- Ale biorę swoją. To ja zabiłem tą istotę, gdy byłem po południu w lesie...
Szybko skupiłam się na najbardziej żenujących momentach mojego życia. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok.
Michael spojrzał na mnie uważnie.
Muszę dać z siebie więcej, by uwierzył, pomyślałam. Przypomniałam sobie
twarze ludzi, których zabiłam, wzbudzając w sobie wyrzuty sumienia.
Spojrzałam na Michaela, ale szybko spuściłam wzrok. Moja metoda działała
za dobrze, bo na myśl o tych wszystkich postaciach, naprawdę robiło mi
się ciężko.
Mężczyzna spojrzał uważnie na naszą dwójkę. Musiał stwierdzić, że Brian próbuje mnie kryć, bo jego spojrzenie stwardniało.
- Brian, wyjdź. - powiedział stanowczo
- Ale...
- Natychmiast!
- Nie ona...
- Bez dyskusji! - krzyknął. Chłopak spuścił głowę i wyszedł. - Panno
Underworld, wiesz, że tym razem kara cię nie minie. - patrzyłam uparcie w
podłogę - Masz zakaz opuszczania Akademii przez trzy dni. Jeśli
wyjdziesz, zostaniesz wydalona z szkoły. Bezdyskusyjnie - powiedział i
pokazał mi gestem, że mam już iść.
Po opuszczeniu pomieszczenia i oddaleniu się na bezpieczną odległość,
odetchnęłam z ulgą. Udało mi się go przekonać, że to nie Brian polował.
Już uspokojona poszłam do pokoju. Po chwili do mieszkania jak burza
wpadł Brian. Oczywiście nie omieszkał zrobić mi wyrzutów. Nie, no serio,
zero wdzięczności.
Nie miałam mu jednak najmniejszego zamiaru mówić czemu tak naprawdę go
wyciągnęłam z kłopotów swoim kosztem. Wyśmiał by mnie albo by się
wściekł. No dobra, już był wściekły, ale jeszcze bardziej.
<Brian?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz