Coś było w tej dziewczynie. Była inna... Nie przez to, że miała jako zwierzątko szopa ale...
-Idę z tobą - dogoniłem ją bez trudu- Czyli jesteś zmiennokształtną zmieniającą się w wilka?- zapytałem retorycznie.
-Tak...- odpowiedziała- A ty panie magiczne palce?- uśmiechnęła się delikatnie.
-Czarodziejem- mrugnąłem do niej- Ale nie najlepiej władam magią - skrzywiłem się.
-Wpadło ci coś do oka?- zapytała gdy mrugnąłem.
-Może- uśmiechnąłem się do niej na co ona się lekko zarumieniła.
-Dlaczego mówisz, że kiepsko władasz magią? Przecież dziś uzdrowiłeś mi rękę...
-Tak ale to jest na pierwszym poziomie, prawie najprostsze zaklęcie - spojrzałem na zachodzące słońce - Pięknie prawda- westchnąłem.
-Codziennie widzę zachody słońca ale za każdym razem są piękne -przyznała.
-To pokażesz mi miejsce do którego uciekasz nocą?
Seeley?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz