wtorek, 18 sierpnia 2015

REAKTYWACJA

Wiem, że nie jestem naszą kochaną Pandi, ale zapewne tak jak większość z was chcę aby ten blog powstał z martwych! Każdy kto też tego chce niech pisze w komentarzu, że Pandi reaktywowała bloga! Chcemy tego ludzie ;D Pandi musi zobaczyć, że tego chcemy! Musi wiedzieć, że będziemy pisać i pomożemy jej w ponownym ożywieniu bloga!
PANDI POTRZEBUJEMY CIEBIE I TEGO BLOGA I POMOŻEMY CI JEŚLI TYLKO BĘDZIEMY MOGLI :DDD

Pisać komentarze ludzie! ;D

Seeley

sobota, 4 lipca 2015

Od Klary do Seeley

Poszłam razem z Seeley do mojego pokoju. Było mi głupio, ze odkryła moją tajemnicę, cieszyłam się jednak, że nie jestem już z tym wszystkim sama, że mam przyjaciółkę - bo tak, stała się ona moją przyjaciółką. I wiedziałam, że nie mogę teraz jej zawieść, muszę być silna oraz stawić czoła temu, co mnie czeka. Poddanie się w tej chwili nie wchodziło w grę. Tym razem Seeley nic się nie stało, ale co gdyby wilkołak zaatakował ją drugi raz? Co jeśli zaatakuje kogoś innego i niewinna osoba straci życie przeze mnie? Co jeśli ja zginę i nigdy się nie dowiem o co w tym wszystkim chodziło?
- Gdzie masz te żyletki? - Spytała Seeley, wchodząc do pokoju. Moich współlokatorek znowu nie było. Czasem zastanawiałam się co robią one cały czas, w tej chwili jednak mnie to ucieszyło.
- Tutaj - westchnęłam i podałam jej moją czarno-brązową kosmetyczkę. Dziewczyna otworzyła ją, wyjęła dwie żyletki, złamała je w palcach, po czym wrzuciła do kosza na śmieci, gdzie zgubiły się wśród różnych papierów.
- Już po wszystkim - uśmiechnęła się moja przyjaciółka i opadła ciężko na łóżko. Po chwili spod niego wydrapał się Parys - mój kot, i wskoczył jej na kolana. Na początku się przestraszyła.
- Nie bój się, on jest bardzo łagodny - zaśmiałam się i pogłaskałam zwierzątko po rudym łbie. Momentalnie zaczęło mruczeć i łasić się. Seeley na szczęście nie miała zamiaru go wyrzucać.
- Masz jednak więcej przyjaciół - rozchichotała się dziewczyna, przytulając kota do siebie. Od razu było widać, że się polubili. Nie mogłam teraz jednak o tym myśleć, miałam ważniejsze sprawy na głowie.
- Jak myślisz, dlaczego ten wilkołak nie ma wstępu do akademii? - Spytałam siadając na parapecie i opierając głowę o zimną szybę. Za oknem kilkoro uczniów biegało po podwórku.
- Nie mam pojęcia - westchnęła moja przyjaciółka, zamyślając się. Mnie również nic nie przychodziło do głowy - na pewno nie bał się mnie, był tysiąc razy większy niż ja, wystarczył jeden ruch by zakończył mój żywot.
- Gdybyśmy tak znały jego ludzką postać... bo ma jakąś, prawda? - Wysunęłam wniosek. Nie wiedziałam kim jest ów wilkołak, ale mogła to być osoba, którą znałam. łatwiej byłoby mi rozmawiać z człowiekiem.
- Na pewno - zgodziła się Seeley. Dziwiłam się jej, że po takich przeżyciach, gdy sama spotkała to bydlę, chciała dalej mi pomagać, nie odwróciła się ode mnie. Dobrze mieć taką przyjaciółkę.
- Może powinnam z nim porozmawiać - w końcu powiedziałam. Przecież zależało mu na mnie, to ja sprowadziłam go w tutejsze lasy. Powinnam stawić mu czoła, a nie ciągle uciekać.
Pobiegłam myślami daleko, do wydarzeń, które rozegrały się tego wieczoru, gdy zostałam przemieniona. Charlie wszedł do domu, ja chwilę stałam jeszcze na balkonie, gdy usłyszałam jakiś huk. Nie mogłam zostawić go samego, wbiegłam do mieszkania. Było ciemno, niewiele widziałam. Nagle poczułam jakiś oddech na swoim karku, jakkolwiek byłam przekonana, że napadł nas jakiś bandyta w tym momencie zrozumiałam, że mam do czynienia z czymś, co na pewno nie jest człowiekiem. Potem nie pamiętam już nic, tylko że obudziłam się rano, słońce wpadało przez duże, balkonowe okno, a ja leżałam na podłodze. Wstałam z trudem, czułam że coś jest ze mną nie tak. Szukałam Charlie'ego po całym domu, ale jego nigdzie nie było...
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Słuchałaś w ogóle co do ciebie mówiłam? - Spytała Seeley patrząc na mnie jednocześnie z troską i z poirytowaniem. Wiedziałam, że coś do mnie mówiła, nie miałam pojęcia jednak co.'
- Przepraszam, wyłączyłam się - mruknęłam i spojrzałam znowu w okno. Czułam jak krew przestaje krążyć mi w żyłach, gdy zorientowałam się, co widzę...

Seeley?

piątek, 3 lipca 2015

Od Alysson do Brian'a

Po słowach przyjaciele mojego chłopaka zbladłam. Spojrzałam na Brian'a. Na jego twarzy zagościła dziwna miną,. Ujęłam delikatnie dłoń wampira i wyczułam, jego przyśpieszone tętno. Też zaczęłam się bać.
- Brian... - powiedziałam zacinając się. - Co teraz zrobimy?
- Musimy iść do niego. - odpowiedział. Po chwili wstał i zaczekał na mnie. Nie miałam zamiaru iść z chłopakiem.
- Brian.... boję się. - szepnęłam.
- Ali, i tak musimy kiedyś i tym z nim pogadać. - rzekł, podchodząc do mnie. Miał on stu procentową rację. Westchnęłam cicho i wstałam ze swojego miejsca. Wyminęłam Brian'a i zaczęłam kierować się w stronę drzwi. Ten szybko mnie dogonił.
- Denerwujesz się? - zapytałam go. Mój miś złapał moją dłoń, nawet za bardzo ją ścisnął. Wyczułam jego szybkie tętno.
- Przyśpieszona praca mojego serca, mówi jak się czuję. - odparł. Szybko znaleźliśmy się przed drzwiami gabinetu ojca chłopaka.
- No to wchodzimy. - poinformowałam go. Ten kiwnął tylko głową na znak, że zrozumiał. Szybko zapukałam kilka razy w drzwi. Szybko usłyszałam głoś opiekuna wampirów.
- Wejść! - rozkazał. Niepewnie otworzyłam drzwi i weszłam pierwsza do wielkiego pomieszczenia. Pan Naconi stał przy wielkim oknie.
- Dzień Dobry. - przywitałam się nie pewnie.
- Usiądźcie. - powiedział. Jego ton głosu był poważny i dumny zarazem. Szybko wykonałam polecenie, ale Brian stanął za mną. Jedną dłoń położył na moim ramieniu. Dorosły wampir szybko usiadł na swoim, wielkim fotelu.
- Mieliśmy się u pana stawić.
- Zgadza się. A wiecie dlaczego? - spytał, przyglądając się synowi.
- Tak wiemy. - odpowiedział znienacka z powagą mój chłopak.
- Usłyszałem bardzo ciekawe plotki. Dowiedziałem się, że w tej akademii nie dawno narodziła się para celebrytów. - powiadomił nas dodając. - Jedno jest wilkołakiem, a drugie jest wampirem.
- Przepraszam, że przeszkodze Panu. Ale w tej Akademii panuje pokój pomiędzy rasami i wiem, Z tego wynika, że osoby dwóch różnych ras mogą być razem. - powiedziałam z dumą. Nie wiedziałam, że jestem aż tak dobrą aktorką. Spojrzałam kątem oka na młodego wampira, który był zdziwiony moją postawą.
- Zgadza się, ale... - nie dałam mu dokończyć.
- Wiem, że Brian to Pana syn. - rzekłam wstając. - Ja go kocham, a on mnie. I jeśli ktoś będzie chciał nas rozdzielić, nie zwycięży, tylko przegra.
- Nie takim tonem młoda damo! - rozkazał. Był tak wkurzony, że aż wstał ze swojego miejsca.
- Ja uważam, że to koniec rozmowy. - odparłam. - Jak uważasz Brian'ie? - zapytałam go. Wampir patrzał na mnie. Oj, mój misiu nie poznał całego mojego charakteru. Ale wiem, że poniosło mnie. Wszystko przez zbliżającą się pełnię.
( Brian ? )

Od Sebastiana do Tatiany

Szukałem natchnienia, a raczej miejsca gdzie miło byłoby mi szkicować projekt nowego wynalazku. Chciałem go udoskonalić, nie mógł przecież pozostać taki... pusty. U mnie w pokoju zaczęło mi się nudzić. Wstałem i zabrałem notatnik. Nie znałem dokładnie całej akademii dlatego udałem się w dobrze znane mi miejsce. Pokój wspólny wszystkich ras...
Usiadłem przy stole i zacząłem szkicować. Brakowało mi tego czegoś. Jakbym ja sam był nie pełny
-Co szkicujesz?-usłyszałem głos
-Nic poważnego. Aktualnie bardziej myślę czy nie brakuje czegoś we mnie samym. Zrobił się ze mnie pokręcony i dziwny filozof.
-Rację w tym masz.
-Jestem Sebastian, miło poznać
-Tatiana-przedstawiła się

Tatiana?

Od Sebastian'a do Seeley

-Najwyżej ścianę rozwalę aby moja zajebistość się tam zmieściła- zaśmiałem się
-To coś strzela i robisz to z takiego sprzętu?-zaczęliśmy wychodzić po schodach
-Nie strzela. Nie mam wystarczającej mocy i dobrych rzeczy. Cóż, zwykłe rupiecie muszą wystarczyć.
-Co jeszcze poznosiłeś?
-Tę wieżę, laptopy 2x, i z trzy telefony. No, a stal już wytopiłem w kształty żeby to tylko potem połączyć.
-Przygotowany widzę
-Muszę być-weszliśmy do pokoju. Odłożyłem pudełko na łóżko, koło innych rzeczy. Wyjąłem teczkę schowaną w materacu i pokazałem Seel o co mi chodzi
-Rękawica?
-Nie taka zwykła- zaśmiałem się. W moich rękach to może być nawet broń do zabijania- wziąłem jakbłko z biurka i zacząłem je jeść- Mam na biurku jeszcze 2 chcesz?-spytałem się

Seeley?

Od Brian'a do Alysson

Słowa dziewczyny podziałały na mnie jak nigdy wcześniej.
- Nie, to znaczy miejmy nadzieję, że nie. - powiedziałem szybko.
- Brian, twój ojciec nie jest taki zły za jakiego chcesz go nam wszystkim przedstawić.
- Masz rację.
Dziewczyna spojrzała na mnie zdziwiona.
- Jest o wiele gorszy. - dokończyłem.
- Przesadzasz. - mruknęła.
- Obyś się nigdy nie dowiedziała prawdy. - mówiłem te słowa z nadzieją.
- Wracamy do Akademii? - zapytała.
- Jeśli tylko chcesz.
- Chodźmy, bo już się ściemnia.
- Co tylko sobie życzysz kochanie. - uśmiechnąłem się. W środku jednak bałem się tego, że ojciec się dowie o mnie i o Alysson. 

................................................................................................................................

Gdy weszliśmy do budynku skierowaliśmy się do korytarza.
- Gdzie chcesz iść? - zapytałem.
- Może do pokoju wszystkich ras?
- Ok. - poprowadziłem dziewczynę do pomieszczenia. Usiedliśmy na jednej z kanap obok przyjaciół. Po krótkim przywitaniu, mój współlokator powiadomił mnie o niemiłej wiadomości.
- Brian. - zaczął. - Twój ojciec...
- Co?! Dowiedział się?! - krzyknąłem.
- Kazał ci przekazać, że wraz z Alysson macie się stawić u niego jak najszybciej.

Alysson?

Od Marty do Seeley

-E tam, może po drodze nas ktoś zgarnie. W sumie wolę wszystko oprócz tej akademii- zaśmiałam się- Momentami wolałoby się być gdzie indziej
-Racja, ale ten las już nie będzie taki sam, zanim tu weszłyśmy był spokojny
-A zostawimy tonę patologi?-zaśmiałyśmy się razem.
-No i możemy tutaj normalnie porozmawiać
-Da się tak?- spytała
-Przy nas to chyba wątpliwe- uśmiechałam się tylko- Mam pewną propozycję...
-Jaką?
-Pogramy w szczerość?-spytałam

Seeley? Wybacz, że krótko