Poszłam razem z Seeley do mojego pokoju. Było mi głupio, ze odkryła moją tajemnicę, cieszyłam się jednak, że nie jestem już z tym wszystkim sama, że mam przyjaciółkę - bo tak, stała się ona moją przyjaciółką. I wiedziałam, że nie mogę teraz jej zawieść, muszę być silna oraz stawić czoła temu, co mnie czeka. Poddanie się w tej chwili nie wchodziło w grę. Tym razem Seeley nic się nie stało, ale co gdyby wilkołak zaatakował ją drugi raz? Co jeśli zaatakuje kogoś innego i niewinna osoba straci życie przeze mnie? Co jeśli ja zginę i nigdy się nie dowiem o co w tym wszystkim chodziło?
- Gdzie masz te żyletki? - Spytała Seeley, wchodząc do pokoju. Moich współlokatorek znowu nie było. Czasem zastanawiałam się co robią one cały czas, w tej chwili jednak mnie to ucieszyło.
- Tutaj - westchnęłam i podałam jej moją czarno-brązową kosmetyczkę. Dziewczyna otworzyła ją, wyjęła dwie żyletki, złamała je w palcach, po czym wrzuciła do kosza na śmieci, gdzie zgubiły się wśród różnych papierów.
- Już po wszystkim - uśmiechnęła się moja przyjaciółka i opadła ciężko na łóżko. Po chwili spod niego wydrapał się Parys - mój kot, i wskoczył jej na kolana. Na początku się przestraszyła.
- Nie bój się, on jest bardzo łagodny - zaśmiałam się i pogłaskałam zwierzątko po rudym łbie. Momentalnie zaczęło mruczeć i łasić się. Seeley na szczęście nie miała zamiaru go wyrzucać.
- Masz jednak więcej przyjaciół - rozchichotała się dziewczyna, przytulając kota do siebie. Od razu było widać, że się polubili. Nie mogłam teraz jednak o tym myśleć, miałam ważniejsze sprawy na głowie.
- Jak myślisz, dlaczego ten wilkołak nie ma wstępu do akademii? - Spytałam siadając na parapecie i opierając głowę o zimną szybę. Za oknem kilkoro uczniów biegało po podwórku.
- Nie mam pojęcia - westchnęła moja przyjaciółka, zamyślając się. Mnie również nic nie przychodziło do głowy - na pewno nie bał się mnie, był tysiąc razy większy niż ja, wystarczył jeden ruch by zakończył mój żywot.
- Gdybyśmy tak znały jego ludzką postać... bo ma jakąś, prawda? - Wysunęłam wniosek. Nie wiedziałam kim jest ów wilkołak, ale mogła to być osoba, którą znałam. łatwiej byłoby mi rozmawiać z człowiekiem.
- Na pewno - zgodziła się Seeley. Dziwiłam się jej, że po takich przeżyciach, gdy sama spotkała to bydlę, chciała dalej mi pomagać, nie odwróciła się ode mnie. Dobrze mieć taką przyjaciółkę.
- Może powinnam z nim porozmawiać - w końcu powiedziałam. Przecież zależało mu na mnie, to ja sprowadziłam go w tutejsze lasy. Powinnam stawić mu czoła, a nie ciągle uciekać.
Pobiegłam myślami daleko, do wydarzeń, które rozegrały się tego wieczoru, gdy zostałam przemieniona. Charlie wszedł do domu, ja chwilę stałam jeszcze na balkonie, gdy usłyszałam jakiś huk. Nie mogłam zostawić go samego, wbiegłam do mieszkania. Było ciemno, niewiele widziałam. Nagle poczułam jakiś oddech na swoim karku, jakkolwiek byłam przekonana, że napadł nas jakiś bandyta w tym momencie zrozumiałam, że mam do czynienia z czymś, co na pewno nie jest człowiekiem. Potem nie pamiętam już nic, tylko że obudziłam się rano, słońce wpadało przez duże, balkonowe okno, a ja leżałam na podłodze. Wstałam z trudem, czułam że coś jest ze mną nie tak. Szukałam Charlie'ego po całym domu, ale jego nigdzie nie było...
Ocknęłam się z zamyślenia.
- Słuchałaś w ogóle co do ciebie mówiłam? - Spytała Seeley patrząc na mnie jednocześnie z troską i z poirytowaniem. Wiedziałam, że coś do mnie mówiła, nie miałam pojęcia jednak co.'
- Przepraszam, wyłączyłam się - mruknęłam i spojrzałam znowu w okno. Czułam jak krew przestaje krążyć mi w żyłach, gdy zorientowałam się, co widzę...
Seeley?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz