Otworzyłem zdezorientowany oczy i spojrzałem na miejsce obok siebie... Niestety było puste.
Wstałem z łóżka i nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Sebastian.
-Jeszcze nie wstałeś?- zapytał.
-A która godzina?- spojrzałem na niego.
-Za dziesięć ósma- odpowiedział.
-O kurczę - mruknąłem pod nosem i zacząłem ubierać się w ekspresowym tempie. Na koniec wziąłem plecak i ruszyłem na zajęcia.
O mało co się spóźniłem. Dzisiejszego dnia uczyli nas nowego zaklęcia a mianowicie wytropienie kogoś. Coś czułem, że się dziś przyda.
Po zajęciach wróciłem do pokoju i użyłem zaklęcia. Natychmiast pojawiła się różowa linia prowadząca przez okno... Tylko dlaczego była różowa?
Szedłem po śladach aż w końcu dotarłem do innego lasu a przede mną był niewielki wodospad. W tej chwili szlak zniknął.
-Seeley!- krzyknąłem - Jesteś tu?- jasne, że tu była tylko gdzie.
Nagle coś zakryło mi usta.
-Cicho, bo wystraszysz zwierzęta - zachichotała.
Obróciłem się momentalnie trzymając ją za dłonie.
-Co to za miejsce?- zapytałem.
-A jak mnie znalazłeś?- zaróżowiała wyplatając swoje dłonie z moich.
-Użyłem nowego zaklęcia. Tylko nie wiem dlaczego szlak był różowy...
Seeley?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz