Chodziłam niepewnie po Akademii. Znałam tu tylko Alysson i Briana, ale nie ciągnęło mnie do innych. Wręcz przeciwnie - starałam się unikać innych. Do towarzyskich już nie należałam.
Przed sobą wyczułam drzwi, chyba wejściowe. Musnęłam je palcami. Drewno. Otworzyłam je ostrożnie. Poczułam zmieszany zapach igieł, liści... las. Zeszłam po schodach i ruszyłam w gąszcz. Omijałam wszystkie dziury, uchylałam się przed gałęziami...
Miałam i tak szczęście, że mogłam coś wyczuć. Inni niewidomi byli zdani na innych, a ja mogłam się w miarę swobodnie poruszać i udawać, że widzę. Chociaż kolorów i tak nigdy nie będzie mi dane zobaczyć...
Dotarłam do wodospadu. Przysiadłam na skałce w miejscu gdzie woda płynęła wolniej, zdjęłam buty i wsunęłam stopy w wodę. Była zimna, ale nie lodowata.
Usłyszałam szybkie bicie serca, coś pomiędzy ludzkim, a ptasim. Dźwięk serca zmiennokształtnego. Jednak nie w ludzkiej postaci, bo czułam, że zbliża się do mnie coś psowatego. Odwróciłam w stronę stworzenia twarz i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Poczułam jak wilgotny nos muska moją dłoń. Po chwili, jak się zorientowałam, wilk nadstawił łeb do pieszczot. Uśmiechnęłam się lekko i podrapałam go za uchem.
- Jak się nazywasz? - spytałam cicho. Przy ludziach nie miałam odwagi, ale wilki lubiłam. Z głębi gardła wilczura wydobyło się mruknięcie. - Jestem Catherine. Ty też się uczysz w Akademii?
<Seeley?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz