wtorek, 30 czerwca 2015

Od Klary do Seeley

Miałam ochotę rzucić się Seeley na szyję za to, że odnalazła mój łańcuszek, a jednocześnie udusić ją za to, że mnie zostawiła.
- Nie ma za co - odpowiedziałam. Spojrzałam na wisiorek - jedno oczko było wyrwane, dało się to jednak naprawić. Nie rozstawałam się z tym naszyjnikiem od tylu lat, nigdy nie miałam zamiaru przestać go nosić... - Nie rób tego tylko nigdy więcej, proszę.
- Dobrze, dobrze - Seeley przytaknęła w zamyśleniu głową. Byłam pewna, że znowu coś wspomina - sama często tak miałam. Po chwili jednak ocknęła się i spojrzała na mnie z uśmiechem. - To co? Wracamy?
- Tylko tym razem może w ludzkiej postaci - powiedziałam i bardzo - naprawdę bardzo - miałam ochotę się roześmiać. Jednak nagle gdzieś w środku poczułam jakieś bolesne ukłucie, które przywołało mnie do porządku.
- Jak wolisz - odparła dziewczyna i w milczeniu ruszyłyśmy ścieżką przez las. Nienawidziłam takiej ciszy, musiałam ją przerwać. Znałam Seeley za krótko by czuć się z nią swobodnie.
- Wybacz, że zapytam, ale co jest twoją pamiątką po ojcu? - Pożałowałam tego pytania tak szybko, jak go zadałam. Sama nie lubiłam opowiadać o Charlie'em i o tym, co nas spotkało. - Przepraszam, nie powinnam...

Seeley?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz