poniedziałek, 29 czerwca 2015

Od Christopher'a do Marcy

-Nic mi nie jest- chwyciłem się za nos- Chyba cię nie doceniłem - zaśmiałem się.
-Chris...
-Nie mów proszę na mnie Chris - spoważniałem - Mam na imię Christopher...
-Przecież widzę, że ci krę leci z nosa... Zaczekaj- pobiegła do swojej torby i wyciągnęła chusteczkę, podając mi ją.
Przytrzymałem chustą nos i spojrzałem na nią.
-Nie złamałaś mi nosa, więc nic mi nie będzie - wstałem z ziemi- Idę do szatni- powiedziałem biorąc torbę i idąc tam.
W szatni wziąłem dlugi prysznic , przy okazji krew przestała mi lecieć z nosa ale był popuchnięty oraz sino- czerwony.
potem przebrałem się w czyste ubranie i przeczesałem włosy palcami. Wyszedłem stamtąd i poszłam przed siłownię gdzie musiałem poczekać parę minut na Marcy.
-Już jesteś - uśmiechnąłem się.
-Jak tam twój nos- przygryzła dolną wargę ze zdenerwowania.
-Przestała lecieć krew tylko jest opuchnięty - spojrzałem jej w oczy- Co ty na to abyśmy wybraliśmy się do stołówki po jakiś napój?

Marcy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz