niedziela, 8 lutego 2015

Od Brian'a cd. Olivii



Ten dzień od początku był dziwny. Najpierw dwie dziewczyny usiadły obok mnie i bardzo się mną interesowały. Później zostawiły samego, a następie jedna mnie zaatakowała. Na dodatek z ręki, którą mi podała lała się krew. Właśnie... krew. Zostałem wampirem kilka tygodni temu. Nauczyłem się dopiero jak nie rozerwać komuś gardła, dla zabawy. Przyswajałem się do nowych mocy, nowego życia. Szedłem się pożywić ,a tu wyskakuje na mnie dziewczyna ze skaleczoną ręką. W pierwszej chwili nie mogłem się ruszyć. Próbowałem stłumić emocje. Nie szło mi to najlepiej. Widziałem już lepiej niż człowiek. Czułem, że tracę nad sobą kontrolę. Nie chciałem wyrządzić nikomu krzywdy. Bałem się, jednak, że mi się to nie uda. Dziewczyna chyba to zauważyła. Wzięła rękę i odsunęła się. Widziałem, że przez jej twarz przeszedł strach. Szybko zniknął. Podniosłem się z ziemi. Próbowałem na nią nie patrzeć. Dopiero teraz spostrzegłem, że jej pies przez cały czas warczał.
-  Brian? – powiedziała dziewczyna.
- Wszystko w porządku? – zapytała niepewnie.
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Coraz trudniej było mi się powstrzymać od rzucenia na nią. Naprawdę nie chciałem jej wyrządzić krzywdy.
- Uciekaj. – tylko tyle byłem w stanie wykrztusić.
Dziewczyna nie posłuchała mnie.
- Brian? – zaczęła dalej do mnie mówić.
Tym razem się nie powstrzymałem. Rzuciłem się na nią. Złapałem za ręce i przyparłem do ściany budynku. Moje kły wydłużyły się.
- Brian? Przestań. Puść mnie! – zaczęła się wyrywać.
Już myślałem, że nie dam rady się powstrzymać. Byłem przekonany, że ją zabiję. Gdy zamierzałem ją ugryźć ktoś mnie odepchnął. Wylądowałem na ziemi. To mnie trochę ocudziło.  Kły zmniejszały się. Ostatnie co zobaczyłem to Olivię i mojego ojca.

Oliwia? Sory, że tak długo…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz