Byłam zaciekawiona chłopakiem. Fakt był przystojny, lecz nie zakochałam się w nim ani nic. To była po prostu zwykła ciekawość.
Alisson rozmawiała z nim o czymś, ja zaczęłam rozglądać się po pokoju.
Podobała mi się w nim duża przestrzeń oraz umeblowanie. Pomieszczenie
było bardzo jasne co mi się osobiście mało spodobało.
-Olivia?! Jesteś z nami? - Do realnego świata powróciło mnie dość głośno
zadane pytanie. Mrugnęłam kilka razu po czym obdarowałam ich uśmiechem.
-Tak, przepraszam zamyśliłam się.
-Spoko nic się nie stało. - Powiedział Brian.
Poczułam jak w mojej kieszeni zaczyna odzywać się komórka. Wyjęłam
urządzenie i spojrzałam na nie. Nieznany numer pojawił się na
wyświetlaczu.
-Przepraszam, muszę odebrać. - Wstałam i szybszym krokiem wyszłam z sali.
Zamknęłam za sobą drzwi. Telefon nie przestawał wibrować. Ruszyłam
korytarzem do wyjścia. Kiedy miałam pewność, że nikt mnie nie słyszy
odebrałam.
-Tak? - Znajomy głos mi odpowiedział. - Hej! Też się za Tobą stęskniłam.
Wypowiadając te słowa wyszłam na zewnątrz.
*** Kilka godzin później ***
arną bandamkę którą dał mi mój przyszywany tata. Wyglądało to
mniej więcej tak:
http://img.styl.fm/resSkończyłam rozmawiać już dawno. Rozmowa wyprowadziła mnie trochę z równowagi ale już jest lepiej.
Wzięłam prysznic, zjadłam coś i przespałam się chwilkę. Wyjrzałam przez
okno. Był już późny wieczór. Stanęłam przed lusterkiem patrząc w swoje
oczy i zadając sobie pytania na które nie znałam odpowiedzi. Wzięłam z
toaletki czize/watermark/item/1a/ef/8c/3775.jpg
Założyłam bluzę, trampki i wyszłam z suczką na spacer. Kręciłyśmy się
bez celu po okolicy. Była już noc, chodziłyśmy po lesie. Znów
przypomniała mi się rozmowa przez telefon. Kolejna fala złości przeszła
przez moje ciało. Wsadziłam ręce do kieszeni, zapominając o nożu który
tam włożyłam wcześniej. Wyciągnęłam szybko rękę. Zaklęłam pod nosem
oglądając w blasku księżyca skaleczoną dłoń. Na szczęście rana nie była
głęboka. Zdjęłam z głowy prezent i owinęłam dłoń. Coś tam jeszcze
gadałam pod nosem ze złości. Ruszyłam dalej, wtedy podbiegła do mnie
Tekila szczekając. Automatycznie wyostrzyły mi się zmysły. Zaczęłam być
czujna jak zawsze gdy idę coś zabić. Słyszała teraz najdrobniejsze
szelesty i widziałam bardzo dobrze co dzieje się wokół. Kątem oka
wychwyciłam ruch. Zerwałam się do biegu. Instynkt dał górę. Zaczęłam
gonić swoją potencjalną ofiarę. Istota biegła kilka metrów przede mną.
Nie dawałam za wygraną. Powoli zmniejszał się dystans między nami.
Aż nieznajoma mi osoba była na wyciągnięcie ręki. Złapałam ją, upadliśmy
oboje. Byłam teraz w transie. Błyskawicznie przewróciłam ją na brzuch i
przycisnęłam do ściółki. Usiałam i unieruchomiłam jak się okazało, to
był chłopak.
-Zostawisz mnie?! - Usłyszałam krzyk. Głos był znajomy. Dotarło do mnie, że to Brian. Wstałam i odsunęłam się błyskawicznie.
-Przepraszam, nie chciałam. - Zrobiło mi się głupio. Chciałam pomóc mu
wstać. Wyciągnęłam do niego skaleczoną prawą rękę. Nawet nie zauważyłam,
że cała chustka przesiąknęła na tyle, że krew zaczęła kapać na
zeschnięte liście. Cofnęłam rękę. Suka zaczęła szczekać na chłopaka.
Uspokoiłam ją ruchem zdrowej dłoni. Patrzyłam przerażona na cieknącą
krew. Chyba się przeliczyłam. Rana była o wiele większa.
Brian?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz