Trafiłam do Akademii Cienia. Mieści się ona w potężnym zamku, ale w
środku jest bardzo nowocześnie. Mój opiekun, pan Trevoll pokazał mi
pokój i zostawił mnie samą. Położyłam kilka walizek pod łóżkiem.
Postanowiłam, że później się rozpakuję. Zeszłam na parter i wyszłam na
dwór. Czekał tam na mnie mój Zentorno. Na powitanie przystrzygł uszami.
Pogłaskałam go po głowie i pokazałam mu stajnię dla niego. Zostawiłam
tam jego rzeczy. Następnie położyłam czaprak i siodło na jego grzbiet,
zaprzęgłam w uzdę. Sama założyłam kask i wskoczyłam na mojego rumaka.
Razem przemierzyliśmy tereny Akademii. Kiedy znaleźliśmy się w lesie,
powoli przeszliśmy po drewnianym mostku. Potem skręciliśmy w prawo do
brzegu. Zen napił się czystej i chłodnej wody. Przy sobie miałam kilka
kostek cukru, które podałam mu jako nagrodę za dobre sprawowanie się. Po
godzinie wróciłam do pokoju. Stała tam jakaś dziewczyna. Jak to bywa w
moim zwyczaju, serdecznie ją przywitałam.
- Cześć - uścisnęłam ją. - Jestem Marcy. Marcy Michaelson.
Ta dziewczyna ?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz