Siedziałam na pomoście nad jeziorem i obserwowałam płynące po błękitnym
niebie chmury. Wally siedział obok mnie i zajadał ciasteczko, które
trzymał w swoich małych łapkach. Ziewnęłam i położyłam się na pomoście
zamykając oczy. Szop zaświergotał głośno po swojemu, więc otworzyłam
oczy i rozejrzałam się dookoła. Niedaleko siebie dostrzegłam ciemną
postać spacerującą brzegiem jeziora. Spojrzałam na zwierzaka i szepnęłam
-Zmywamy się, Wally..-wstałam i szybko przemieniłam się w wilka. Szop na
mój widok pisnął i dał nura w wysoką trawę. Ja natomiast zastrzygłam
uszami i truchtem pobiegłam w las. Od początku czułam na sobie czyjś
wzrok. Jednak przez dłuższy czas biegłam jakby nigdy nic. Po pewnym
czasie ciekawość wzięła górę i zatrzymałam się. Zastrzygłam uszami,
jednak w lesie panowała kompletna cisza. Zmieniłam się w człowieka i
prychnęłam przewracając oczami.
-Nie wiesz, że to nie ładnie śledzić innych?!-krzyknęłam nieco
zdenerwowana. Drzewo nade mną zatrzęsło się gwałtownie, a cała armia
szyszek spadła mi prosto na głowę.
-Ała!-wrzasnęłam kuląc się i próbując odskoczyć w bok. Nagle zahaczyłam
butem o jakiś kamień i poleciałam prosto na szyszki leżące na ziemi.
Jęknęłam tylko przez zaciśnięte zęby. Ktoś zaśmiał się głośno, a mi w
głowie zahuczało. Jęknęłam ponownie próbując się podnieść, jednak ani
ból prawego nadgarstka, ani zawroty głowy mi tego nie ułatwiały.
Zobaczyłam niewyraźną sylwetkę, zdaje się, że chłopaka, który stał tuż
przede mną. Jego białe zęby odbijały promienie słońca przedzierające się
przez liście drzew. Z głośnym świstem powietrza uderzyłam głową w
ziemie i zamknęłam oczy.
-Wielkie dzięki za deszcz szyszek..-jęknęłam po raz trzeci-Szyszki są
niebezpieczne..-mruknęłam udawanym rozpaczliwym głosem. Chłopak zaśmiał
się głośno, a mnie ponownie zahuczało w głowie, tym razem syknęłam z
bólu. Spróbowałam poruszyć nadgarstkiem, jednak sprawiało mi to ogromny
ból. Zacisnęłam zęby i spróbowałam się podnieść. Powoli stanęłam na
proste nogi i spojrzałam przed siebie.
-Nie cierpię ludzi..-warknęłam pod nosem i złapałam się za nadgarstek, którym przez przypadek poruszyłam.
-A szyszki nie lubią ciebie-chłopak zaśmiał się wskazując na moją rękę.
-Ciebie też nie lubią!-syknęłam z przekąsem i rzuciłam w niego szyszką, a
następnie podniosłam rękę do góry.-Nie oddawaj! W poszkodowanych się
nie rzuca!
Sprawca szyszkowego deszczu ponownie się zaśmiał i podrzucił w ręce małą szyszkę.
-Przestań się śmiać..-syknęłam-Huczy mi od tego w głowie.. Kim ty w ogóle jesteś, co? I jak śmiesz rzucać we mnie szyszkami?!
<Dokończy jakiś chłopak? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz