-Błagam cię, nie rób mi tego- próbowałam kolejny raz przemówić mu do
głowy. Siedzieliśmy w czarnym cabriolecie. Agent ni jak chciał mnie
wypuścić. Nie byłam przekonana co do tej jakiejś akademii, do której mam
zostać oddana, że tak to ujmę. Nie jestem aż tak dziwna, jestem projekt
Zero! To tylko 4 lata eksperymentów, ech. Czasami myślę, ze się przy
nich poddam.
-To decyzja Nick'a. Musisz się podporządkować
-Dopiero rok temu wyrwaliście mnie z rąk tych Rosjan i już wysyłacie mnie do jakiejś akademii?!
-Tu będziesz bezpieczna i nauczysz się czegoś czego my nie możemy ci zapewnić
-Wiem co potraficie, byłam jedną z najlepszych agentek jak nie
najlepszą. Dokonałam tego w ciągu roku! I czy chodzi o salę treningową,
którą spaliłam?
-Nie, a odpowiedź na twoje następne pytanie brzmi nie!
-Wyprowadziłam cię z równowagi?
-Rose..-zaczął
-Więc teraz będę Rose?! Matko jedyna! Nie mogę być sobą?!
-Będziesz, poza tym myślałem, że wolisz być tam jako ktoś inny, a nie Marta-uspokoił mnie
-Dziękuję, i tak, wolę być Rose Smith, ale zaczynam tu bez kłamstw.
Wystarczy, że okłamałam już moich przyjaciół. Tak właściwie, to co im
powiedzieliście?
-Że wracasz do Polski. Chcesz poszukać śladów tych morderców, sprzed 5 lat.-zaczął
-A tak naprawdę wyjechałam na trening.-poprawiłam sobie włosy ręką i
zerknęłam na krajobraz za oknem. Jechaliśmy bardzo szybko, mimo tego
udało mi się wypatrzeć kilka rzeczy
-Na razie tylko trochę opanowujesz ogień
-Dość dobrze, to Stev mnie wkurzył.
-Nie przerywaj mi. Poza tym..znowu cię wkurzył? Zachowujecie się jak małżeństwo z dobrym stażem.
-Poprawka, rodzeństwo- skomentowałam jego wypowiedź.
-Marta! Dasz mi dokończyć?-spojrzał na mnie. Milczałam. Dopiero po
chwili zaczął mówić dalej- Bariera nawet ci wychodzi, ale telekineza?
Dno totalne. Telepatia nawet nieźle. Teraz wiesz dlaczego tu jedziesz? W
końcu jakiś ośrodek, który się zgodził, abyś się tu uczyła.- zamilkł
kolejny raz. Patrzył na drogę. Była pusta, jego pięść mocno trzymała
kierownicę, a druga schowana była w kieszeni- Prawie jesteśmy
-Dwa pytania.
-Jakie?
-Wiedzą coś o mojej przeszłości?-stukałam palcami po szybie
-Najmniej jak się da. Jesteś Polką, sierotą i nie posiadasz rodziny. Nie wiadomo skąd masz moce. Tyle. Teraz drugie pytanie
-Mogę nosić moje kolce?-uniosłam brew
-Schowane, dobrze wiesz, że są niebezpieczne i...
-Rzadkie, bo wykonane z Unobtanium- uśmiechnęłam się lekko.- Będą dobrze ukryte na moich nadgarstkach.-zaśmiałam się
-Coś cię śmieszy?
-Będę skazana na długie rękawy- zachichotałam
-I tak narzekasz na zimno i chowasz w kurtkach, bluzach itp. zastrzyki
-Nie moja wina. To tutaj?-spytałam gdy zobaczyłam wielką budowlę.
-Tak-zatrzymał samochód. Wręczył mi teczkę.- Tu masz wszystko co ci potrzebne. Plan lekcji i inne takie duperele.
-Ech, dzięki. Obym tu długo nie przebywała
-Znajdź przyjaciół. Przydadzą ci się nowi. Niestety starzy nie będą mogli cię odwiedzić
-Wiem, są zajęci. A teraz wybacz, ale ktoś mnie nienawidzi, więc muszę
pędzić do szkoły-zaśmiałam się ironicznie i wysiadłam z samochodu.
Wyjęłam z bagażniku lazurową torbę na kółkach, a plecak w biało- czarne
paski zarzuciłam jednym ramieniem na plecy. Phil odjechał. Poprawiłam
granatową kurtkę i otrzepałam czarne spodnie. No dobra, czas iść
Weszłam na plac główny i drzwiami weszłam do holu. Pierwsze wrażenie?
Wow, dość duże pomieszczenie. W sumie trochę przypominało mi stary
„dom”. W głowie już miałam plan. Najpierw odłożę rzeczy do pokoju, potem
przebiorę się w błękitną bluzę z długim rękawem i założę moje spodenki,
po czym pójdę pobiegać. Przyda mi się to. Może jak nikogo nie będzie
będę mogła podwinąć rękawy. Wtedy nikt nie zobaczy kolców zamocowanych
przy paskach, na nadgarstkach. Najpierw jednak... gdzie mam iść?!
Zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Czy naprawdę muszę kogoś prosić o pomoc?
No dobra...przeżyję.
-Hej, jestem Marta Rose Ferst, nowa uczennica. Mógłbyś mi pomóc? Szukam
pokoju-zaczęłam. Nie lubiłam zagadywać ludzi, czułam, ze zabieram im
czas...
<Jakiś chłopak?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz