- Dziewczyno ja cię proszę, następnym razem, gdy będziesz chciała sobie popatrzeć na wschód słońca, weź kogoś innego. - mruknąłem do niej. Nadal nie rozumiem jak można kogoś ściągnąć z łóżka, żeby na własne oczy ujrzeć narodziny słońca. Ja osobiście nie miałbym serca tak zrobić.
- Oj nie marudź, tylko patrz. - głos Carrie wyrwał mnie z zamyśleń.
- To tylko słońce. - dziewczyna obdarzyła mnie groźnym spojrzeniem.
- Ale za to jakie śliczne - powiedziała.
- Śliczny to był mój sen zanim mnie obudziłaś. - ciągnąłem dalej. - Dla mnie to i tak tylko słońce. - mówiąc to na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.
- Czy ty zawsze musisz niszczyć mi dobry nastrój? - zapytała, a właściwie warknęła na mnie.
- Ty mi zepsułaś poranek. To znacznie większa zbrodnia. - zarzuciłem jej.
- A co ci się takiego śniło? - mruknęła.
- No właśnie nie pamiętam. Ale szkoda, że mi go przerwałaś. Wracamy do akademii? Siedzimy tutaj już tak długo że spóźnimy się na zajęcia... A wtedy będzie źle.
- No dobra chodźmy.
Wracaliśmy do akademii jak tylko potrafiliśmy najszybciej. Jednak i tak cudem zdążyliśmy na pierwszą lekcję.
Carrie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz