środa, 1 lipca 2015

Od Catherine do Seeley

 Wilczyca ostrożnie złapała mnie za rękę. Ciągnęła mnie delikatnie głębiej w las. Czułam na sobie jej spojrzenie. Szłam posłusznie za nią, uważnie nasłuchując. Nie chciałam trafić na inne... osoby. Chyba tak to trzeba określić, bo w końcu w większości to ludzie nie są...
 W końcu wyprowadziła mnie z gąszczu. Poczułam zapach jabłek, wiśni, czereśni, śliwek i gruszek. Gdzie ona mnie zabrała?
 Podeszłam do najbliższego drzewa i zbadałam je palcami. Jabłoń, bez wątpienia. Na kilku gałązkach nawet były małe owoce. Zerwałam jedno jabłuszko i spróbowałam. Słodkie czyli już dojrzałe. Musiała to być dzika jabłoń, nie przycinana od kilku, a może i kilkunastu lat.
 Czyżby Seeley zaprowadziła mnie do dzikiego sadu?
 Wilczyca zaczęła ocierać się o moje nogi. W postaci wilka był z niej pieszczoch. Wyobraziłam sobie jak by to wyglądało, gdyby była w ludzkiej postaci i mimowolnie uśmiechnęłam się.
 Kiedy ostatnio naprawdę się uśmiechałam? Kiedy ostatnio na mojej twarzy zagościło coś więcej niż niesięgające oczu wykrzywienie ust? Chyba ze 3 lata temu, przed spotkaniem z NIM...
 Podrapałam ją za uchem, a potem zaczęłam głaskać po sierści. W międzyczasie podjadałam świeże owoce. W pewnym momencie wilczyca podniosła się i otrząsnęła z trawy, po czym przemieniła w człowieka. Moja nerwowość powróciła. Lepiej się czułam w towarzystwie zwierząt, a wilki uwielbiałam. Ale ciekawości nie potrafiła opanować.
 - Jak znalazłaś to miejsce? - spytałam cicho

<Seeley?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz