Chciałeś ją poznać.. Więc proszę.. To jej część.
-Część?
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się promiennie. Dziś miałam dużo lepszy humor niż wczoraj. Pomyślałam przez chwilę i powiedziałam.
-Popływamy? Raczej nie powinni nas znaleźć, tak jak ostatnim razem-posłałam mu uśmiech-Poza tym.. Gdyby nawet ktoś się zjawił to za wodospadem jest jaskinia-zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź Chris'a zdjęłam bluzkę i spodnie i wskoczyłam do jeziorka nurkując na samo dno.
Chris? Znowu pływamy xD
-Ja też nie mam pojęcia-zaśmiałam się cicho-Nie cierpię różowego-uśmiechnęłam się do niego szeroko. Wyminęłam chłopaka i podeszłam do sporego jeziorka, do którego wpadał wodospad. Kucnęłam i zamoczyłam w wodzie palce.
-Więc co to za miejsce?-Chris powtórzył pytanie przyglądając mi się. Uśmiechnęłam się, wstałam i opryskałam go wodą z palców ze śmiechem.
-Moja tajemnica..-mrugnęłam do niego porozumiewawczo -Chciałeś ją poznać.. Więc proszę.. To jej część.
-Część?
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się promiennie. Dziś miałam dużo lepszy humor niż wczoraj. Pomyślałam przez chwilę i powiedziałam.
-Popływamy? Raczej nie powinni nas znaleźć, tak jak ostatnim razem-posłałam mu uśmiech-Poza tym.. Gdyby nawet ktoś się zjawił to za wodospadem jest jaskinia-zaśmiałam się i nie czekając na odpowiedź Chris'a zdjęłam bluzkę i spodnie i wskoczyłam do jeziorka nurkując na samo dno.
Chris? Znowu pływamy xD
Od Klary
Rodzice nie chcieli zgodzić się na to, abym się przeprowadziła do Akademii. Wiedzieli, że tamtej nocy, kiedy Charlie zaginął zmieniłam się i nie chodziło tylko o to, że co miesiąc nagle znikałam na kilka dni. Jednak mimo wszystko oni nadal byli moimi rodzicami i mnie kochali. Chcieli nawet wysłać mnie do psychologa - wątpię, żeby pomógł mi on w tym, że stałam się wilkołakiem.
Dlatego zdecydowałam, iż muszę przeprowadzić się do Akademii. Musze nauczyć się walczyć. Jeśli Charlie jeszcze żyje, zrobię wszystko żeby go odnaleźć. Lub pomszczę jego śmierć...
Tak oto stanęłam przed bramą Akademii. Najpierw skierowałam się do opiekuna wilkołaków - pana Tylera Roacha. Gdy załatwiliśmy już wszystkie formalności, nauczyciel przywołał do pokoju jakąś dziewczynę i powiedział:
- Carrie, oprowadzisz Klarę po naszej szkole?
Carrie?
Dlatego zdecydowałam, iż muszę przeprowadzić się do Akademii. Musze nauczyć się walczyć. Jeśli Charlie jeszcze żyje, zrobię wszystko żeby go odnaleźć. Lub pomszczę jego śmierć...
Tak oto stanęłam przed bramą Akademii. Najpierw skierowałam się do opiekuna wilkołaków - pana Tylera Roacha. Gdy załatwiliśmy już wszystkie formalności, nauczyciel przywołał do pokoju jakąś dziewczynę i powiedział:
- Carrie, oprowadzisz Klarę po naszej szkole?
Carrie?
Od Christopher'a do Seeley
Otworzyłem zdezorientowany oczy i spojrzałem na miejsce obok siebie... Niestety było puste.
Wstałem z łóżka i nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Sebastian.
-Jeszcze nie wstałeś?- zapytał.
-A która godzina?- spojrzałem na niego.
-Za dziesięć ósma- odpowiedział.
-O kurczę - mruknąłem pod nosem i zacząłem ubierać się w ekspresowym tempie. Na koniec wziąłem plecak i ruszyłem na zajęcia.
O mało co się spóźniłem. Dzisiejszego dnia uczyli nas nowego zaklęcia a mianowicie wytropienie kogoś. Coś czułem, że się dziś przyda.
Po zajęciach wróciłem do pokoju i użyłem zaklęcia. Natychmiast pojawiła się różowa linia prowadząca przez okno... Tylko dlaczego była różowa?
Szedłem po śladach aż w końcu dotarłem do innego lasu a przede mną był niewielki wodospad. W tej chwili szlak zniknął.
-Seeley!- krzyknąłem - Jesteś tu?- jasne, że tu była tylko gdzie.
Nagle coś zakryło mi usta.
-Cicho, bo wystraszysz zwierzęta - zachichotała.
Obróciłem się momentalnie trzymając ją za dłonie.
-Co to za miejsce?- zapytałem.
-A jak mnie znalazłeś?- zaróżowiała wyplatając swoje dłonie z moich.
-Użyłem nowego zaklęcia. Tylko nie wiem dlaczego szlak był różowy...
Seeley?
Wstałem z łóżka i nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Sebastian.
-Jeszcze nie wstałeś?- zapytał.
-A która godzina?- spojrzałem na niego.
-Za dziesięć ósma- odpowiedział.
-O kurczę - mruknąłem pod nosem i zacząłem ubierać się w ekspresowym tempie. Na koniec wziąłem plecak i ruszyłem na zajęcia.
O mało co się spóźniłem. Dzisiejszego dnia uczyli nas nowego zaklęcia a mianowicie wytropienie kogoś. Coś czułem, że się dziś przyda.
Po zajęciach wróciłem do pokoju i użyłem zaklęcia. Natychmiast pojawiła się różowa linia prowadząca przez okno... Tylko dlaczego była różowa?
Szedłem po śladach aż w końcu dotarłem do innego lasu a przede mną był niewielki wodospad. W tej chwili szlak zniknął.
-Seeley!- krzyknąłem - Jesteś tu?- jasne, że tu była tylko gdzie.
Nagle coś zakryło mi usta.
-Cicho, bo wystraszysz zwierzęta - zachichotała.
Obróciłem się momentalnie trzymając ją za dłonie.
-Co to za miejsce?- zapytałem.
-A jak mnie znalazłeś?- zaróżowiała wyplatając swoje dłonie z moich.
-Użyłem nowego zaklęcia. Tylko nie wiem dlaczego szlak był różowy...
Seeley?
Od Seeley do Christopher'a
Powoli otworzyłam oczy, jednak nie poruszyłam się nawet na milimetr. Starałam się uspokoić serce, które waliło jak oszalałe. "Kur..Co jest z tobą?" pomyślałam zła na siebie. Jeszcze przez dłuższy czas dudniło mi w uszach. Potem delikatnie przesunęłam rękę na bandaż i ścisnęłam ramię. "Znów to zrobił.." przeleciało mi przez myśl. Zacisnęłam rękę w pięść i powoli, tak by nie zbudzić chłopaka, wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju przymykając drzwi. Na palcach poszłam do pokoju opiekuna czarodziei. Bez pukania weszłam do środka i zobaczyłam Nine Lovegood siedzącą przy biurku i piszącą coś piórem. Podniosła na mnie wzrok z nad kartki i spytała.
-Seeley? A co ty tu robisz? Zdawało mi się, że nie ma cię w akademii..
-Tak.-przerwałam jej szybko-Ale wróciłam na noc. I chciałam porozmawiać o Christopher'ze Whitford'zie-wyprostowałam się i podeszłam bliżej jej biurka. Zdjęła z nosa okulary i popatrzyła na mnie uważniej. Wskazała ręką krzesło, ale kiwnięciem głowy odmówiłam.
-Dobrze.. Więc o czym chciałaś porozmawiać?-patrzyła na mnie uważnie. Widziałam, że każdy mój ruch i słowo są poddawane jej ocenie.
-O jego karze-opiekunka uniosła jedną brew, ale widziałam, że tego się spodziewała-Nie powinna go pani karać. Jeśli ktoś zasługuje na karę to tylko i wyłącznie ja. To ja go zaciągnęłam tam i on nie jest niczemu winny. Niech pani wycofa tą karę.. On naprawdę nic nie zrobił..-posłałam jej błagalne spojrzenie. Nina oparła się o oparcie fotela i zastanowiła chwilę.
-No dobrze.. Przemyślę to-na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, który próbowała ukryć. Po tonie jej głosu wiedziałam, że odwoła karę Chris'a. Uśmiechnęłam się do niej lekko i żegnając się wyszłam z pokoju. Na palcach wróciłam do pokoju chłopaka i stanęłam przy jego łóżku. Uśmiechnęłam się lekko i położyłam koło niego.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się tuż przed szóstą. Delikatnie się przeciągnęłam i poczułam, że ręka Chris'a znowu mnie obejmuje. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyplątałam się z jego uścisku wstając. Popatrzyłam na chłopaka z góry i szepnęłam
-Może chociaż tak ci się odwdzięczę..-pogłaskałam go po policzku i kucnęłam. Pocałowałam go w kącik ust i uciekłam szybko przez okno słysząc hałasy za drzwiami.
Chris?
-Seeley? A co ty tu robisz? Zdawało mi się, że nie ma cię w akademii..
-Tak.-przerwałam jej szybko-Ale wróciłam na noc. I chciałam porozmawiać o Christopher'ze Whitford'zie-wyprostowałam się i podeszłam bliżej jej biurka. Zdjęła z nosa okulary i popatrzyła na mnie uważniej. Wskazała ręką krzesło, ale kiwnięciem głowy odmówiłam.
-Dobrze.. Więc o czym chciałaś porozmawiać?-patrzyła na mnie uważnie. Widziałam, że każdy mój ruch i słowo są poddawane jej ocenie.
-O jego karze-opiekunka uniosła jedną brew, ale widziałam, że tego się spodziewała-Nie powinna go pani karać. Jeśli ktoś zasługuje na karę to tylko i wyłącznie ja. To ja go zaciągnęłam tam i on nie jest niczemu winny. Niech pani wycofa tą karę.. On naprawdę nic nie zrobił..-posłałam jej błagalne spojrzenie. Nina oparła się o oparcie fotela i zastanowiła chwilę.
-No dobrze.. Przemyślę to-na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, który próbowała ukryć. Po tonie jej głosu wiedziałam, że odwoła karę Chris'a. Uśmiechnęłam się do niej lekko i żegnając się wyszłam z pokoju. Na palcach wróciłam do pokoju chłopaka i stanęłam przy jego łóżku. Uśmiechnęłam się lekko i położyłam koło niego.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziłam się tuż przed szóstą. Delikatnie się przeciągnęłam i poczułam, że ręka Chris'a znowu mnie obejmuje. Uśmiechnęłam się pod nosem i wyplątałam się z jego uścisku wstając. Popatrzyłam na chłopaka z góry i szepnęłam
-Może chociaż tak ci się odwdzięczę..-pogłaskałam go po policzku i kucnęłam. Pocałowałam go w kącik ust i uciekłam szybko przez okno słysząc hałasy za drzwiami.
Chris?
Od Nathaniela do Marry
-To nie żaden problem- uśmiechnąłem się do niej.
Skupiłem swoje myśli na zamku i za pomocą telekinezy przekręciłem go , drzwi otworzyły się.
-Jak w filmie- Marry zrobiła zdumione oczy.
-No prawie, chodźmy - chwyciłem ją za dłoń.
Dojście do drzwi akademii nie było większym problem. Potem tylko zakradliśmy się na górę i odprowadziłem ją do jej pokoju.
-Spędziłem z tobą naprawdę fajny dzień - uśmiechnąłem się do niej- musimy tak robić częściej.
Dziewczyna zarumieniła się i już chwytała za klamkę ale przytuliłem ją.
-Do jutra- uśmiechnąłem się i oddaliłem się do swojego pokoju...
Marry?
Skupiłem swoje myśli na zamku i za pomocą telekinezy przekręciłem go , drzwi otworzyły się.
-Jak w filmie- Marry zrobiła zdumione oczy.
-No prawie, chodźmy - chwyciłem ją za dłoń.
Dojście do drzwi akademii nie było większym problem. Potem tylko zakradliśmy się na górę i odprowadziłem ją do jej pokoju.
-Spędziłem z tobą naprawdę fajny dzień - uśmiechnąłem się do niej- musimy tak robić częściej.
Dziewczyna zarumieniła się i już chwytała za klamkę ale przytuliłem ją.
-Do jutra- uśmiechnąłem się i oddaliłem się do swojego pokoju...
Marry?
Od Christopher'a do Seeley
-Jasne, że możesz - uśmiechnąłem się do niej przyjaźnie.
-Dzięki, dzięki - odwzajemniła uśmiech i położyła się na podłodze.
-Zgłupiałaś?- zapytałem z powagą.
Seeley spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie będziesz spała na podłodze - powiedziałem z unosząc lekko kąciki ust- No wskakuj- powiedziałem klepiąc miejsce obok mnie w łóżku.
-Teraz to ty zgłupiałeś - widziałem jak policzki jej różowieją. Usiadła z powrotem na podłodze.
-Po pierwsze nie będziesz spała na podłodze a po drugie nic ci nie zrobię - wyciągnąłem do niej rękę - To co, zaufasz mi?
-Powiedzmy- z wahaniem złapała mnie za rękę i pomogłem jej wstać.
Dziewczyna położyła się obok mnie a ja nakryłem ją kołdrą i objąłem ją przyciągając do sobie.
-Nie za dużo sobie pozwalasz?- zapytała unosząc głowę aby na mnie spojrzeć.
-Nie sądzę. Lecz może ty tego nie chcesz- puściłem ją.
Seeley obróciła się do mnie plecami a po chwili słyszałem tylko jej miarowy oddech. Postanowiłem jednak coś jeszcze zrobić zanim jutro zniknie.
Delikatnie przyłożyłem swoją dłoń tam gdzie miała bandaż i szepnąłem zaklęcie na uzdrawianie.
-Dobranoc- uśmiechnąłem się do niej. Szkoda, że już śpi. Pocałowałem delikatnie jej policzek- Słodkich snów - I obróciłem się w drugą stronę...
Seeley?
-Dzięki, dzięki - odwzajemniła uśmiech i położyła się na podłodze.
-Zgłupiałaś?- zapytałem z powagą.
Seeley spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie będziesz spała na podłodze - powiedziałem z unosząc lekko kąciki ust- No wskakuj- powiedziałem klepiąc miejsce obok mnie w łóżku.
-Teraz to ty zgłupiałeś - widziałem jak policzki jej różowieją. Usiadła z powrotem na podłodze.
-Po pierwsze nie będziesz spała na podłodze a po drugie nic ci nie zrobię - wyciągnąłem do niej rękę - To co, zaufasz mi?
-Powiedzmy- z wahaniem złapała mnie za rękę i pomogłem jej wstać.
Dziewczyna położyła się obok mnie a ja nakryłem ją kołdrą i objąłem ją przyciągając do sobie.
-Nie za dużo sobie pozwalasz?- zapytała unosząc głowę aby na mnie spojrzeć.
-Nie sądzę. Lecz może ty tego nie chcesz- puściłem ją.
Seeley obróciła się do mnie plecami a po chwili słyszałem tylko jej miarowy oddech. Postanowiłem jednak coś jeszcze zrobić zanim jutro zniknie.
Delikatnie przyłożyłem swoją dłoń tam gdzie miała bandaż i szepnąłem zaklęcie na uzdrawianie.
-Dobranoc- uśmiechnąłem się do niej. Szkoda, że już śpi. Pocałowałem delikatnie jej policzek- Słodkich snów - I obróciłem się w drugą stronę...
Seeley?
Od Seeley do Christopher'a
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Wpadłam zobaczyć jak się masz..-wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Chłopak spojrzał ponownie na zegarek i zapytał
-Ale czemu o 3 w nocy?
-What would you do if I told you I hate you?..-zanuciłam piosenkę ze zmrużonymi oczami-What would you do if your life's on the line?..*
Christ popatrzył na mnie lekko przerażony. Uśmiechnęłam się i poprawiłam opatrunek na ramieniu.
-Stara piosenka..-zerknęłam na chłopaka-Bardzo fajna.. To jaką kare dostałeś?
-Co ci się stało?-spytała wskazując na moje ramię jakby nie słyszał tego co powiedziałam.
-Mała potyczka.. W lesie-powiedziałam ostrożnie-Nic wielkiego. To jaką masz karę?
-Przez miesiąc nie mogę wychodzić poza akademie. Czemu nie ma cię w akademii?
-Mój ojciec zawsze powtarzał, że nie wolno zapominać kim jest się naprawdę..-powiedziała bardzo cicho i smutno. Pokręciłam głową i usiadłam na podłodze-Mogę się u ciebie przespać? Nie chcę spać w lesie..-nerwowo spojrzałam w okno. Od tamtej akcji miałam wrażenie, że ktoś wciąż mnie obserwuje. Podciągnęłam kolana pod brodę i proszącym wzrokiem popatrzyłam na Christopher'a.
Chris?
-Wpadłam zobaczyć jak się masz..-wzruszyłam ramionami z uśmiechem. Chłopak spojrzał ponownie na zegarek i zapytał
-Ale czemu o 3 w nocy?
-What would you do if I told you I hate you?..-zanuciłam piosenkę ze zmrużonymi oczami-What would you do if your life's on the line?..*
Christ popatrzył na mnie lekko przerażony. Uśmiechnęłam się i poprawiłam opatrunek na ramieniu.
-Stara piosenka..-zerknęłam na chłopaka-Bardzo fajna.. To jaką kare dostałeś?
-Co ci się stało?-spytała wskazując na moje ramię jakby nie słyszał tego co powiedziałam.
-Mała potyczka.. W lesie-powiedziałam ostrożnie-Nic wielkiego. To jaką masz karę?
-Przez miesiąc nie mogę wychodzić poza akademie. Czemu nie ma cię w akademii?
-Mój ojciec zawsze powtarzał, że nie wolno zapominać kim jest się naprawdę..-powiedziała bardzo cicho i smutno. Pokręciłam głową i usiadłam na podłodze-Mogę się u ciebie przespać? Nie chcę spać w lesie..-nerwowo spojrzałam w okno. Od tamtej akcji miałam wrażenie, że ktoś wciąż mnie obserwuje. Podciągnęłam kolana pod brodę i proszącym wzrokiem popatrzyłam na Christopher'a.
Chris?
*-słowa z piosenki Hollywood Undead-Dead Bite
Nowy wilkołak - Klara Marta Pawelska
Imię: Klara Maria
Nazwisko: Pawelska
Przezwisko: Paweł - przy czym nie znosi jak jest tak nazywana.
Płeć: Kobieta
Wygląd: Klara ma długie, jagodowo-niebieskie włosy, zazwyczaj rozpuszczone lub związane w warkocz. Farbuje się, gdyż dzień po tym jak straciła swojego przyjaciela zupełnie osiwiała. Oczy koloru szaro-zielonego. Nosi zazwyczaj bluzy z długimi rękawami by zakrywać blizny po samo okaleczaniu. Nie rozstaje się z wisiorkiem - połową serca, prezentem od przyjaciela, który zachował dla siebie drugą część. Lubi sukienki i spódnice, nie przyznaje się jednak do tego i najczęściej ubiera spodnie - bojówki i glany, żeby udawać twardzielkę. Ma dobrze rozbudowane mięśnie brzucha, jest również bardzo szczupła, przy wzroście 171 cm, jej talia ma 64 cm.
Wiek: 16 lat.
Rasa: Wilkołak
Rok: Pierwszy
Współlokatorzy:
Zauroczenie: Nadal żywi uczucie do swojego przyjaciela, którego straciła tamtego dnia...
Charakter: Jest arogancka i bezczelna. Zazwyczaj wredna dla wszystkich. Pragnie zemsty za stratę swojego przyjaciela. Ukrywa przed wszystkimi swoje prawdziwe "ja". Zamknięta w sobie. Za bliską osobę gotowa jest oddać życie. Prowokuje wszystkich do kłótni, uwielbia robić awantury. Gdy nikt nie widzi płacze i samo okalecza się. Nie kryje się z nienawiścią do całego świata.
Historia: Klara jest Polką. Urodziła się w rodzinie artystów. Kiedyś była najbardziej lubianą i popularną osobą w szkole, każdy chciał się z nią przyjaźnić. Znana była również z tego, że zawsze widziano ją w towarzystwie swojego przyjaciela - chłopaka, którego znała od dziecka. Z czasem jednak Klara poczuła do niego coś więcej. Pewnego wieczoru chciała mu to wyznać. Nie zdążyła jednak - do jej domu wkradł się wilkołak i zaatakował oboje nastolatków. Dziewczyna nie pamięta z tego wydarzenia wiele - wie tylko, iż sama została przemieniona. Natomiast jej przyjaciel zniknął. Teraz jej celem jest albo pomścić jego śmierć, albo go odnaleźć.
Hobby: Klara nałogowo czyta książki. Sama również pisze opowiadania, nie pozwala jednak nikomu ich czytać. Kiedyś uwielbiała grać na pianinie. Codziennie ćwiczy, żeby zachować idealną talię.
Zwierzątko: kot Parys
Sterujący: Esmeralda
Opiekun: pandi007
Upomnienia/Pochwały: 0/0
Od Christopher'a do Seeley
Musiałem wrócić do pokoju z opiekunem wilkołaków, mokry i zbulwersowany.
Wróciłem do pokoju i od razu poszedłem pod prysznic i przebrałem się w piżamę...
***************************************************
Następnego dnia poszedłem jak zwykle na lekcje. Niestety nie widziałem ani razu Seeley. Chyba nie kłamała gdy mówiła, że nie wróci do akademii.
Westchnąłem na myśl o tym, że nie mogę wychodzić poza budynek akademii przez miesiąc.
Dlaczegóż ja wróciłem z tym nauczycielem z powrotem do akademii? Czułem się podle zostawiając ją samą w tym lesie.
Aby nie myśleć już o tym poszedłem od razu spać. Byłem naprawdę zmęczony a pójście spać pozwoliło mi nie myśleć.
Nagle obudziłem się. Spojrzałem na zegarek i była trzecia w nocy. Czułem jakby ktoś mnie obserwował. Włączyłem lampkę nocną .
-Pokaż się - powiedziałem.
Z cienia wyłoniła się postać dziewczyny, gdy podeszła ona bliżej okazało się, że to Seeley.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałem zdziwiony...
Seeley?
Wróciłem do pokoju i od razu poszedłem pod prysznic i przebrałem się w piżamę...
***************************************************
Następnego dnia poszedłem jak zwykle na lekcje. Niestety nie widziałem ani razu Seeley. Chyba nie kłamała gdy mówiła, że nie wróci do akademii.
Westchnąłem na myśl o tym, że nie mogę wychodzić poza budynek akademii przez miesiąc.
Dlaczegóż ja wróciłem z tym nauczycielem z powrotem do akademii? Czułem się podle zostawiając ją samą w tym lesie.
Aby nie myśleć już o tym poszedłem od razu spać. Byłem naprawdę zmęczony a pójście spać pozwoliło mi nie myśleć.
Nagle obudziłem się. Spojrzałem na zegarek i była trzecia w nocy. Czułem jakby ktoś mnie obserwował. Włączyłem lampkę nocną .
-Pokaż się - powiedziałem.
Z cienia wyłoniła się postać dziewczyny, gdy podeszła ona bliżej okazało się, że to Seeley.
-Co ty tutaj robisz?- zapytałem zdziwiony...
Seeley?
Od Christopher'a do Marcy
-Nic mi nie jest- chwyciłem się za nos- Chyba cię nie doceniłem - zaśmiałem się.
-Chris...
-Nie mów proszę na mnie Chris - spoważniałem - Mam na imię Christopher...
-Przecież widzę, że ci krę leci z nosa... Zaczekaj- pobiegła do swojej torby i wyciągnęła chusteczkę, podając mi ją.
Przytrzymałem chustą nos i spojrzałem na nią.
-Nie złamałaś mi nosa, więc nic mi nie będzie - wstałem z ziemi- Idę do szatni- powiedziałem biorąc torbę i idąc tam.
W szatni wziąłem dlugi prysznic , przy okazji krew przestała mi lecieć z nosa ale był popuchnięty oraz sino- czerwony.
potem przebrałem się w czyste ubranie i przeczesałem włosy palcami. Wyszedłem stamtąd i poszłam przed siłownię gdzie musiałem poczekać parę minut na Marcy.
-Już jesteś - uśmiechnąłem się.
-Jak tam twój nos- przygryzła dolną wargę ze zdenerwowania.
-Przestała lecieć krew tylko jest opuchnięty - spojrzałem jej w oczy- Co ty na to abyśmy wybraliśmy się do stołówki po jakiś napój?
Marcy?
-Chris...
-Nie mów proszę na mnie Chris - spoważniałem - Mam na imię Christopher...
-Przecież widzę, że ci krę leci z nosa... Zaczekaj- pobiegła do swojej torby i wyciągnęła chusteczkę, podając mi ją.
Przytrzymałem chustą nos i spojrzałem na nią.
-Nie złamałaś mi nosa, więc nic mi nie będzie - wstałem z ziemi- Idę do szatni- powiedziałem biorąc torbę i idąc tam.
W szatni wziąłem dlugi prysznic , przy okazji krew przestała mi lecieć z nosa ale był popuchnięty oraz sino- czerwony.
potem przebrałem się w czyste ubranie i przeczesałem włosy palcami. Wyszedłem stamtąd i poszłam przed siłownię gdzie musiałem poczekać parę minut na Marcy.
-Już jesteś - uśmiechnąłem się.
-Jak tam twój nos- przygryzła dolną wargę ze zdenerwowania.
-Przestała lecieć krew tylko jest opuchnięty - spojrzałem jej w oczy- Co ty na to abyśmy wybraliśmy się do stołówki po jakiś napój?
Marcy?
Od Brian'a do Carrie/Nathaniel'a
Nie spodziewałem się, ze dziewczyna może o to zapytać. Dlaczego ona chciała wiedzieć coś o mnie? Przecież nie było jej to do niczego potrzebne. To pytanie wytrąciło mnie z równowagi.
- Po co chcesz to wiedzieć? - warknąłem.
- Bo mnie ciekawi. - powiedziała.
- Chcesz wiedzieć?
- Tak.
- W moim życiu nie było nic ciekawego. - zacząłem. - Urodziłem się. Potem poszedłem do szkoły. Zmieniałem szkoły przynajmniej trzy razy w roku. Aż zachorowałem i stałem się wampirem. Tak trafiłem tutaj. W tej Akademii jestem chyba najdłużej.
- Dlaczego ciągle zmieniałeś szkoły? - zapytał Nathaniel. Od razu a mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przypomniało mi się kilka powodów.
- Hm.. powiedzmy, że nie do końca byli zadowoleni z moich żartów. - odpowiedziałem.
- Za zwykły żart nikogo nie wywalają ze szkoły. - stwierdziła Carrie.
- Racja. - zaczął Nathaniel. - Co takiego zrobiłeś? Starałem sobie przypomnieć jakiś dobry żart. Po krótkiej chwili wybrałem jeden z nich, by opowiedzieć go moim przyjaciołom.
- Raz mnie wywalili dlatego, że... dlatego, że źle rzuciłem masłem. - mruknąłem.
- Czekaj... jak to źle rzuciłeś?
- No... była bitwa na jedzenie na stołówce. - zacząłem. - Chciałem rzucić w kolegę, ale dyrektor stanął przed nim i wpadło w niego.
- Serio? - powiedział z niedowierzaniem Nathaniel.
- Tak jakoś wyszło. Teraz wasza kolej. Powiedzcie coś ze swojej przeszłości.
Carrie? Nathaniel?
- Po co chcesz to wiedzieć? - warknąłem.
- Bo mnie ciekawi. - powiedziała.
- Chcesz wiedzieć?
- Tak.
- W moim życiu nie było nic ciekawego. - zacząłem. - Urodziłem się. Potem poszedłem do szkoły. Zmieniałem szkoły przynajmniej trzy razy w roku. Aż zachorowałem i stałem się wampirem. Tak trafiłem tutaj. W tej Akademii jestem chyba najdłużej.
- Dlaczego ciągle zmieniałeś szkoły? - zapytał Nathaniel. Od razu a mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy przypomniało mi się kilka powodów.
- Hm.. powiedzmy, że nie do końca byli zadowoleni z moich żartów. - odpowiedziałem.
- Za zwykły żart nikogo nie wywalają ze szkoły. - stwierdziła Carrie.
- Racja. - zaczął Nathaniel. - Co takiego zrobiłeś? Starałem sobie przypomnieć jakiś dobry żart. Po krótkiej chwili wybrałem jeden z nich, by opowiedzieć go moim przyjaciołom.
- Raz mnie wywalili dlatego, że... dlatego, że źle rzuciłem masłem. - mruknąłem.
- Czekaj... jak to źle rzuciłeś?
- No... była bitwa na jedzenie na stołówce. - zacząłem. - Chciałem rzucić w kolegę, ale dyrektor stanął przed nim i wpadło w niego.
- Serio? - powiedział z niedowierzaniem Nathaniel.
- Tak jakoś wyszło. Teraz wasza kolej. Powiedzcie coś ze swojej przeszłości.
Carrie? Nathaniel?
Od Briana do Alysson
Otworzyłem oczy, gdy ktoś szarpał mnie za ramię.
- Co się dzieje? - zapytałem. Spojrzałem do góry. Widziałem Alysson.
- Obudź się śpiochu. Kolacja się zbliża. Wszyscy są już na jadalni.
- Że co? - na mojej twarzy malowało się zdziwienie. - Jak kolacja? Przecież tyle co skończyły się zajęcia.
- Tak. - powiedziała dziewczyna. - Trzy godziny temu. Coś ci się przysnęło - mruknęła po czym zaczęła się śmiać.
- Z czego śmiejesz?
- Fajnie wyglądasz jak śpisz.
- Bardzo zabawne. - próbowałem się jakoś obronić. - Byłem zmęczony. A po za tym masz bardzo delikatny głos Alysson.
- Nie wywiniesz się. - ciągnęła dalej. - Jutro cała szkoła będzie o tym gadać.
- Niby o czym? - zrobiłem zdziwioną minę.
- Przecież każdy nas widział. A właściwie ciebie śpiącego, gdy ja czytałam tobie książkę. - zaczęła tłumaczyć. - Nawet nie wiesz jak się patrzyli.
- Żartujesz.
- Nie. Chodź na jadalnię. Kolacja stygnie. - powiedziała po czym ruszyła na kolację.
Alysson? (będą mówić o tym wydarzeniu?)
- Co się dzieje? - zapytałem. Spojrzałem do góry. Widziałem Alysson.
- Obudź się śpiochu. Kolacja się zbliża. Wszyscy są już na jadalni.
- Że co? - na mojej twarzy malowało się zdziwienie. - Jak kolacja? Przecież tyle co skończyły się zajęcia.
- Tak. - powiedziała dziewczyna. - Trzy godziny temu. Coś ci się przysnęło - mruknęła po czym zaczęła się śmiać.
- Z czego śmiejesz?
- Fajnie wyglądasz jak śpisz.
- Bardzo zabawne. - próbowałem się jakoś obronić. - Byłem zmęczony. A po za tym masz bardzo delikatny głos Alysson.
- Nie wywiniesz się. - ciągnęła dalej. - Jutro cała szkoła będzie o tym gadać.
- Niby o czym? - zrobiłem zdziwioną minę.
- Przecież każdy nas widział. A właściwie ciebie śpiącego, gdy ja czytałam tobie książkę. - zaczęła tłumaczyć. - Nawet nie wiesz jak się patrzyli.
- Żartujesz.
- Nie. Chodź na jadalnię. Kolacja stygnie. - powiedziała po czym ruszyła na kolację.
Alysson? (będą mówić o tym wydarzeniu?)
Od Marry do Nathaniela
Nic nie odpowiedziałam,tylko pokiwałam głową na "Tak", a Nathaniel
poprowadził mnie nad to samo jezioro co ostatnio. Usiedliśmy na ziemi
gadaliśmy o różnych bardziej i mniej ciekawych rzeczach. Co prawda
czułam, że obleję jutrzejszy egzamin to i tak wolałam zostać tu z Natem
do zmroku. Gdy tak żeśmy rozmawiali zupełnie straciliśmy poczucie czasu i
było już dużo po 23 gdy usłyszeliśmy czyjeś kroki, nie byliśmy jeszcze
pewni kto to, ale na wszelki wypadek woleliśmy uciekać. Słusznie
zrobiliśmy bo "intruz" okazał się być miejscowym strażnikiem porządku. Na
początku takie wymykanie się było zabawne,ale gdy ten zagonił nas w
kozi róg niemieliśmy jak dalej uciekać i musieliśmy wyjść za bramę
Akademii. Nie mieliśmy zamiaru tam zostawać, lecz wrócić za
chwilę. Niestety... Strażnik zamknął bramę na klucz i nie było drogi
powrotu
- Co robimy ? - Zapytałam Nathaniela
( Nathaniel? )
- Co robimy ? - Zapytałam Nathaniela
( Nathaniel? )
niedziela, 28 czerwca 2015
Od Alysson do Carrie
- Nie wiem co dzisiaj pozwiedzamy w lesie. – odparłam zastanawiając się. – Może pójdziemy usiąść i pogadać nad jezioro?
- Świetny pomysł – odpowiedziała z entuzjazmem Carrie. Rozmawiając i śmiejąc szłyśmy przez las. Po dziesięciu minutach przedzierania się przez krzaki doszłyśmy na miejsce. Usiadłyśmy na końcu kładki i od nowa zaczęłyśmy rozmowę. W głębi serca byłam na siebie zła za to, że zaniedbałam naszą przyjaźń. Jednak wilkołaki mogą normalnie rozmawiać z wampirami. Ja i Carrie jesteśmy tego żywym przykładem. Z zamyślenia wybudził mnie ból pod żebrami. Spojrzałam na przyjaciółkę, która uśmiechała się.
- Ej, to bolało – udałam urażoną.
- Zamuliłaś, a to było jedyne rozwiązanie na odmulenie – zaśmiała się. – A tak na serio, o czym myślałaś?
- A o niczym ważnym – odparłam. – A co ty powiesz ciekawego?
( Carrie? Sorry, że taki beznadziejne opo )
- Świetny pomysł – odpowiedziała z entuzjazmem Carrie. Rozmawiając i śmiejąc szłyśmy przez las. Po dziesięciu minutach przedzierania się przez krzaki doszłyśmy na miejsce. Usiadłyśmy na końcu kładki i od nowa zaczęłyśmy rozmowę. W głębi serca byłam na siebie zła za to, że zaniedbałam naszą przyjaźń. Jednak wilkołaki mogą normalnie rozmawiać z wampirami. Ja i Carrie jesteśmy tego żywym przykładem. Z zamyślenia wybudził mnie ból pod żebrami. Spojrzałam na przyjaciółkę, która uśmiechała się.
- Ej, to bolało – udałam urażoną.
- Zamuliłaś, a to było jedyne rozwiązanie na odmulenie – zaśmiała się. – A tak na serio, o czym myślałaś?
- A o niczym ważnym – odparłam. – A co ty powiesz ciekawego?
( Carrie? Sorry, że taki beznadziejne opo )
Od Alysson do Catherine
Szłam właśnie na lekcje, gdy zatrzymała mnie Rivena McCall. Była to opiekunka ludzi. Nie pewnie podeszłam do kobiety. Wyczułam, że śpieszyło się jej.
- Dzień Dobry proszę pani. Czy coś się stało? – zapytałam.
- Idź zwolnij się z tej lekcji i przyjdź do pokoju wspólnego ludzi – powiedziała. Zdziwiona kiwnęłam głową i poszłam do klasy. Bez przeszkód zostałam zwolniona. Gdy szłam korytarzem w stronę pokoju wspólnego ludzi, ciągle myślałam czego chce ode mnie Rivena McCall. Bez namysłu weszłam do pomieszczenia.
- Alysson, dobrze, że jesteś! - ucieszyła się kobieta - Oprowadzisz Catherine? Jest nową uczennicą
- Oczywiście, że oprowadzę – zgodziłam się. Z uwagą przyjrzałam się nowej dziewczynie. Catherine miała czarne oczy. Czy ona była nie widoma? Rivena wyszła z pokoju , zostawiając nas same.
- Długo się będziesz na mnie patrzała? – spytała mnie ze spokojem w głosie nowa uczennica.
- Przepraszam, jestem Alysson Argent – przedstawiłam się.
- Catherine Melanie – odparła.
- No to co, idziemy zwiedzać akademie? – zapytałam z nutą entuzjazmu.
- Tak – powiedziała. Powoli wyszliśmy z pomieszczenia.
- Mam pytanie. Czy ty jesteś nie widoma? – spytałam. Ale nie chciałam urazić Catherine.
( Catherine ? )
- Dzień Dobry proszę pani. Czy coś się stało? – zapytałam.
- Idź zwolnij się z tej lekcji i przyjdź do pokoju wspólnego ludzi – powiedziała. Zdziwiona kiwnęłam głową i poszłam do klasy. Bez przeszkód zostałam zwolniona. Gdy szłam korytarzem w stronę pokoju wspólnego ludzi, ciągle myślałam czego chce ode mnie Rivena McCall. Bez namysłu weszłam do pomieszczenia.
- Alysson, dobrze, że jesteś! - ucieszyła się kobieta - Oprowadzisz Catherine? Jest nową uczennicą
- Oczywiście, że oprowadzę – zgodziłam się. Z uwagą przyjrzałam się nowej dziewczynie. Catherine miała czarne oczy. Czy ona była nie widoma? Rivena wyszła z pokoju , zostawiając nas same.
- Długo się będziesz na mnie patrzała? – spytała mnie ze spokojem w głosie nowa uczennica.
- Przepraszam, jestem Alysson Argent – przedstawiłam się.
- Catherine Melanie – odparła.
- No to co, idziemy zwiedzać akademie? – zapytałam z nutą entuzjazmu.
- Tak – powiedziała. Powoli wyszliśmy z pomieszczenia.
- Mam pytanie. Czy ty jesteś nie widoma? – spytałam. Ale nie chciałam urazić Catherine.
( Catherine ? )
Od Seeley do Christopher'a
Popatrzyłam w stronę, z której dochodziły kroki. Stał tam opiekun wilkołaków - Tyler Roach. skrzyżował ręce na klatce piersiowej i patrzył na nas z poważną miną. Zmrużyłam oczy i położyłam się na plecach na wodzie.
-Czego pan chce?-warknęłam.
-Można wiedzieć dlaczego w czasie ciszy nocnej znajdujecie się poza akademią? Przecież wiecie, że to zabronione-popatrzył na nas z góry. Z cichym warknięciem zanurzyłam się pod wodę i wyszłam dopiero na brzegu. Stanęłam przed nim ociekająca wodą ze spodniami opuszczonymi do połowy bioder.
-Nie jestem tu po to, żebyście mówili mi jak, co i kiedy mam robić-syknęłam mrużąc oczy.
-Panno Sparks. Jest panna w akademii gdzie obowiązują pewne zasady, których uczniowie mają obowiązek przestrzegać. A za ich łamanie grożą kary.
-Nie wiedziałam, że celem tej akademii jest zmienianie nas-syknęłam z chytrym uśmieszkiem-Myślałam, że mamy tu doskonalić swoje umiejętności i moce.. A nie ukrywać swoją naturę-fuknęłam.
-Jutro z samego rana porozmawiasz sobie z panią Collins-powiedział twardo-A teraz proszę wrócić do akademii. Oboje,
-Wrócę kiedy będę chciała-warknęłam przewracając oczami-Ale jego niech pan zabierze. On nie ma z tym nic wspólnego. Wyciągnęłam go siłą. Sam by tu nie przyszedł-powiedziałam starając się nie patrzeć na Chrisa. Kiedy wyszedł z wody podeszłam do niego i spojrzałam w górę.
-Idź z nim. Nie pakuj się w kłopoty jak ja..-pokręciłam głową-Było miło.. Jakbyś mnie jeszcze kiedyś szukał to zajrzyj na wielki kamień w lesie..-delikatnie sie uśmiechnęłam, zmieniłam się w wilka i uciekłam do lasu. Nie miałam zamiaru wracać do akademii. Ani dziś, ani przez następny tydzień.
Chris?
Od Sebastiana do Alysson
-Po co się tak denerwujesz?-uniosłem brew i odsunąłem od siebie dziewczynę.
-Nie czyta się tak ludziom w myślach głupku!
-Nie moja wina, że twój umysł stoi otworem-zaśmiałem się. Zacząłem iść w swoją stronę.
-Może jakieś przepraszam?
-W sumie... NIE.- posłałem jej ironiczny uśmiech. Poprawiłem plecak- Jeśli wybaczysz muszę iść do pokoju. Żegnam- powiedziałem i skręciłem w swoją stronę. Po chwili dotarłem do pokoju. Otworzyłem szybko drzwi. Miło w ostatniej chwili dowiedzieć się, że jednak mam współlokatora.
Odłożyłem na chwilę torbę i zwinąłem planszę hologramową. Wszędzie walały się papiery. Schowałem płytę za swoje łóżko. Kartki włożyłem do teczki. Nie mogłem pozwolić żeby ktoś zobaczył moje małe wynalazki czy inne takie duperele. Mój nowy znajomy nie mógł tego zobaczyć. Usłyszałem dzwonek. Wyszedłem z pokoju i udałem się na lekcje. Zastanawiałem się nad tym czego brakuje w tym co zacząłem dzisiaj tworzyć na poprzedniej lekcji. Czułem, że tam czegoś nie ma. Akurat dobrze się składało, po tej lekcji mam wolne. Mogłem iść do sklepu elektronicznego. Kupię parę rzeczy, rozłożę je na części i udam się do „pracowni”.
W końcu ostatni dzwonek zadzwonił. Wyszedłem z klasy. August patrzył na otoczenie z mojej kieszeni. Ktoś chwycił mnie za rękaw
-Ach tak. To ty-powiedziałem gdy zobaczyłem dziewczynę- Jestem Sebastian, miło poznać. A teraz muszę iść do sklepu- uśmiechnąłem się
Alysson?
-Nie czyta się tak ludziom w myślach głupku!
-Nie moja wina, że twój umysł stoi otworem-zaśmiałem się. Zacząłem iść w swoją stronę.
-Może jakieś przepraszam?
-W sumie... NIE.- posłałem jej ironiczny uśmiech. Poprawiłem plecak- Jeśli wybaczysz muszę iść do pokoju. Żegnam- powiedziałem i skręciłem w swoją stronę. Po chwili dotarłem do pokoju. Otworzyłem szybko drzwi. Miło w ostatniej chwili dowiedzieć się, że jednak mam współlokatora.
Odłożyłem na chwilę torbę i zwinąłem planszę hologramową. Wszędzie walały się papiery. Schowałem płytę za swoje łóżko. Kartki włożyłem do teczki. Nie mogłem pozwolić żeby ktoś zobaczył moje małe wynalazki czy inne takie duperele. Mój nowy znajomy nie mógł tego zobaczyć. Usłyszałem dzwonek. Wyszedłem z pokoju i udałem się na lekcje. Zastanawiałem się nad tym czego brakuje w tym co zacząłem dzisiaj tworzyć na poprzedniej lekcji. Czułem, że tam czegoś nie ma. Akurat dobrze się składało, po tej lekcji mam wolne. Mogłem iść do sklepu elektronicznego. Kupię parę rzeczy, rozłożę je na części i udam się do „pracowni”.
W końcu ostatni dzwonek zadzwonił. Wyszedłem z klasy. August patrzył na otoczenie z mojej kieszeni. Ktoś chwycił mnie za rękaw
-Ach tak. To ty-powiedziałem gdy zobaczyłem dziewczynę- Jestem Sebastian, miło poznać. A teraz muszę iść do sklepu- uśmiechnąłem się
Alysson?
Od Carrie do Alysson
-Masz racje- spojrzałam na swoje dłonie - Czuje jakbyśmy się od siebie oddaliły... Ale nadrobimy to prawda...?- spojrzałam na nią z uśmiechem.
-Z pewnością - odwzajemniła uśmiech - Co powiesz na mały wypad do lasu?
-Chętnie - wstałam z łóżka - Ruszamy- powiedziałam wyskakując przez okno i lądując na ziemi.
-Mogliśmy wyjść drzwiami- zaśmiała się lądując przy mnie.
-Oknem szybciej- spojrzałam na nią - Kto pierwszy, start!- krzyknęłam.
Biegłyśmy równo obok siebie i również dotarłyśmy do mety równocześnie.
-Niezły wyścig - uśmiechnęłam się - To co zwiedzamy dziś w tym lesie?
Alysson?
-Z pewnością - odwzajemniła uśmiech - Co powiesz na mały wypad do lasu?
-Chętnie - wstałam z łóżka - Ruszamy- powiedziałam wyskakując przez okno i lądując na ziemi.
-Mogliśmy wyjść drzwiami- zaśmiała się lądując przy mnie.
-Oknem szybciej- spojrzałam na nią - Kto pierwszy, start!- krzyknęłam.
Biegłyśmy równo obok siebie i również dotarłyśmy do mety równocześnie.
-Niezły wyścig - uśmiechnęłam się - To co zwiedzamy dziś w tym lesie?
Alysson?
Od Marcy do Christophera
Chwyciłam za sztangę. Po jednej i drugiej stronie miałam po 5 kg obciążenia. Na początek wystarczy. Przez jakiś kwadrans wyciskałam z siebie siódme poty. Kątem oka zerkałam na Christophera. Potem odłożyłam sztangę i ruszyłam w stronę chłopaka.
- Teraz moja kolej. Tylko mocno trzymaj - puściłam do niego oko.
Roześmiał się. Chyba mnie nie docenia. Wzięłam szeroki rozkrok. Z racji tego, że jestem praworęczna, wysunęłam lewą nogę do przodu. Rozprostowałam ręce i uderzyłam.
- Nic nie poczułem - udawał smutnego.
Trzeba wziąć się w garść. Uderzałam raz za razem.
- Poczekaj - chwycił moją dłoń. - Trzymaj prosto a nie jakoś w dół.
Pokiwałam głową jako zrozumienie. Teraz nie czułam bólu po zetknięciu z workiem treningowym.
- O wiele lepiej - uśmiechnął się szeroko.
Zamierzyłam się jeszcze raz i w tym momencie czarodziej chciał odłożyć worek. Przez przypadek moja pięść wylądowała na jego twarzy a on upadł. Zbladłam jak ściana.
- Chris! Nic Ci się nie stało?
Christopher?
- Teraz moja kolej. Tylko mocno trzymaj - puściłam do niego oko.
Roześmiał się. Chyba mnie nie docenia. Wzięłam szeroki rozkrok. Z racji tego, że jestem praworęczna, wysunęłam lewą nogę do przodu. Rozprostowałam ręce i uderzyłam.
- Nic nie poczułem - udawał smutnego.
Trzeba wziąć się w garść. Uderzałam raz za razem.
- Poczekaj - chwycił moją dłoń. - Trzymaj prosto a nie jakoś w dół.
Pokiwałam głową jako zrozumienie. Teraz nie czułam bólu po zetknięciu z workiem treningowym.
- O wiele lepiej - uśmiechnął się szeroko.
Zamierzyłam się jeszcze raz i w tym momencie czarodziej chciał odłożyć worek. Przez przypadek moja pięść wylądowała na jego twarzy a on upadł. Zbladłam jak ściana.
- Chris! Nic Ci się nie stało?
Christopher?
Od Nathaniela do Marry
-Czasem się"gryziemy" ale powiem Ci, że nie ma lepszych kumpli niż moi współlokatorzy - powiedziałem gdy wyszliśmy z pokoju.
-Wierzę ci- uśmiechnęła się.
-Może miałabyś ochotę na jeszcze jeden wypad? Tym razem na jezioro?- zapytałem.
-No nie wiem, już robi się późna godzina i jeżeli nas złapią...
-Spokojnie- przerwałem jej z uśmiechem - Niż się nie stanie. Niedługo zachód słońca a powiem ci, że jezioro wygląda wtedy jak z bajki... To co wchodzisz w to?
Marry?
-Wierzę ci- uśmiechnęła się.
-Może miałabyś ochotę na jeszcze jeden wypad? Tym razem na jezioro?- zapytałem.
-No nie wiem, już robi się późna godzina i jeżeli nas złapią...
-Spokojnie- przerwałem jej z uśmiechem - Niż się nie stanie. Niedługo zachód słońca a powiem ci, że jezioro wygląda wtedy jak z bajki... To co wchodzisz w to?
Marry?
Od Catherine do Alysson
Teraz stałam w korytarzu z walizką w ręku. A wszystko zapowiadało się tak normalnie...
Niechętnie wyszłam z pokoju. Bałam się, że on wróci i coś jeszcze mi zrobi. W sali usiadłam na końcu. jeszcze trzy lata temu miałabym przyjaciół, z którymi mogłabym porozmawiać, ale po spotkani z NIM nie odzywałam się do nikogo. W końcu zostawili mnie, jeden po drugim... byłam sama.
Do klasy ktoś wszedł. Nie była to nauczycielka, ale po chwili usłyszałam głos:
- Witajcie, jestem Rivena McCall. Mam z wami dziś zastępstwo - potem sprawdziła listę. Miałam wrażenie, że przy moim nazwisku zatrzymała się dłużej, czułam na sobie jej przeszywające spojrzenie. Jednak gdy wsłuchałam się w jej serce, okazało się, że jest człowiekiem.
Później puściła nam jakiś film. Ale cały czas czułam na sobie jej wzrok. Zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Catherine, zostań na chwilę - zesztywniałam. Posłusznie spakowałam się i podeszłam do jej biurka. Odezwała się dopiero, gdy klasa opustoszała. To była ostatnia lekcja - Jesteś ślepa, prawda Catherino? - nie odpowiedziałam - Kto ci to zrobił?
- Mam tak od zawsze - skłamałam
- To urok. - odparła kobieta - Jakiś czarodziej musiał go na ciebie rzucić. - ujęła delikatnie moją dłoń - Masz moc, prawda?
- Kim jesteś? - zapytała, wyrywając rękę i cofając się
- Rivena McCall, pracuję w Akademii Cienia, szkole, która ma za zadanie pogodzić różne rasy.
- Wampiry, wilkołaki, czarodzieje... - szepnęłam
- Jednak o nich wiesz. Powinnaś zacząć się tam uczyć.
I tak wylądowałam w tym, jak mi się wydaje, korytarzu.
- Cathy, chodź ze mną do pokoju wspólnego ludzi. Znajdę ci tam przewodnika, który powie ci co i jak. Chociaż wszyscy są teraz na zajęciach... - w jej głosie było słychać zmartwienie.
Nagle usłyszałam głośne bicie serca. Zbyt głośne i mocna na człowieka. Wilkołak.
- Alysson, dobrze, że jesteś! - ucieszyła się kobieta - Oprowadzisz Catherine? Jest nową uczennicą.
<Alysson?>
Niechętnie wyszłam z pokoju. Bałam się, że on wróci i coś jeszcze mi zrobi. W sali usiadłam na końcu. jeszcze trzy lata temu miałabym przyjaciół, z którymi mogłabym porozmawiać, ale po spotkani z NIM nie odzywałam się do nikogo. W końcu zostawili mnie, jeden po drugim... byłam sama.
Do klasy ktoś wszedł. Nie była to nauczycielka, ale po chwili usłyszałam głos:
- Witajcie, jestem Rivena McCall. Mam z wami dziś zastępstwo - potem sprawdziła listę. Miałam wrażenie, że przy moim nazwisku zatrzymała się dłużej, czułam na sobie jej przeszywające spojrzenie. Jednak gdy wsłuchałam się w jej serce, okazało się, że jest człowiekiem.
Później puściła nam jakiś film. Ale cały czas czułam na sobie jej wzrok. Zadzwonił dzwonek na przerwę.
- Catherine, zostań na chwilę - zesztywniałam. Posłusznie spakowałam się i podeszłam do jej biurka. Odezwała się dopiero, gdy klasa opustoszała. To była ostatnia lekcja - Jesteś ślepa, prawda Catherino? - nie odpowiedziałam - Kto ci to zrobił?
- Mam tak od zawsze - skłamałam
- To urok. - odparła kobieta - Jakiś czarodziej musiał go na ciebie rzucić. - ujęła delikatnie moją dłoń - Masz moc, prawda?
- Kim jesteś? - zapytała, wyrywając rękę i cofając się
- Rivena McCall, pracuję w Akademii Cienia, szkole, która ma za zadanie pogodzić różne rasy.
- Wampiry, wilkołaki, czarodzieje... - szepnęłam
- Jednak o nich wiesz. Powinnaś zacząć się tam uczyć.
I tak wylądowałam w tym, jak mi się wydaje, korytarzu.
- Cathy, chodź ze mną do pokoju wspólnego ludzi. Znajdę ci tam przewodnika, który powie ci co i jak. Chociaż wszyscy są teraz na zajęciach... - w jej głosie było słychać zmartwienie.
Nagle usłyszałam głośne bicie serca. Zbyt głośne i mocna na człowieka. Wilkołak.
- Alysson, dobrze, że jesteś! - ucieszyła się kobieta - Oprowadzisz Catherine? Jest nową uczennicą.
<Alysson?>
Od Christopher'a do Marcy
-Od tygodnia bodajże - uśmiechnąłem się do niej- Ale czuję się jakbym był co najmniej rok...
-Czemu?- zapytała.
-Tak jakoś czas mi wolno płynie - przerwałem ćwiczenie i wręczyłem je Marcy- Teraz ty.
-Dobrze- zaczęła ćwiczyć.
-Nieźle ci idzie- byłem zdumiony.
-Większość dziewczyn nie lubi się spocić a tym bardziej nie umie podnosić ciężary - stwierdziłem.
-Jak widzisz, nie jestem jak większość - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Widzę - wziąłem butelkę wody z torby i wypiłem ją za jednym wymachem- Idę poćwiczyć z workiem- zacząłem owijać swoje dłonie bandażami - Jak skończysz tu to pokażesz mi swoją siłę uderzenia- mrugnąłem do niej i obróciłem się na pięcie aby pójść do worka...
Marcy?
-Czemu?- zapytała.
-Tak jakoś czas mi wolno płynie - przerwałem ćwiczenie i wręczyłem je Marcy- Teraz ty.
-Dobrze- zaczęła ćwiczyć.
-Nieźle ci idzie- byłem zdumiony.
-Większość dziewczyn nie lubi się spocić a tym bardziej nie umie podnosić ciężary - stwierdziłem.
-Jak widzisz, nie jestem jak większość - uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Widzę - wziąłem butelkę wody z torby i wypiłem ją za jednym wymachem- Idę poćwiczyć z workiem- zacząłem owijać swoje dłonie bandażami - Jak skończysz tu to pokażesz mi swoją siłę uderzenia- mrugnąłem do niej i obróciłem się na pięcie aby pójść do worka...
Marcy?
Od Marry do Nathaniela
- No cóż,jak mieszkają z artystą to muszą się przyzwyczaić -
Powiedziałam nie odrywając wzroku od ściany z rysunkami,siadłam na
brzegu łóżka.Nathaniel jeszcze przez chwilę tłumaczył mi co
przedstawiając rysunki,lub co mają wyrażać.Wtedy do pokoju weszło dwóch
chłopaków którzy o czymś żywo i głośno gadali.I ja i Nat momentalnie
odwróciliśmy się w stronę drzwi.
- Kto to ? - Zapytałam Nathaniela
- Moi współlokatorzy - Powiedział lekko poirytowanym głosem
- Nat mógłbyś przestać prowadzać do pokoju cały czas dziewczyny - Powiedział jeden z nich
- I kto to mówi - Nathaniel powiedział piorunując go wzrokiem
- Chcesz już iść ? - Zapytał Chłopak zerkając na mnie
- Tak - Powiedziałam i wstałam z łóżka
( Nathaniel ? )
- Kto to ? - Zapytałam Nathaniela
- Moi współlokatorzy - Powiedział lekko poirytowanym głosem
- Nat mógłbyś przestać prowadzać do pokoju cały czas dziewczyny - Powiedział jeden z nich
- I kto to mówi - Nathaniel powiedział piorunując go wzrokiem
- Chcesz już iść ? - Zapytał Chłopak zerkając na mnie
- Tak - Powiedziałam i wstałam z łóżka
( Nathaniel ? )
Od Alysson
Po długim spacerze w swojej wilczej postaci postanowiłam wrócić już do
akademii i poczytać sobie książkę. Przed wyjściem z lasu, wróciłam do
ludzkiej postaci. Z dumną miną skierowałam się do swojego pokoi. Gdy
stanęłam przed drzwiami zaczęłam nasłuchiwać. Niestety usłyszałam kroki w
pokoju. Westchnęłam i weszłam do pomieszczenia. Na szczęście była tam
Carrie.
- Hej - przywitałam się z wampirzycą.
- Cześć Alysson, dawno z tobą nie rozmawiałam - zauważyła.
- Od dawna nie było okazji - odpadłam siadając na swoim łóżku. Posłałam dziewczynie przyjazny uśmiech.
( Carrie?)
- Hej - przywitałam się z wampirzycą.
- Cześć Alysson, dawno z tobą nie rozmawiałam - zauważyła.
- Od dawna nie było okazji - odpadłam siadając na swoim łóżku. Posłałam dziewczynie przyjazny uśmiech.
( Carrie?)
Od Nathaniela do Marry
-To chodźmy - powiedziała wstając.
-Hej, zaczekaj- powiedziałem- Dopijmy koktajle- uśmiechnąłem się.
-No dobrze- usiadła znów.
Dopiliśmy nasze napoje i zebraliśmy jej rysunki do teczki.
Poszliśmy w kierunku mojego pokoju. Otworzyłem przed nią drzwi i wpuściłem pierwszą.
-Pewnie domyślasz się która część jest moja- uśmiechnąłem się.
-Wow- powiedziała przyglądając się ścianie nad moim łóżkiem - sporo tego- uśmiechnęła się po czym podeszła bliżej moich dzieł, uważnie im się przyglądając.
-Nawet nie wiesz jakie urwanie głowy mają ze mną moi współlokatorzy - zaśmiałem się - potrafię obudzić się w środku w nocy z weną i malować...
Marry?
-Hej, zaczekaj- powiedziałem- Dopijmy koktajle- uśmiechnąłem się.
-No dobrze- usiadła znów.
Dopiliśmy nasze napoje i zebraliśmy jej rysunki do teczki.
Poszliśmy w kierunku mojego pokoju. Otworzyłem przed nią drzwi i wpuściłem pierwszą.
-Pewnie domyślasz się która część jest moja- uśmiechnąłem się.
-Wow- powiedziała przyglądając się ścianie nad moim łóżkiem - sporo tego- uśmiechnęła się po czym podeszła bliżej moich dzieł, uważnie im się przyglądając.
-Nawet nie wiesz jakie urwanie głowy mają ze mną moi współlokatorzy - zaśmiałem się - potrafię obudzić się w środku w nocy z weną i malować...
Marry?
Od Marcy do Christopher'a
- Już się robi.
Pobiegłam szybko do mojego pokoju. Zaczęłam przebierać w walizce. Znalazłam czarne szorty marki Adidas i czerwony T-shirt. Aby wszystko pasowało, założyłam buty tego samego koloru. Swoje długie włosy związałam w luźny kucyk. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam z pokoju. Christopher czekał już na miejscu. Wskoczyliśmy na bieżnię. Potem położyłam się i zaczęłam podnosić powoli ciężarki. Po chwili czarodziej doskoczył do mnie.
- Poczekaj. Tak się nie robi - uśmiechnął się lekko.
- W takim razie pokaż mi - zrobiłam mu miejsce i stanęłam z boku.
Chris zaczął ze skupieniem pokazywać mi jak właściwie ćwiczyć. Patrzyłam na niego z podziwem.
- Od dawna jesteś w Akademii Cienia?
Christopher ?
Pobiegłam szybko do mojego pokoju. Zaczęłam przebierać w walizce. Znalazłam czarne szorty marki Adidas i czerwony T-shirt. Aby wszystko pasowało, założyłam buty tego samego koloru. Swoje długie włosy związałam w luźny kucyk. Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i wyszłam z pokoju. Christopher czekał już na miejscu. Wskoczyliśmy na bieżnię. Potem położyłam się i zaczęłam podnosić powoli ciężarki. Po chwili czarodziej doskoczył do mnie.
- Poczekaj. Tak się nie robi - uśmiechnął się lekko.
- W takim razie pokaż mi - zrobiłam mu miejsce i stanęłam z boku.
Chris zaczął ze skupieniem pokazywać mi jak właściwie ćwiczyć. Patrzyłam na niego z podziwem.
- Od dawna jesteś w Akademii Cienia?
Christopher ?
Od Alysson do Sebastiana
Po czwartej lekcji nastała pora obiadu. Wolnym krokiem poszłam na
stołówkę. Wzięłam sobie butelkę wody, ciastka zbożowe i jabłko.
Następnie poszłam na koniec jadalni i usiadłam w ostatnim stoliku.
Zawsze siedziałam tutaj samotnie. Wyciągnęłam zeszyt ze szkicami i
zaczęłam kończyć rysowanie. Dobrze, że była to dwudziestominutowa
przerwa. Gdy kończyłam jeść jedno z ciastek poczułam, że ktoś mnie
obserwuje. Podniosłam głowę i zaczęłam bacznie przyglądać ludziom w
stołówce. Prawie wszyscy byli zajęci rozmowami i jedzeniem. Jeden
chłopak przykuł moją uwagę. Obserwował mnie i to bacznie. Udawałam, że
wracam do swojego zajęcia, ale tak naprawdę kątem oka patrzałam na
nieznajomego. Wtem poczułam się dziwnie. Jak by ktoś próbował dostać się
do moich myśli. I wtedy mnie olśniło. Ten pajac czyta w moich myślach!
Nie daruje mu tego. Wyrzuciłam resztę jedzenia i wyszłam ze stołówki.
Zatrzymałam się nie daleko wejścia do pomieszczenia, z którego wyszłam.
Po pięciu minutach w drzwiach pojawił się ten chłopak. Schowałam się
bardziej w cieniu. On zaczął kierować się w stronę klas. Bezszelestnie
poszłam za nim. Wszędzie panowała pustka, więc bez przeszkód z nim mogę
pogadać. W odpowiednim momencie złapałam chłopaka za koszulkę i
przygwoździłam go do ściany.
- Jak śmiesz czytać mi w myślach gn.ojku! – krzyknęłam. Byłam opanowana i wilk, który drzemał we mnie nie szarżował.
( Sebastian ? )
- Jak śmiesz czytać mi w myślach gn.ojku! – krzyknęłam. Byłam opanowana i wilk, który drzemał we mnie nie szarżował.
( Sebastian ? )
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)