niedziela, 28 czerwca 2015

Od Marcy do Christophera

Chwyciłam za sztangę. Po jednej i drugiej stronie miałam po 5 kg obciążenia. Na początek wystarczy. Przez jakiś kwadrans wyciskałam z siebie siódme poty. Kątem oka zerkałam na Christophera. Potem odłożyłam sztangę i ruszyłam w stronę chłopaka.
- Teraz moja kolej. Tylko mocno trzymaj - puściłam do niego oko.
 Roześmiał się. Chyba mnie nie docenia. Wzięłam szeroki rozkrok. Z racji tego, że jestem praworęczna, wysunęłam lewą nogę do przodu. Rozprostowałam ręce i uderzyłam.
- Nic nie poczułem - udawał smutnego.
 Trzeba wziąć się w garść. Uderzałam raz za razem.
- Poczekaj - chwycił moją dłoń. - Trzymaj prosto a nie jakoś w dół.
Pokiwałam głową jako zrozumienie. Teraz nie czułam bólu po zetknięciu z workiem treningowym.
- O wiele lepiej - uśmiechnął się szeroko.
 Zamierzyłam się jeszcze raz i w tym momencie czarodziej chciał odłożyć worek. Przez przypadek moja pięść wylądowała na jego twarzy a on upadł. Zbladłam jak ściana.
- Chris! Nic Ci się nie stało?
 Christopher?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz