wtorek, 30 czerwca 2015

Od Marty do Seeley

Czekałam nieubłaganie na dzwonek, który w końcu zabrzmiał. Ostatnia lekcja minęła, a ja miałam już wolne. Zarzuciłam plecak przez ramię i wyszłam za resztą klasy. Na reszcie...
Wróciłam do pokoju. Podążałam tam swoim tempem, więc szybko się tam znalazłam. Nie znałam tu prawie nikogo. Ale zawsze uważałam, że jestem bardziej antyspołeczna. W sumie, mi to pasuje. Nigdy nie miałam przyjaciół, znaczy, nie pamiętam ich. Taki los dziewczyny, która została porwana. Ale gdyby nie to nie wchodziłabym właśnie do mojego pokoju i nie zamykałabym drzwi za sobą.
Odłożyłam plecak na moje łóżko i sama na nim usiadłam, koło małej półki [ czy jak to się to nazywa przy łóżku xd]. Spojrzałam na bransoletę leżącą koło mojego zdjęcia z przyjaciółmi. Ta, przyjaciółmi. Jeden z nich był głównym szefem, inny pełnił podobną rolę, a trzeci, obok którego stałam też był moim przełożonym! Jednak pierwszy był jak ojciec, którego mi odebrano. Drugi to miły wujek. No a trzeci... prawdziwy przyjaciel...
Wtedy ktoś wszedł do pokoju.
-Hej jestem...-zaczęła
-Seeley- nie dałam jej dokończyć- Wybacz, zgadłam?-chciałam się z tego wyplątać z gracją. Jakbym nigdy nie miała niczyich akt.- Jestem Marta Rose Ferst- posłałam jej uśmiech.
-Miło cię poznać.- odwzajemniła uśmiech. Wzięłam bransoletę leżącą obok zdjęcia i założyłam ją na rękę. Miałam jeszcze trochę miejsca na nadgarstku.
-Wiesz, muszę iść odebrać jedną, dużą torbę z recepcji na dole, czy jak to tam zwą. Może poszłabyś ze mną? Miło będzie poznać współlokatorkę- zadałam jej pytanie

Seeley?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz