Dziewczyna już chciała się wymigać. Na szczęście zdążyłem ją zatrzymać.
- O nie, zostajesz ze mną - powiedziałem.
- Sam sobie nie dasz rady? - zapytała.
- Jasne, że mógłbym sobie sam poradzić ale we dwoje zawsze raźniej. - uśmiechnąłem się, mówiąc te słowa.
- Wiesz ile nam zejdzie zrobienie tego zielnika? - zirytowała się Carrie.
- Ty serio myślisz, że robiłbym jakiś zielnik? - zapytałem.
- Przecież twój ojciec i tak jest już wnerwiony na nas. Chyba nie chcesz, żeby znowu nas do siebie ściągał?
- Spokojnie zielnik na jutro będzie. Nie masz się czym przejmować. - starałem się ją uspokoić.
- Skąd chcesz go wziąć?
- Chyba nie znasz tej akademii tak jak ja. - przewróciłem oczami. - Zielnik można spotkać w bibliotece.
- Ale tamte są podpisane. Mają na sobie nazwę akademii. - powiedziała.
- Kartkę zawsze można wydrzeć.
- A potem co powiesz?
- Carrie, spokojnie, coś się wymyśli. Zostaw to mnie.
- Tobie? Na tobie w ogóle można polegać?
- Jasne, ze tak.
- Nie jestem przekonana.
- Zapewniam cię. - skierowałem się w stronę biblioteki. - Idziesz? - zapytałem dziewczyny, która nadal stała w miejscu.
- Idę... - powiedziała po głębszym zastanowieniu. - Chciała powiedziec coś jeszcze ale nie dopuściłem ją do głosu.
- Zrobimy to tak: wejdziemy do biblioteki, weźmiemy książkę tak, żeby nikt tego nie widział, pochodzimy chwile bez celu, a następnie wyjdziemy.
- Ch chcesz ją ukraść? - zapytała Carrie.
- Nie ukraść tylko pożyczyć bez wiedzy bibliotekarek. - uśmiechnąłem się pod koniec mojej wypowiedzi.
- Jesteś kopnięty. - mruknęła dziewczyna, gdy byliśmy pod drzwiami pomieszczenia.
Carrie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz