- Lepiej nie - burknęłam
- Czemu? - zapytał unosząc brew
- Jestem w takim nastroju, że prędzej ją zdemoluję - niemal warknęłam - Nie ma tu w okolicy jakiegoś budynku do rozbiórki albo lasu do wykarczowania?
- Nie mów mi, że chciałabyś im pomóc w tym
- No to się nie odezwę.
- Ale weź, ciekawy jestem jak będziesz prowadzić lekcje - uśmiechnął się. Jęknęłam - I tak się nie wywiniesz. Jutro środa, na drugiej mam samoobronę.
Z trudem powstrzymałam się od rozwalenia ściany. Ja nie chcę! Te trzy lata ucieczki i ciągłej walki o przetrwanie nie przygotowały mnie do czegoś takiego. Do własnowolnego zmienienia się w ofiarę.
- To spotkamy się jutro - powiedziałam ponuro
***
Wypiłam już drugą szklankę krwi. Mam kwadrans do lekcji... no nic tylko walić głową w ścianę! Za jedno durne polowanie...
Ubrana w skórzaną kurteczkę, czarną bluzkę i ciemno dżinsy poszłam na salę. Chociaż pierwsze wrażenie trzeba zrobić dobre, bo potem to może już być kiepsko. Za jakie grzechy... no, dobra, wiem za co, ale za jakie grzechy?!
Weszłam do sali pewnym krokiem. Byli tam już Catherine, Róża, Sebastian i Nathaniel.
- Nie wiem ile będziecie mieli ze mną zajęcia, ale to będę lekcje praktyczne. Po kolei. Jakimi mocami dysponujecie? - spytałam
- Marta panuje nad ogniem, Cathy trochę nad powietrzem, a ja i Seba siła umysłu
Tylko walić głową w ścianę i patrzeć co dłużej wytrzyma...
- Marta i Catherine. Wy macie o tyle łatwiej, że żywioły nie stawiają oporu. Poćwiczcie na manekinach. Aha, nie rozwalcie ich, przydadzą się na kolejnych lekcjach. A co do was, to będzie ciężej. - westchnęłam. Pan Naconi zrobił to specjalnie, żeby mnie upokorzyć przed ludźmi... - Musicie się nauczyć przejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Ty, Nat, już mniej więcej wiesz o co chodzi.
- Serio?
- Majstrowałeś raz przy emocjach Carrie. - przypomniałam mu
- Niezbyt wyszło - skrzywił się - Zaraz potem rzuciła kanapą w Briana.
- Jakbyś nie zauważył, niektórych nie powinieneś wkurzać. Ona jest jedną z tych osób.
<Nathaniel?>
- Czemu? - zapytał unosząc brew
- Jestem w takim nastroju, że prędzej ją zdemoluję - niemal warknęłam - Nie ma tu w okolicy jakiegoś budynku do rozbiórki albo lasu do wykarczowania?
- Nie mów mi, że chciałabyś im pomóc w tym
- No to się nie odezwę.
- Ale weź, ciekawy jestem jak będziesz prowadzić lekcje - uśmiechnął się. Jęknęłam - I tak się nie wywiniesz. Jutro środa, na drugiej mam samoobronę.
Z trudem powstrzymałam się od rozwalenia ściany. Ja nie chcę! Te trzy lata ucieczki i ciągłej walki o przetrwanie nie przygotowały mnie do czegoś takiego. Do własnowolnego zmienienia się w ofiarę.
- To spotkamy się jutro - powiedziałam ponuro
***
Wypiłam już drugą szklankę krwi. Mam kwadrans do lekcji... no nic tylko walić głową w ścianę! Za jedno durne polowanie...
Ubrana w skórzaną kurteczkę, czarną bluzkę i ciemno dżinsy poszłam na salę. Chociaż pierwsze wrażenie trzeba zrobić dobre, bo potem to może już być kiepsko. Za jakie grzechy... no, dobra, wiem za co, ale za jakie grzechy?!
Weszłam do sali pewnym krokiem. Byli tam już Catherine, Róża, Sebastian i Nathaniel.
- Nie wiem ile będziecie mieli ze mną zajęcia, ale to będę lekcje praktyczne. Po kolei. Jakimi mocami dysponujecie? - spytałam
- Marta panuje nad ogniem, Cathy trochę nad powietrzem, a ja i Seba siła umysłu
Tylko walić głową w ścianę i patrzeć co dłużej wytrzyma...
- Marta i Catherine. Wy macie o tyle łatwiej, że żywioły nie stawiają oporu. Poćwiczcie na manekinach. Aha, nie rozwalcie ich, przydadzą się na kolejnych lekcjach. A co do was, to będzie ciężej. - westchnęłam. Pan Naconi zrobił to specjalnie, żeby mnie upokorzyć przed ludźmi... - Musicie się nauczyć przejmować kontrolę nad przeciwnikiem. Ty, Nat, już mniej więcej wiesz o co chodzi.
- Serio?
- Majstrowałeś raz przy emocjach Carrie. - przypomniałam mu
- Niezbyt wyszło - skrzywił się - Zaraz potem rzuciła kanapą w Briana.
- Jakbyś nie zauważył, niektórych nie powinieneś wkurzać. Ona jest jedną z tych osób.
<Nathaniel?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz